Prepping po ludzku

prepping

Świry pijące wodę z kałuży, ludzie chorzy psychicznie, dziwacy… Tak o preppersach mówią przeciętni ludzie. Taki jest powszechny wizerunek preppersa. W najlepszym wypadku może jeszcze dorosły facet, który nie wyrósł z biegania po krzakach. Ale czy rzeczywiście jest tak, że preppersi to jedynie ludzie z dziwacznym, nietypowym hobby, oderwani od rzeczywistości?

Prepping, czyli przygotowanie. Przygotowanie do czego? Według preppersów do ciężkich czasów oraz rozmaitych zagrożeń. Dla przeciętnego Kowalskiego przygotowanie do wojny jądrowej, której przecież i tak nikt nie przeżyje. Przecież mało kogo stać na wybudowanie prawdziwego schronu jądrowego w ogródku. Bo w ogóle należy zacząć od tego, że trzeba mieć dom i ogródek – bez tego nie ma mowy o preppingu. Nic bardziej mylnego.

Czytaj także: Jak przygotować się na kryzys?

Zagrożenie

Prepping zaczyna się od zagrożenia. Jakiego? Zagrożeń w życiu jest wiele i zapewniam, że wojna atomowa znajdzie się pewnie na jakimś odległym miejscu. Zdroworozsądkowy prepping powinien zaczynać się od naszego własnego życia, naszych doświadczeń i lęków (oczywiście mowa o lękach uzasadnionych, nie o fobiach).

Na swój sposób prepping uprawia każdy, kto martwi się o swoją emeryturę, i w celu jej zabezpieczenia podejmuje jakiekolwiek dodatkowe działania, poza odprowadzaniem składek ZUS, które – jak wiadomo – zostają od razu przelane na konta emerytów. Ale bliskim i realnym zagrożeniem może być powrót późnym wieczorem z pracy do domu, czy zamieszkiwanie na terenach zalewowych.

Prepping może być także formą radzenia sobie z lękiem wywołanym realnie zaistniałą sytuacją zagrożenia w przeszłości np. ktoś padł ofiarą napaści, i dokłada wszelkich starań, by taka sytuacja się nie powtórzyła.

Zaprzeczenie

Niechęć do preppingu czy jego ośmieszanie może wynikać po części z jego egzotyki, a po części z faktu, iż myślenie o zagrożeniach jest nieprzyjemne. Wolimy myśleć, że nic złego nas nie spotka, albo że nawet jeśli nas spotka to albo nie będzie aż tak groźne, albo i tak nic nie da się z tym zrobić, więc za to nie odpowiadamy.

Każdy z nas na pewno nie raz w życiu odpychał od siebie takie nieprzyjemne myśli w rodzaju – nie wymienię zepsutego zamka w drzwiach wejściowych. Nie mam w domu nic cennego, nikt mnie nie obrobi.

Ja na przykład kiedyś nie zapinałem roweru. Myślałem sobie – kto ukradnie taki rower? Zwłaszcza, że zostawiałem go na terenie zamkniętym wokół bloku. I co? I ukradli! Mi się wydało, że rower kupiony za 400 zł nie przedstawia wartości dla nikogo, kto zdecyduje się złamać prawo. Ale okazało się inaczej. Być może ktoś ukradł go dla zabawy, żeby go rozwalić. Ludzie bywają tak głupi.

Myślenie tego rodzaju – zaprzeczanie, wypieranie złych myśli – nie uchroni nas przed złym. Wszystko złe, co może się zdarzyć, to w większości przypadków zdarzenie losowe, które jest sumą małych czynników. I na niektóre z tych czynników mamy wpływ.

Zobacz także: Preppers podcast

Jak być gotowym?

Nie da się przygotować na wszystko. Istotnie nie przygotujemy się na wojnę jądrową ani apokalipsę zombie. Ale też – co warto podkreślić – nie są to aż tak realne zagrożenia. Przygotowywać należy się w pierwszej kolejności na to, co nam realnie zagraża, najlepiej poprzez eliminację zagrożenia (jeśli jest możliwość) lub przez zmniejszenie ekspozycji na ryzyko.

Aczkolwiek warto brać pod uwagę – w dalszej perspektywie – zagrożenia, które może nie znajdują się w pierwszej dziesiątce, ale mogą być dotkliwe np. długotrwały blackout, pożar w budynku itp. Warto to robić z uwagi na korzyści wynikające z przepracowania pewnych problemów. Nie jesteśmy w stanie przewidzieć wszystkich konsekwencji wystąpienia danego zagrożenia, jeżeli nie usiądziemy i nie zastanowimy się nad nim, nie zgromadzimy jakiejś wiedzy itd.

Czytaj także: 28 dni później – najlepszy film o zombie?

Wiedza i doświadczenie

W pewnym momencie dojdziemy do wniosku, że rozwiązania bardzo wielu problemów tkwi w podobnych mechanizmach, które można ująć w „plany postępowania na wypadek…”, czyli rodzaj procedur.

I na procedurach właśnie bazuje cała branża związana z bezpieczeństwem. Na procedurach, które zostały wypracowane przez lata, dzięki wiedzy i doświadczeniu. Bo procedura to brzmi jak jakiś urzędniczy bełkot. Ale poza zapisem, który jest instrukcją, to przede wszystkim schemat działania, który sprawia, że w sytuacji zagrożenia, gdzie pojawiają się nerwy, nie zastanawiamy się co robić, tylko robimy. Dobrze przemyślana procedura w większości przypadków będzie lepsza, niż działanie na gorąco.

Weźmy na przykład alarm pożarowy i ewakuację budynku np. szkoły czy miejsca pracy. Osoby przebywające w budynku nie musza znać procedur. Ważne, żeby z grubsza wiedziały jak się zachować, i by wykonywały polecenia osoby odpowiedzialnej za bezpieczeństwo.

Tak samo może to działać w obrębie jednostki społecznej, jaką jest rodzina, a także o poziom niżej, czyli w obrębie poszczególnych składowych rodziny.

Jak więc widać, prepping, tak po chłopsku, poza anglojęzyczną nazwą, może być po prostu zwykłą troską o to, by nie ziściły się nasze najgorsze koszmary, by nam, ani naszym bliskim nie stało się nic złego. Jednak on nie zadziała, dopóki będziemy bali się myśleć o złych rzeczach i tym,  jak im zapobiec.

Photo by Andreas Wagner on Unsplash

Zobacz także darmowe ebooki:

Lustro Iluszyna i cztery inne miniatury
Palladyni wina i miecza
Reset - powieść postapo
Podziemny Wrocław: Kto wysysa krew w Breslau?
Sukkub i inne opowiadania
Era Mroku - Bartosz Adamiak
Rae Ragis

0 Udostępnień

Bartosz Adamiak

1 Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *