Gig economy – ekonomia „fuch”

Nasi rodzice często pracowali przez całe życie w jednym zakładzie pracy. Pokolenie dzisiejszych dwudziesto-, trzydziestolatków zmienia pracę przynajmniej raz na kilka lat, a nawet i częściej. W przyszłości w ogóle nie będziemy wiązać się z pracodawcami na stałe.

Czym jest gig economy? Jest to system wolnorynkowy, w którym powszechnym zjawiskiem jest praca tymczasowa, a firmy i organizacje zawierają umowy z niezależnymi pracownikami. Słowo „gig” to slangowe określenie odnoszące się do realizacji jakiegoś zlecenia. W języku polskim najbardziej trafnym odpowiednikiem byłoby chyba właśnie słowo „fucha”.

Dlaczego będziemy „gig”?

Szacuje się, że do 2020 roku aż 40 proc. amerykanów będzie niezależnymi wykonawcami. Trend ten równie silnie zarysowuje się w zachodniej Europie, a coraz powszechniej pojawia się i w naszym kraju.

Uzasadnia go kilka kwestii, wśród których najbardziej istotny jest chyba rozwój technologii oraz nowych zawodów. Dziś praktycznie każdy programista zna język obcy. Może zatem pracować zdalnie, dla dowolnego zleceniodawcy na całym świecie. Co więcej – jeżeli ma taką potrzebę, może pracować tylko przez cześć miesiąca, nie wiążąc się z jednym pracodawcą, ale wykonując zlecenia dla kilku różnych firm. I jednocześnie prowadzić zarabiający profil na Instagramie.

W erze cyfrowej praca i lokalizacja nie są już ze sobą tak ściśle powiązane. Oznacza to, że freelancerzy mogą wybierać spośród zleceń na całym świecie, zaś pracodawcy mają do dyspozycji znacznie większą pulę specjalistów. Dziś, zwłaszcza w sektorze IT, normą jest zlecanie wykonania pewnych zadań podwykonawcom pracującym w Indiach czy Bangladeszu. Nie jest także problemem, aby freelancer pracujący dla dużych koncernów, wykonywał swoją pracę z hamaka w Bangkoku.

Optymalizacja

Świat, gospodarka, technologia – wszystko dąży do optymalizacji. Jeżeli można coś zrobić taniej, nie trzeba robić tego drożej. Pracodawcy mogą dziś zatrudniać pracowników, bez wynajmowania kosztownego biura, ale też bez utrzymywania stałych etatów. Przy jasno sprecyzowanym celu i określonych standardach, można posługiwać się pracownikami w takim wymiarze, w jakim jest to niezbędne, czego przykładem jest znienawidzony przez taksówkarzy Uber. Można się przeciw tym zmianom buntować, ale są one nieuniknione, ponieważ dążą do zwiększenia wydajności. Czy cierpi na tym klient? Gdyby cierpiał, firma Uber by upadła.

Przy wydajniejszym i bardziej optymalnym procesie dostarczania usług, jesteśmy w stanie zatrzymać więcej pieniędzy w portfelu. A skoro tak, to może i my możemy pracować mniej, a więcej czasu spędzać z rodziną? Gig economy to także możliwość wyboru swoich życiowych priorytetów – jeśli chcesz, nic nie stoi na przeszkodzie, by poświęcać pracy 18 godzin dziennie. Jeśli jednak odczuwasz, że praca zabiera zbyt dużo czasu dla twoich bliskich, możesz zupełnie inaczej rozłożyć te akcenty.

Wady gig economy

Gospodarka oparta na „fuchach” nie jest doskonała (pytanie, czy któraś jest?). Tym, co w pierwszej kolejności rzuca się w oczy to: brak stabilności, brak przywilejów pracowniczych oraz fakt, że gig economy wydaje się dotyczyć głównie młodych osób, pracujących w nowoczesnych zawodach, jak programista czy tester. Wydaje się także, że rozwój gig economy głęboko zakorzeniony jest w sytuacji gospodarczej, i silnie wiąże się z obecnym rynkiem pracownika.

Wszystko to jest częściową prawdą. Rzeczywiście pracując jako freelancer nie możesz wziąć płatnego urlopu. Z drugiej strony możesz wziąć dodatkowe zlecenia i zarobić sobie na roczny urlop na Bali, gdzie przy okazji zostaniesz instruktorem nurkowania. Praca na zleceniach dotyczy wielu branż, a współczesne trendy sugerują, abyśmy byli otwarci na możliwość całkowitego przekwalifikowania. Oznacza to oczywiście konieczność podejmowania nowych wyzwań, ale czy nam się to podoba, czy nie, jest to trend przyszłości.

Osobną kwestią jest system emerytalny. Wszyscy wiemy, że jest on niewydajny i – zdaniem wielu ekspertów – w końcu będzie musiał się zawalić. Gig economy wpisuje się w to doskonale – nie potrzebujemy wierzyć w emeryturę z ZUS. Potrzebujemy móc swobodnie zarobić i odłożyć więcej samodzielnie.  

Jeśli zaś chodzi o sytuację gospodarczą – gig economy rozwinęła się w okresie prosperity. Jednak sprawdzić się może równie dobrze w latach chudszych. W końcu sprowadza się ona również do optymalizacji kosztów pracy. Firma, która dawniej w kryzysie by zbankrutowała, dziś może zoptymalizować swoje wydatki, zlecając zadania freelancerom. W efekcie nie dochodzi do tak drastycznego ograniczenia konsumpcji, a co za tym idzie – kryzys się nie pogłębia.

Mniej siedzenia przy kawce

Gig economy w dłuższej perspektywie dążyć będzie do całkowitego wyeliminowania pracy nieefektywnej, a przez to do zwiększenia oszczędności i obniżenia cen towarów i usług (przykład: Uber). To pociągnie za sobą daleko idące zmiany w całej gospodarce, być może zmieniając nawet zasady gry. Patrząc na dzisiejszą światową gospodarkę, trudno oprzeć się wrażeniu, że wszystko to właśnie staje się faktem.

Photo by Shridhar Gupta on Unsplash

Zobacz także darmowe ebooki:

Lustro Iluszyna i cztery inne miniatury
Palladyni wina i miecza
Reset - powieść postapo
Podziemny Wrocław: Kto wysysa krew w Breslau?
Sukkub i inne opowiadania
Era Mroku - Bartosz Adamiak
Rae Ragis
0 Udostępnień

Bartosz Adamiak

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *