Era Mroku

Era mroku

Era Mroku - Bartosz AdamiakEra Mroku

data wydania: październik 2014 (data przybliżona)
ISBN: 9788394017804
kategoria: fantasy

Witajcie w grodzie Tomwil, gdzie równie łatwo stracić życie dla paru goliatów, jak i spotkać babę z trzema cycami. A i gdy fortuna się do ciebie uśmiechnie, to też źle, bo uwagę na siebie przyciągniesz psychopatów sprawujących władzę. Jeśliś bystry, tu spełnisz swoje sny.

pobierz pdf Zobacz inne ebooki

Przeczytaj fragment:

Upały trwały od kilku dni. Do mieszkania na Gaju wleciała przez okno tłusta mucha. Usiadła na spoconym, pokrytym zaskórniakami nosie, z którego wydobywał się ponury bulgot. Właścicielem nosa był śpiący, krępy mężczyzna w koszulce na ramiączkach. W jego masywnej, mocno owłosionej dłoni spoczywał pilot do telewizora.

Grubas przeciągnął się puszczając bąka i spojrzał na zegarek wiszący nad drzwiami. Dochodziła jedenasta. Wstał więc i sięgnął po stojącą na stole butelkę z resztką odgazowanego piwa. Było ciepłe i stęchłe. Skrzywił się i ruszył do łazienki, mijając śnieżący telewizor. Spojrzał w lustro. Spore zakola i podkrążone oczy. Dałby tej mordzie z czterdzieści lat, co nie napawało go optymizmem, bo miała dopiero trzydzieści.

W jego pamięci powoli pojawiały się obrazy. Była niedziela. Wczoraj udał się do delikatesów Jurka i kupił kilka piw, aby się zregenerować po tygodniu pracy. Wypił może dziesięć czy jedenaście, a potem zasnął przed telewizorem. Pamiętał, że przed drzemką oglądał jeszcze jakiś serial, ale gdy otworzył oczy, kablówki już nie było. Był pewien, że w tym miesiącu opłacił wszystkie rachunki w terminie, więc w grę wchodziła tylko awaria. A skoro tak, to może dostanie od tych dupków coś ekstra, kombinował w myślach, miesiąc darmowych pornoli, albo skrzynkę piwa.

Ostatecznie stwierdził, że korzystniej będzie mieć działającą kablówkę w weekend. Postanowił zejść do piwnicy i sprawdzić. Wszak to nie inżynieria rakietowa. A przy okazji mógłby zostać bohaterem w swojej bramie. Może dzieciaki będą przynosić mu piwo z delikatesów, a pan Bronek przestanie otwierać natrętnie jego pocztę, która w sumie i tak zawiera tylko rachunki.

Mając w pogardzie potężnego kaca, Paweł podjął próbę wydostania się z mieszkania. Aby nie opuszczać bezpiecznego miejsca bez prowiantu, wyjął z lodówki ostatnią z zakupionych wczoraj butelek piwa. U Jurka była awaria lodówki, przypomniał sobie. A zatem, dedukował, może urządzenia elektryczne szaleją pod wpływem burzy na słońcu. Albo gorzej – rozpoczyna się trzecia wojna światowa i ruscy komandosi robią dywersję. Po Ukrainie wszystko stało się możliwe. Chociaż znaczenie strategiczne kablówki na wrocławskim blokowisku wydawało się raczej niewielkie.

Mimo wszystko ten wariant Pablo przyjął jako najbardziej prawdopodobny. Otworzył drzwi i zaczął ostrożnie schodzić po schodach, trzymając jedną ręką poręczy, drugą zaś ściskając butelkę. Na półpiętrze spotkał pana Kazia z trzeciego piętra. On ruskich dobrze znał, bo był ubekiem.

– Dzień dobry – powiedział głośno Pablo, sąsiad miał słaby słuch.

– A dobry, dobry panie Pawełku. Ale ukrop. Pić się chce, co? – wskazał głową piwo przełykając ślinę.

– Nie ma kablówki. Może ktoś przeciął kabel, albo coś. Był pan w piwnicy?

– Pan podejdzie z piwkiem do mnie, to zobaczymy, czy u nas jest kablówka, co? Może jakiś meczyk będzie, to…

Pablo machnął ręką i ruszył w dół, co pan Kaziu skwitował uśmiechem obnażającym braki w uzębieniu i jakimś plugawym słowem.

Drzwi do piwnicy były otwarte, mimo iż gospodarz bloku wielokrotnie apelował, by je zamykać. Bezdomni dzień w dzień wchodzili i defekowali w piwnicy. A w zimie często nocowali w prowizorycznych barłogach z gazet i innych śmieci. Strach było tam chodzić, ale czego się nie robi dla ratowania niedzielnej rozrywki? Pablo nie miał sprecyzowanej wizji, co zrobi, gdy już skrzynkę od kablówki znajdzie. W zasadzie oczekiwał chyba, że stuknie jak dziadek w starego Rubina i obraz powróci. Jednak to, co zobaczył po otwarciu drzwi, nie było ani skrzynką od kablówki, ani starym Rubinem, ani nawet defekującym bezdomnym. Na środku schodów lewitował biały, świecący prostokąt. Dosłownie tafla czystego świata. Żadnej
faktury, żadnego połączenia ze ścianą, sufitem czy podłogą. Jedynie jasność, która drażniła umęczone oczy.

Chcąc czym prędzej przedostać się na drugą stronę, Pablo ruszył przed siebie z rękami wyciągniętymi po omacku do przodu. Postanowił, że po prostu przejdzie przez tę świetlną kurtynę, i już po drugiej stronie będzie kontynuował poszukiwania.

Rzeczywistość nie zawsze żyje w zgodzie z naszymi planami. Czasem lubi zaskakiwać, w taki czy inny sposób. W sytuacji, o której opowiadam, rzeczywistość zaskoczyła Pawła Kowalskiego bardzo, bardzo mocno. Na tyle mocno, że przez chwilę był pewien, że spadł ze schodów i stracił przytomność.

Po drugiej stronie kurtyny znajdowała się pustynia. Nie było schodów, nie było piwnicy. Nie było niczego, oprócz bezmiaru białego, drobnego piasku, kamieni i czterdziestostopniowego upału.

– No tak – powiedział głośno i z pewną dozą rezygnacji. – Mam alkoholowe majaki. Za dużo piłem i uszkodziłem sobie mózg!

Gdy w oddali ujrzał grupę beduinów oraz dziwacznych zwierząt, zmierzających w jego kierunku, był już pewien. Pełne spektrum objawów delirium tremens. Cierpieli na to wujek Staszek i wujek Rysiek. I Bolek, kolega z Januszpolu, z którym wprawdzie nie był spokrewniony, ale jednak był to kolejny dowód na istnienie choroby.

Gdy jeźdźcy zbliżyli się na odległość kilkunastu metrów, okazało się, że to żadni beduini, a zwykli przebierańcy. Mieli gatki ze szmat i skórzane pasy ponabijane ćwiekami. Narażone na działania słońca części ciała mieli mocno opalone. Byli uzbrojeni w najróżniejszą broń białą, od noży po miecze i topory.

– Jesteście rekonstruktorami, prawda? Czytacie Wiesława i mroki średniowiecza?

W odpowiedzi usłyszał jedynie krzyki w zupełnie obcym języku, brzmiącym jak węgierski. Ich zachowanie zdawało się być agresywne i Pablo żałował, że nie zabrał ze sobą gazu pieprzowego.

Gdzie ja miałem głowę, pomyślał, gdy napastnicy otoczyli go. Jeden z nich zbliżył się do niego i powalił na ziemię. Wówczas podbiegli dwaj kolejni i podnieśli go, wykręcając ręce do tyłu.

– Zostawcie skurwysyny! – zdołał tylko wrzasnąć, po czym oberwał czymś twardym w głowę i stracił przytomność.

pobierz pdf Zobacz inne ebooki

Czytaj także: Fantastyka książki

Photo by Jordi Ganduxe on Unsplash

Zobacz także darmowe ebooki:

Lustro Iluszyna i cztery inne miniatury
Palladyni wina i miecza
Reset - powieść postapo
Podziemny Wrocław: Kto wysysa krew w Breslau?
Sukkub i inne opowiadania
Era Mroku - Bartosz Adamiak
Rae Ragis
3 Udostępnień

Bartosz Adamiak