Bartosz Adamiak

dystopie, postapo, survival i inne brednie

Zamach Schrödingera

Słyszeliście o kocie Schrödingera? To taki eksperyment myślowy. Zamykamy kota w pudełku, dajemy tam pojemnik z trucizną podłączony do licznika Geigera oraz jeden nietrwały atom emitujący promieniowanie jonizujące. Trucizna ma się uwolnić w momencie, gdy detektor wykryje promieniowanie. Do momentu otwarcia pudełka jest 50% szans, że kot żyje i 50%, że jest martwy. Jako obiekt kwantowy, kot znajduje się w obu tych stanach tzn. jest jednocześnie żywy i martwy.

Serdecznie zachęcam do przebrnięcia przez moją poprzednią tyradę, która stanowi niejako wstęp do tej dzisiejszej. Napisałem tam m.in. o tym, że:

  • w Polsce dialog schodzi na coraz niższy poziom,
  • rosną podziały,
  • po obu stronach barykady stoją ludzie równie zacięci i równie pozbawieni (przynajmniej częściowo) racji,
  • mamy wojnę polsko-polską,
  • na takim stanie zależy przede wszystkim różnym zewnętrznym siłom.

Wszyscy jesteśmy ekspertami

Słuchajcie. Chyba nigdy tak na dobre nie wyraziłem swojej opinii o katastrofie smoleńskiej. Z jednego, prostego powodu. Nie czuję się kompetentny. Nie jestem ekspertem od lotnictwa, jak 38 milionów moich rodaków. Nigdy nie widziałem akt ani materiałów dowodowych, a swoją wiedzę opieram na doniesieniach medialnych, które są – w większości – gówno warte.

Ale dziś postanowiłem zrobić wyjątek z tego względu, że moje rozważania nie dotyczą bezpośrednio samej katastrofy, ale ciągów przyczynowo-skutkowych, których elementem była sama katastrofa, w świetle trzech, różnych scenariuszy, których kluczowym elementem jest wrak.

Dowód numer jeden

Wielu ludzi mówi, że prowadzenie śledztwa bez wraku, to tak, jak prowadzenie śledztwa w sprawie zabójstwa, bez zwłok. Wrak to kluczowy dowód. Bez niego nie jesteśmy w stanie dojść prawdy. I ja się z tym w pełni zgadzam.

Natomiast nie do końca zgadzam się z drugą częścią często powtarzanego stwierdzenia – skoro Rosjanie nie oddają wraku, to na pewno doszło do zamachu.

I tutaj dochodzimy do tytułowego zamachu Schrödingera. Wrak jest kotem w pudełku. Dopóki go nie dostaniemy, zamach jest prawdopodobny w 50% i katastrofa jest prawdopodobna w 50%. Abstrahując od intuicji, przeczuć i takich tam…

Trzy scenariusze

Chciałbym rozważyć trzy scenariusze:

  1. Rosjanie oddają nam wrak i ustalamy ponad wszelką wątpliwość, że zamachu nie było
  2. Rosjanie oddają nam wrak i ustalamy ponad wszelką wątpliwość, że zamach był
  3. Rosjanie nie oddają nam wraku

Scenariusz 1: Rosjanie oddają nam wrak i ustalamy ponad wszelką wątpliwość, że zamachu nie było

Gdyby Rosjanie oddali nam wrak i po gruntownym przebadaniu stwierdzilibyśmy, że jest absolutnie wykluczone, by mogło dojść do zamachu, musielibyśmy uznać, że doszło do katastrofy. I że najprawdopodobniej tragedia jest efektem sumy przypadków i zaniedbań, co ostatecznie nie pozwoliłoby na wskazanie jednego, generalnego winnego.

Ten scenariusz jest zgodny z werdyktem komisji Millera oraz Zespołu Ekspertów Niezależnych. W tym scenariuszu musielibyśmy zwyczajnie odwalić się od Rosjan, ew. mieć do nich pretensje o to, że nie wywarli na załogę silniejszej presji na lądowanie w Witebsku. Ale jednak ostateczna decyzja należała do kapitana statku powietrznego, zaś za kapitana niejako odpowiada 36 Specjalny Pułk Lotnictwa Transportowego. Z pewnością sporo można by także zarzucić ogólnej polityce bezpieczeństwa w Polsce po 1989 roku, o czym mówił Zespół Ekspertów Niezależnych.

Scenariusz 2: Rosjanie oddają nam wrak i ustalamy ponad wszelką wątpliwość, że zamach był

Załóżmy, że mielibyśmy twarde dowody na to, że samolot został wysadzony – doszło do wybuchu, samolot rozpadł się w powietrzu. I wiadomo, że zrobili to Rosjanie.

Stalibyśmy wtedy tam, gdzie teraz stoi Holandia w sprawie MH17. My uznaliśmy, że zrobiła to Rosja, może ktoś inny uznałby, że zrobiła to Rosja (kraje grupy Wyszechradzkiej?), ale Rosja powiedziałaby „wasze dochodzenie oparte jest na zupełnie nieracjonalnych wnioskach, nie uznajemy wyroku”. Ogólnie sprawa by się skończyła, a my jeszcze przez wiele lat usiłowalibyśmy dochodzić swoich praw.

Scenariusz 3: Rosjanie nie oddają nam wraku

A więc taki, który jest teraz.

Polacy się kłócą i wydają pieniądze na kolejne komisje. Ponieważ sytuacja jest niejasna i bardzo kontrowersyjna, jest oczywiste, że Jarosław Kaczyński dołoży wszelkich starań, aby sprawę wyjaśnić. Oczywiście nie uda się to od razu,  jednak narastający konflikt społeczny oraz niechęć do PO sprawiają, że w 2015 mamy rząd PIS, zaś od 4 lutego 2016 ruszają prace Podkomisji Smoleńskiej pana Antoniego Macierewicza.

Rząd PIS, podobnie jak rząd PO, wraku nie odzyskuje, co jednak nie przeszkadza Podkomisji w formułowaniu teorii, wedle której Tupolew został wysadzony.

Cui bono?

Kto jest beneficjentem zaistniałej sytuacji? Zacznijmy może od scenariusza numer 3.

AD3) Beneficjentem sytuacji, w której wrak nie został oddany, a sprawa nie została zamknięta, jest oczywiście Rosja. I tu właściwie chyba nie ma, co wyjaśniać. Kto ma wrak, ten rozdaje karty. Jeżeli jeden z dwóch bliźniaków zginął w katastrofie, jest pewne, że drugi będzie chciał tę sprawę rozwikłać. Jeżeli wizja Jarosława Kaczyńskiego dotycząca śledztwa, rozmywała się z wizją PO i komisji Millera, istniała duża presja na to, by „zrobić porządek” – to właściwie gotowy przepis na rozłam.

Efektem jest Polska osłabiona podziałami, oraz odwracająca się od Europy, a szukająca oparcia w Amerykanach. Tylko czy dla Rosji to poparcie USA jest aż tak złą perspektywą? Polska jest tylko pionkiem, który nie bierze udziału w naprawdę grubych sprawach. Nikt dla Polski na wojnę nie ruszy. Można Polsce sprzedać Patrioty, wcisnąć duży bank inwestycyjny, ale to wszystko. USA mają poważniejszych sojuszników.

Zakup Patriotów też ruszył z kopyta, odkąd zaczęliśmy wygrażać Rosji. W końcu skoro wygrażamy, to warto, byśmy mieli się czym bronić.

Na nastrojach antyrosyjskich zyskuje też Europa, dla której jesteśmy flanką. Gdyby nasze stosunki z Rosją były dobre (choć trudno to sobie wyobrazić), to Niemcy musieliby się zbroić. A oni podobno są jeszcze bardziej rozbrojeni, niż Anglicy w przeddzień II wojny światowej.

Krótko mówiąc – na niewyjaśnieniu katastrofy smoleńskiej, na nieoddaniu nam wraku przez Rosjan, zyskują WSZYSCY, oprócz nas.

AD2) Gdybyśmy udowodnili, że Rosja dokonała zamachu, doszłoby do bardzo niezręcznej sytuacji, w której większość cywilizowanego świata musiałaby nas… nie poprzeć. A my dowiedzielibyśmy się, kto tak naprawdę jest naszym sojusznikiem (nikt). Krótko mówiąc, wyszłoby na jaw, że król jest nagi. A Rosja powiedziałaby „dobra, dobra, już uspokójcie się Polaki, bo wyślemy wam kilka Iskanderów”.

Demaskując hipotetyczny zamach, ponieślibyśmy zwycięstwo moralne, oraz stracilibyśmy resztę przyjaciół.

AD1) Paradoksalnie ten scenariusz wyobrazić mi sobie najtrudniej. Gdyby Rosja oddała wrak, a my byśmy w wyniku śledztwa ustalili ze 100% pewnością, że nie doszło do zamachu, prawdopodobnie determinacja PIS by dojść do włazy, musiałaby znaleźć zupełnie inne paliwo. I oczywiście mogłyby nim być afery – Amber Gold, afera podsłuchowa. Pytanie, czy same afery dałyby PISowi takie poparcie społeczne, jak kwestia tragedii smoleńskiej.

Konkluzje

1. W żadnym ze scenariuszy nie widzę wyraźniej korzyści dla pana Donalda Tuska i PO, co starają się sugerować ludzie z prawej strony. Zginął Prezydent, który wywodził się z partii Prawo i Sprawiedliwość. Partię tę współtworzył ze swoim bratem. Wektor jest jasny – inicjatywa trafiła do PIS. PO w każdym ze scenariuszy jest partią, która dokonała zaniedbań lub utopiła się w swoich aferach.

2. Czy łatwiej zabić 95 osób rozbijając samolot, czy może wykorzystać fakt zaistnienia katastrofy? Ja bym powiedział, że łatwiej wykorzystać fakt zaistnienia katastrofy. Powiedziałbym więcej: gdyby Rosjanie nie wykorzystali katastrofy, nie byliby sobą. Myślę, że analitycy rozebrali problem w ciągu kilkunastu godzin od katastrofy. Myślę, że błyskawicznie w Moskwie powstał scenariusz działań opartych o założenie, że wrak nie zostanie zwrócony.

Tę sytuację można zobrazować tak: można komuś portfel ukraść, albo można go znaleźć na ulicy, i się nie przyznać, że się go ma. Rosja znalazła portfel, a potem postąpiła niemoralnie, zatajając ten fakt. Jednak de facto portfela nie ukradła. Nie poniosła ryzyka wkładania ręki do cudzej kieszeni.

Wiem, że na wstępie pisałem o niekierowaniu się przeczuciami, ale moim zdaniem bardziej prawdopodobne jest, że Rosja dobrze wykorzystała katastrofę, niż że ją spowodowała. Choć oczywiście dopóki nie dostaniemy wraku, prawdy nie poznamy.

3. Nikomu nie jest na rękę, by Polska była krajem bardzo silnym, i dobrze żyjącym z Rosją. Bo to trochę tak, jak by Koreańczykom z południa zależało na tym, by ich żołnierze ze strefy zdemilitaryzowanej, żyli w bliskiej zażyłości z żołnierzami z Korei Północnej, i wymieniali się z nimi bronią, informacjami itp. Bufor to bufor. Idea buforu polega na tym, by przyjąć część siły, łagodząc uderzenie. To część ruchoma.

By Sylwek, CC BY-SA 3.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=9574009

Krótko mówiąc – Polska ma przyjąć pierwszy cios, bronić się przez 30 dni (jak w Kampanii wrześniowej), ale potem, kiedy się już okaże, że sojusznicy nas wystawili, nie mamy mieć dość siły, by im się odgryźć. Mamy podkulić ogony i (znów) przyjąć z wdzięcznością to, co nam dadzą – taką rolę dla Polski mogą widzieć Amerykanie, Anglicy i Niemcy. I z tego powodu wszyscy oni podtrzymują gierkę z zamachem Schrödingera. Z tego też powodu wszyscy dążą do osłabiania Polski i wzmacniania wewnętrznych podziałów poprzez szerzenie propagandy i dezinformacji.

4. Soros poprzez Fundację Batorego wspiera demokrację w Polsce, ale jednocześnie jego współpracownik siedzi w białym domu, w gabinecie Trumpa. Co oznacza, że tak naprawdę nie jesteśmy w stanie wskazać jednoznacznych „złych i dobrych”. Pewne mroczne sprawy sięgają głębiej, niż nam się może wydawać

PS: Warto przy tej okazji przytoczyć fragment z raportu Zespołu Ekspertów Niezależnych, którego autorami są m.in. śp. gen. brygady Sławomir Petelicki, gen. broni Waldemar Skrzypczak oraz prof. Krzysztof Rybiński:

Polskie siły zbrojne będą skazane na różne rozwiązania zastępcze, dopóki będą zarządzane i dowodzone przez ludzi wychowanych w doktrynie wojennej Układu Warszawskiego, którzy nie rozumieją procedur NATO ani nie realizują wizji sojuszu. Nic więc dziwnego, że Stany Zjednoczone nie decydują się na rozmieszczenie na terytorium Polski rakiet Patriot. Wiedzą, że powierzenie tej groźnej broni wymaga najwyższego profesjonalizmu i odpowiedzialności. Tylko wymiana pokoleniowa w najwyższym dowództwie Sił Zbrojnych może odwrócić ten trend.

I warto jeszcze przeczytać sobie mało optymistyczny wywiad z dr. hab. Romualdem Szeremietiewem dla portalu radiomaryja.pl z maja 2010 roku.

Katastrofa CASY z dowództwem polskiego lotnictwa w 2008 roku oraz katastrofa Smoleńska, również z udziałem wielu dowódców polskich sił zbrojnych, pokazały amerykanom, że Polska nie jest poważnym graczem. A przynajmniej tak to mogli rozegrać – „jesteście niepoważni. Nie dostaniecie Patriotów. Ogarnijcie się!”. No więc ogarnęliśmy się. A przynajmniej próbowaliśmy. W tej całej gierce chyba jednak ważniejsze było to, żeby pokazać, kto komu wydaje polecenia, a kto ma słuchać. To dość dobrze obrazuje, jakie relacje łączą nas z naszym sojusznikiem zza oceanu.

Zachęcam też do zapoznania się z tym materiałem. Jest długi, ale warto. Wysłuchałem go po napisaniu powyższego tekstu, więc pewnie niektóre kwestie się nie licują, ale oczywiście gdzież mi do dr Jacka Bartosiaka:

fot. Mika Stetsovski, flickr.comCC BY 2.0

176 Udostępnień

Comments

comments

Zobacz także