Bartosz Adamiak

dystopie, postapo, survival i inne brednie

Zakaz handlu w niedziele ma nas nauczyć myślenia o trudnych czasach?

Stojąc ostatnio w kolejce po jakieś piwsko na stacji benzynowej, w niedzielę o 21:30, pomyślałem sobie, że może ten zakaz nie jest taki zły? Owszem – ma pewnie sporo wad i sporo zalet. Ot, taki typowy polityczny ruch – ZROBILIŚMY TADAAM! Ale jest jeszcze drugie dno…  Aspekt edukacyjny!

Wiecie… ja urodziłem się w pierwszej połowie lat 80-tych. Ale nie mogę powiedzieć, że pamiętam jak komunistyczny rząd nas represjonował. Pamiętam głównie przedszkole, zabawy, no i może trochę sklepów. Ale jeśli chodzi o sklepy, to przede wszystkim pamiętam boom z początku lat 90-tych, kiedy to nagle pojawiło się… wszystko! Kuku-ruku, bazarki, na których gość puszczał jakąś muzykę z keyboarda, gumy kulki i tak dalej. Po prostu eksplozja dóbr, która nieprzerwanym potokiem płynie po dzień dzisiejszy. I nic, tylko kupować, kupować, kupować… A jak zabraknie pieniędzy to pożyczać i kupować dalej (swoją drogą – kiedyś pożyczało się u rodziny, dziś bierze się chwilówki. Też ciekawa rzecz).

Ja, człowiek trzydziestoparoletni ledwie to wszystko pamiętam. A ludzie urodzeni w latach 90-tych (czyli dzisiejsi dwudziestoparolatkowie) nie mają o tym zielonego pojęcia. A właściwie… co im będę odmawiał – może i mają, ale znają to jedynie z opowieści. A z opowieści, to ja znam wiele rzeczy. W peerelowskiej kolejce za bachora nie stali. Mleka w proszku nie jedli (może jedli… co im będę odmawiał. Ale w sumie to bez znaczenia).

No i jak teraz mamy te niehandlowe niedziele, a zechce nam się napić piwka w niedzielę wieczorem (ostatnia okazja przed żmudnym tygodniem pracy), to jednak trafiamy na chwilę do PRLu. Chociaż nie do końca, bo w PRLu były też duże problemy z zatowarowaniem. A dziś jest wszystkiego pod dostatkiem. Możemy się dosłownie udławić tymi dobrami 🙂 Ha ha ha ha… 

Niemniej jednak stanie 10 minut w kolejce po jedno czy dwa piwa, wśród spoconych, półtrzeźwych kolesi, to jest jakaś namiastka ciężkich czasów. Nie mówię, że koniecznie PRLu, ale powiedzmy, że ciężkich czasów. Stanie w takiej kolejce uzmysławia, czym jest prawo popytu i podaży, oraz jak działa świat, gdy nie wszystko działa, jak należy.

A teraz przenieśmy to sobie na skalę makro – nie mamy zakazu handlu w niedzielę, tylko np. upadła światowa gospodarka. Nie działają już żadne sklepy. Ostatnie, w których cokolwiek jest, i których pracownicy byli w stanie obronić towar, są zapełnione ludźmi czekającymi na swoją kolej. Oczywiście mamy hiperinflację – siła nabywcza pieniądz spada drastycznie, bo po co komu np. 1000 złotych, skoro on potrzebuje chleba, mięsa, wody i pomidorków. Więc jeżeli wystoimy sobie te kilka godzin w kolejce, i wydamy kilkaset złotych, to MOŻE uda nam się załapać na jakąś żywność.

Tak sobie myślałem stojąc w kolejce po piwo!

I to wcale nie jest jakieś sci-fi czy postapo. Takie rzeczy się w historii działy niejednokrotnie. Bardzo często w krajach, które w ogóle nas nie obchodzą (jakieś kraje w Afryce czy Ameryce Południowej), bo przeważnie jednak skupiamy swoją uwagę na nowych jeansach i nowych serialach w Netflix.

Ale to jest tak trochę jak z tą definicją szaleństwa – nigdy nam się to nie przytrafiło, więc dlaczego miałoby się przytrafić teraz? Co się zmieniło w całym układzie, że akurat teraz wszystko trafi szlag.

No zmienia się wszystko… panta rhei – wszystko płynie. To kolejna rzecz, którą mamy my, urodzeni w latach 80-tych i 90-tych, że wydaje nam się, że już wszystko jest constans – światowa gospodarka ma się dobrze, USA to ci dobrzy, Europa jest silna i zwarta, Polska jest bezpieczna. To takie przekonania, które po 1989 roku każdy z nas wytrwale pielęgnuje, bo w takim duchu się wychowywaliśmy i po prostu w to chcemy wierzyć. A gdy zaczyna się coś dziać, nasz świat trzęsie się w posadach i mówimy „o kurde, dzieje się coś dziwnego… czy to przypadek, że Trump i Kim się spotkali i dogadali? Nie sądzę! To jakiś spisek”. 

No cóż… Tak, dzieje się! Cały czas się dzieje. Poza naszą percepcją. Mocarstwa rozgrywają swoje gierki tak, że nie jesteśmy w stanie ich dostrzec czy zrozumieć. Co znaczy spotkanie Trumpa z Kimem? Znaczyć może dziesiątki rzeczy. Jeden powie tak, drugi srak. A żodyn… żodyn i tak nie ma racji, bo jest tylko jednym z 38 milionów kanapowych ekspertów.

Ja zaś powiadam wam!

Zakaz handlu w niedzielę to nie utrudnienie. To okazja! Okazja do tego, by zacząć myśleć o tym, jak świat może wyglądać za 10, 20, 30, 40 lat…

Posłuchajcie Piero San Giorgio, bo facet jest naprawdę legitny i rozsądny:

fot. pixabay.com

4 Udostępnień

Comments

comments

Zobacz także