Bartosz Adamiak

dystopie, postapo, survival i inne brednie

The Rain

The Rain – wnioski końcowe

Przez ostatni tydzień męczyłem duński serial postapo The Rain. Tak – męczyłem. Bo serial nie jest łatwy w oglądaniu. Liczne niedociągnięcia, brak logiki etc. etc. Ale – jak wspomniałem w podsumowaniu pierwszych trzech odcinków – licentia poetica…

Łatwo jest w życiu kierować się tzw. „opydowskim szczegółem” – czyli czepiać się szczegółów np. że aktor grający małego Rasmusa miał zupełnie inny kształt ust, niż aktor grający starszego Rasmusa. Jak Paweł Opydo. Sam wypowiedziałem się na temat serialu bardzo źle tu, tu, tu i tu. I podtrzymuję większość moich zarzutów, ale jednocześnie stwierdzam, że niektóre z nich są „opydowskimi szczegółami”.

Na serial wylano w necie już wiadro pomyj. Oprócz Spidersweb, które dało 4/5.

Ja zaś muszę uderzyć się w pierś i powiedzieć „mea culpa”.

Wiecie…  Gdybyśmy mieli kierować się taką sztywną logiką, jaką ja kierowałem się, opisując poszczególne odcinki, prawdopodobnie musielibyśmy przekreślić WIĘKSZOŚĆ dorobku kulturowego naszej cywilizacji. MacGyver i Drużyna A z miejsca trafiłyby na śmietnik, do mielarki i na listę seriali zakazanych. A przecież nie o to chodzi.

Morze wad

Serial The Rain to morze wad. Morze, ale nie ocean. Obejrzałem sobie ostatnio pierwszy odcinek Jericho i uważam, że z The Rain nie jest aż tak źle. Wiele osób wylało wiadro pomyj, ale zastanawiam się, ile z nich obejrzało serial do końca. Albowiem rzeczywiście ostatnie odcinki spinają wszystko we względnie logiczną całość (pomijając fakt rozmaitych „opydowskich szczegółów”).

UWAGA! STREFA SPOJLERÓW!

Najistotniejsze zarzuty to:

– Wirus w deszczu, czyli wody gruntowe skażone. Tak naprawdę nie da się żyć. A w drugim odcinku oni uzdatniali wodę, a więc byli w stanie pokonać wirus. Ale jest też wytłumaczenie – to, że jakiś zajzajer zabija wirus, nie znaczy, że człowiek może się nim leczyć.

– Członkowie grupy Martina w ogóle nie zbierali broni – mieli okazję przejąć trzy sztuki broni od „obcych” w czwartym odcinku. Nie robią tego, i z tego wynika znaczna część ich późniejszych problemów.

– Kwestia śmierci Beatrice. Moim zdaniem zupełnie z dupy. Jak również to, że w szóstym odcinku deszcz już nie truje. Coś tu przekombinowali. Wersja z psem zupełnie bez sensu.

Esensja

UWAGA! STREFA SPOJLERÓW!

Oceniając serial jako całość, powiedziałbym, że twórcy dość nieumiejętnie kluczyli przez te osiem odcinków. Mieli względnie dobry początek i dobre zakończenie, ale to, co było pomiędzy, to był dość miałki wypełniacz. Z wyjątkiem odcinka piątego, w którym mamy historię Lei i sektę kanibali. Ten odcinek jest naprawdę zgrabnym, choć czerpie garściami z wielu dekad kinematografii.

Bardzo późno zostają odsłonięte wszystkie karty i dowiadujemy się całej prawdy. Właściwie w ciągu ostatnich pięciu minut ostatniego odcinka. Zakładam, że jak ktoś czyta to, pomimo ostrzeżeń o spojlerach, to już widział serial, i mogę napisać, o co chodzi.

Chodzi mianowicie o chciwość koncernów. Abstrahując już od tego, czy wirus może być w deszczu czy nie (to zupełnie idiotyczny pomysł), to ostatnia scena sezonu pierwszego (wynika, że to sezon pierwszy… aczkolwiek opinie są tak złe, że serial może podzielić losy Jericho) wyjaśnia, o co chodzi w całym serialu. Apollon stworzył wirusa, który wymknął się spod kontroli i zabił bardzo wiele osób. W domyśle miała to być broń lub środek wpływu (zagrożenie), jak uchodźcy czy ISIS. Przypomina to trochę historię wirusa komputerowego Stuxnet.

I to jest naprawdę przerażająca konkluzja.

W 28 dni później pokazano człowieka jako niebezpiecznego drapieżnika, ale w formie wtórnej – wszyscy tkwimy w jednym gównie, więc musimy walczyć pomiędzy sobą. W The Rain mamy sytuację, w której tym jednym wspólnym gównem, jest ogrodzona strefa (zona). Mamy tam zarówno ocalałych, jak i „obcych” (bojówkarzy Apollona). Ale nad nimi wszystkim stoi jeszcze kierownictwo, czyli kolesie, którzy mają totalnie wywalone, bo to nie oni umierają. Oni tylko dogrywają deal.

Moim zdaniem, jest to bardzo aktualne. Patrząc na to, co dzieje się na świecie (Syria, ISIS, Trump, Rosja, Chiny), można odnieść wrażenie, że też wszyscy tkwimy w jakimś gównie, a nad tym wszystkim jest jakieś kierownictwo, które obserwuje, wyciąga wnioski i ocenia wyniki.

Raz jeszcze biję się w pierś i mówię, że serial ma drugie dno, które jednak bardzo trudno dostrzec, jeśli na świat patrzy się przez „opydowskie szkiełko”.

Photo by reza shayestehpour on Unsplash

5 Udostępnień

Comments

comments

Zobacz także