Sukkub i inne opowiadania

Sukkub i inne opowiadania

Sukkub i inne opowiadaniaSukkub i inne opowiadania

data wydania: 22 marca 2016
ISBN: 9788365543240
kategoria: fantasy

Lekka, pełna rubasznego humoru fantastyka osadzona w aurze surowej natury, mrocznych lasów i niepokojących wzgórz. Bohaterowie to duet klasyczny do bólu, choć trochę przerysowany: Hern — superbohater ze słabościami do używek, kobiet i hazardu; Arktus — pomocnik, wioskowy głupek, opoka, zwykle obrywa najbardziej. Są wyjęci spod prawa, ale niesłusznie. Zarabiają na chleb tępieniem plugawych bestii, ale nie zawsze chodzi o zabijanie… czasem tylko o zaspokojenie żądzy jakiejś rozbestwionej złośnicy.

Pobierz ebook Sukkub i inne opowiadania Zobacz inne ebooki

 

Czytaj także: Premiera listopadowa: Palladyni wina i miecza

Przeczytaj fragment

Nocą Parsevia wyglądała niepokojąco. Większość głównych ulic była wprawdzie dobrze oświetlona pochodniami, jednak pomniejsze uliczki tonęły w mrokach i sprawiały iście posępne wrażenie, potęgowane przez parę unoszącą się nad kanałami, którymi płynęły nieczystości. W ostatnich tygodniach nocne spacery nie były szczególnie bezpieczne. Zwłaszcza dla samotnych kobiet.

Dla Smulka był to kolejny wieczór, kiedy opuszczał ciepłe wnętrze wynajętej izby i wyruszał na patrol. Przystawał w ciemnych zaułkach i wypatrywał śladu życia. Czasem udało mu się coś upolować, czasem musiał obejść się smakiem. Bywało tak, że zaraz po zajęciu stanowiska dostrzegał jakąś lekkomyślną dziewoję przemykającą pomiędzy chatami, ale w większości przypadków musiał czekać. Czasem bardzo długo. To jednak tylko zaostrzało apetyt i czyniło ofiarę znacznie smakowitszym kąskiem.

Tego wieczoru szczęście się do niego uśmiechnęło. Chwilkę pokręcił się po ulubionej okolicy i jeszcze nie zdążył się nawet znudzić, gdy dostrzegł jakąś niecnotę. Może nie pierwszej świeżości, ale Smulk nie był wymagający. Znacznie bardziej liczył się dla niego efekt niż poszczególne składniki skomplikowanej układanki. Do samego rytuału przywoływania Czarnej Materii, na ten przykład, nie przywiązywał choćby najmniejszej wagi. Doskonale zdawał sobie sprawę, iż pobratymcy uznaliby go za kompletnego partacza.

Dziewoja szła kilkadziesiąt kroków przed nim, więc przyspieszył nieco, by zmniejszyć dystans. Lubił napawać się tymi ostatnimi chwilami spokoju. Tą niezmąconą niczym ciszą nocy, którą przerwać miał wrzask przerażenia. W ostatnich niemal sekundach przyspieszał tak bardzo, iż nie ulegało wątpliwości, że ofiara go usłyszy i zacznie uciekać. Ale był to dla niego jedynie taniec godowy, który jeszcze bardziej rozpalał żądze. Nie zwalniając ani na chwilę, włożył dłoń do spodni i się natężył. Czarna Materia, doskonale ciepła, znalazła się w jego dłoni. Przyspieszył. Już wyciągał drugą rękę, by chwycić kobietę za ramię, gdy nagle ta odwróciła się i oczom Smulka ukazała się… męska twarz.

– Hern, bierz go!

Spomiędzy domostw wyłonił się człowiek średniej budowy, nieuzbrojony. Zaskoczony Smulk szybko pojął, że w dalszym ciągu dysponuje sporą przewagą. Nie dość, że miał do dyspozycji całą garść Czarnej Materii, to jeszcze był wyższy od obu przeciwników. Choć jednocześnie patykowaty, rachityczny.

– Stój! – zawołał ten w babskim przebraniu, zupełnie zbędnie, bo przecież Smulk stał. – Mamy cię, fekalny upiorze!

Fekalny upiór? Ano tak, wieść gminna ochrzciła go w ten sposób ze względu na lekceważący i upadlający stosunek do Czarnej Materii. Dla zwyczajnych śmiertelników był tylko szaleńcem, który rozmazywał kał na twarzach napadniętych kobiet. „Upokarzające!” – pomyślał Smulk.

– Głupcy! Nie wiecie, z kim zadzieracie!

Hern westchnął ze znużeniem.

– Pójdziesz z nami. Tylko trzymaj te brudne łapy przy sobie.

– Brudne? – Smulk niemal zadławił się śliną. – Brudne? Jak śmiesz, psie!

Już się zamachnął, by rozsmarować Czarną Materię na twarzy Herna, gdy ten błyskawicznie zrobił unik i dobywszy sporej wielkości kindżału, uderzył płazem w plecy koprofila tak mocno, że powalił go na ziemię. Smulk jednak nie zamierzał tak łatwo się poddać. Zerwał się na równe nogi i rzucił się do ucieczki wprost w mrok ciasnej uliczki. Łowczy tylko przelotnie spojrzał na Arktusa i zrozumiawszy, że wójt w babskiej kiecce na niewiele się przyda, ruszył tropem zboczeńca.

– Głupcy! Nie złapiecie mnie! – wrzeszczał tamten w cichym mroku nocy. – Ciemna Materio! Przybywaj i daj mi moc!

Nagle Hern usłyszał głośne stęknięcie. Wiedziony nagłym atakiem niepokoju, przystanął. Poczuł w powietrzu nieprzyjemną woń. Wytężył wzrok i dostrzegł w głębi uliczki degenerata wypróżniającego się wprost na ścieżkę.

– Poddaj się! Nie masz dokąd uciekać! Złapię cię, choćbym ci miał te zapaskudzone łapy poodcinać!

– Zapaskudzone? Ty plugawcze! Twoje groźby są dla mnie obrazą! Wiesz, kto mnie prowadzi? Smolisty Czart!

Trzeba najwyższego poziomu wtajemniczenia magicznego, by w ogóle pojąć, z czym masz tutaj do czynienia!

– Obawiam się, że wystarczy być szaleńcem – odparł Hern, podrzucił kindżał, po czym złapał go kciukiem i palcem wskazującym za czubek głowni. – Masz ostatnią szansę. Poddaj się i chodź ze mną na posterunek straży miejskiej albo…

– Albo co, plugawy odszczepieńcze? Jak śmiesz sądzić, że jesteś w stanie powstrzymać mnie i Smolistego Czarta? Panujemy nad Czarną Mate…

Zboczeniec nie zdążył dokończyć. Nóż bezgłośnie pokonał dystans dzielący przeciwników. Wbił się wprost w jamę ustną pokraki, przeszedł między kręgami szyjnymi i wyszedł z tyłu głowy. Ostatnie tchnienie przemieniło się w bulgot, strumień krwi wypłynął na zewnątrz, by ściec po brodzie i koszuli. Fekalny upiór plasnął twarzą w to, co sam przed chwilą narobił.

Po chwili nadbiegł zasapany Arktus.

– Co mu jest? Nie żyje?

– Nie żyje – odparł Hern. – Zabił go jego ostry język.

Pobierz ebook Sukkub i inne opowiadania Zobacz inne ebooki

 

 

Czytaj także: Fantastyka książki

Photo by Markos Mant on Unsplash

2 Udostępnień