Bartosz Adamiak

dystopie, postapo i inne brednie

self publishing

Self publishing czy powieść niezależna?

Jak wolisz być zapamiętanym? Jako ten, który wydaje sobie książki sam, strzyże się sam i robi sobie jeszcze inne rzeczy sam? Czy może jako artysta, który działa…   NIEZALEŻNIE?

Self publishing i wielka smuta

W Polsce klimat do self publishingu jest nijaki. Najpierw z tej formy publikowania wycofało się Virtualo, później upadło Wydaje.pl. Pojawiło się wprawdzie Ridero.pl, które w dodatku ma świetną sieć dystrybucji, ale nie jest pozbawione wad, z których największą jest konieczność egzekwowania pieniędzy od dystrybutorów osobiście (nie robi tego Ridero) oraz brak możliwości wycofania książki (próbowałem, ale mi się nie udało).

Ponadto w dalszym ciągu self ma złą prasę, choć i tak już trochę lepszą, za sprawą Michała Szafrańskiego i Radka Kotarskiego. Ale z kolei ich sukces sprawił, że niektórzy popadli w hurraoptymizm. Według mojej wiedzy jedynym, nowym prozaikiem (czyli nie liczymy pana Władysława Zdanowicza), który coś pocisnął w tym temacie, to niejaki Jan Favre – autor książki Lunatycy. Aha, i Tomek Węcki z Wtajemniczeniem.

Ja mam duży problem z uznaniem tego typu sukcesów, bo – ok. większość hajsu trafiła do ich kieszeni (poza tym, który musieli wydać na książkę), ale wolumeny sprzedaży, z tego co wiem, są bardzo selfowe.

Ale o so chozi?

Jeżeli oni mówią „nie zależy nam na kasie”, „wynik jest zadowalający” i tak dalej, skoro nie ma ciśnienia, to przecież równie dobrze mogli spróbować sił w tradycyjnym wydawnictwie? Rezultat byłby zapewne podobnie „zadowalający”. A może nawet bardziej, bo nieco większy wolumen, ale niższa marża. W rezultacie pewnie wyszłoby na to samo, ale dodatkowo dostaliby jakiś PR w prasie i spotkanie autorskie z kawą gratis. Po co pozować?

Myślę, że po prostu nie chciało im się czołgać, albo że liczyli skrycie na dużo większy sukces. Ale oczywiście żodyn się nie przyzna, bo to obciach. Zresztą tak naprawdę nie ma to żadnego znaczenia, bo literatura i tak umrze. Chłopaki odwalili kawał dobrej roboty, brawo, brawo, brawo!

Lepiej być niezależnym

Taki jest mój wniosek. Ostatnio ktoś mnie zapytał, kiedy książka w empiku. Odparłem, że po co ma być w empiku, skoro jest w internecie i może ją przeczytać każdy, na całym świecie? (O ile zna Polski).

Trudno odmówić takiej postawie logiki, he? Trudno!

Self publishing to opcja dobra dla kogoś, kto ma nazwisko, ma czytelników, ma zaplecze, know how i pieniądze. Przykładanie starań do tego, żeby nasze wypociny znalazły się na papierze – który przecież zrobiony jest z drzew!!!! – w sytuacji, w której siedzimy w nikomu niepotrzebnej prozie, i nikt nas nie zna, to CZYSTE SZALEŃSTWO!!!

Każdy autor powinien sobie sam szczerze odpowiedzieć, czy jego książka jest lepsza, niż to:

fot. valiunic, pixabay.com, CC0, https://pixabay.com/pl/upadek-jesie%C5%84-czerwony-sezon-lasy-1072821/

Moje są spoko, ale żeby bardziej, niż las? To chyba nie.

Inaczej lepiej

Robienie czegoś na siłę to fatalna sprawa. Szczególnie, kiedy efektem tego działania ma być przerobienie lasu na książki, które następnie będą gniły w naszej piwnicy. Zdecydowanie lepiej jest zrobić coś innego. Zrobić to inaczej, lepiej. Bardziej flexi, bardziej bootstrap. Kurwa.

fot. StockSnap, pixabay.com, CC0

1 Udostępnień

Comments

comments

Zobacz także

Instagram