Bartosz Adamiak

dystopie, postapo i inne brednie

Ridero.pl

Alexandr Kasyanenko (Ridero.pl) – wywiad

Muszę przyznać szczerze, że gdy po raz pierwszy usłyszałem o Ridero.pl, byłem sceptycznie nastawiony. Wynikało to po części z ówczesnej sytuacji (kłopoty Wydaje.pl i odejście w cień Virtualo.pl), jak również trudność w zrozumieniu, czym dokładnie jest Ridero. Cóż… najlepszą metodą na to, by oswoić to, co obce i niezrozumiałe, to podejść i przyjrzeć się temu z bliska. A jak inaczej zrobić to lepiej, jeżeli nie poprzez brutalnie szczerą serię pytań? 🙂

Bartosz Adamiak: W 2015 roku z rynku self-publisherskiego w Polsce zniknęły dwa istotne podmioty: Wydaje.pl (bankructwo) oraz Virtualo.pl (przekazanie swojego poletka do orania innemu podmiotowi). Co takiego ma Ridero.pl, że wierzy Pan w jego sukces?

Alexander Kasyanenko: Ridero to serwis, w którym użytkownik sam, bezpłatnie, przygotowuje swoją książkę do druku lub do opublikowania jej jako e-book w e-księgarniach. Wystarczy załadować tekst, wybrać font i okładkę. Przygotowanie książki z naszym serwisem może trwać naprawdę tylko kilka minut.

Wróćmy jednak do podstaw, czyli od tego, jak wygląda dzisiaj rozkład sił na rynku wydawniczym z punktu widzenia autora. Z jednej strony – triumwirat: autor-wydawca-sprzedawca, z drugiej – czytelnik, czyli nabywca. Ostatnimi czasy w owym triumwiracie dominującą pozycję zajmował wydawca: to on otrzymywał rękopis od autora i to on dyktował ceny sprzedawcom. Ale wraz z pojawieniem się Amazona sytuacja uległa zmianie i pierwszą pozycję zajmuje sprzedawca: to właśnie on dyktuje teraz ceny, coraz częściej jest też wydawcą, a nawet pozwala autorowi na sprzedaż swoich książek na lepszych warunkach niż u wydawcy.

Nie zawsze jednak tak było. Gutenberg na przykład był w jednej osobie i autorem, i wydawcą. Uważam, że wraz z rozwojem inteligentnych technologii autor może i powinien odzyskać pierwsze miejsce w triumwiracie. Wydawca wraz ze Sprzedawcą powinni zostać jego pomocnikami, którzy otrzymują procent lub stałą zapłatę za pomoc autorowi. Aby to było możliwe należy stworzyć mechanizm działania bez pośredników, nie tylko pomiędzy autorem i czytelnikiem, ale także w momencie wyboru książki przez czytelnika.

Oczywiście, samo umieszczenie książki w księgarni (nieważne czy przez autora czy przez wydawnictwo) nie ma dzisiaj sensu. Bez promocji książki i rozgłosu wokół nowego autora nikt jej nie zauważy. Dlatego dajemy autorowi nie tylko bezpłatną możliwość automatycznego stworzenia książki, ale także instrumenty potrzebne, aby zainteresować potencjalnych klientów.

W moim modelu wydawniczym brakuje opiniotwórczego mechanizmu (istniejące, bazujące na dokonanych wcześniej zakupach lub recenzjach czytelników nie są doskonałe, chociaż łatwo na nie wpływać dzięki reklamie). Uważam, że wraz z pojawieniem się sztucznej inteligencji i osobistych asystentów typu Siri, rozwiązanie to stanie się możliwe, gdyż taki asystent będzie mógł monitorować nieograniczoną liczbę książek (po tym jak przejdą one przez podstawowe filtry, takie jak: temat, gatunek, czas wydania i inne wprowadzone przez użytkownika) i proponować zminimalizowaną liczbę potencjalnie interesujących książek bazując na głębokim rozumieniu tego, co może spodobać się użytkownikowi (na podstawie wcześniejszych wyborów).

Jakby nie było, misją Ridero jest bycie technicznym pomocnikiem, wsparciem w relacji autor-czytelnik, a celem biznesowym jest wynagrodzenie czy to od jednej, czy drugiej strony. Takie platformy internetowe, jak booking.com czy Uber, działają w ten sam sposób i tylko na tym zyskują.

B.A.: A jak wygląda sam model dystrybucji i sprzedaży? Nie udało mi się odnaleźć na stronie Ridero.pl informacji o tym, gdzie i jak będą sprzedawane książki. Polski rynek wydawniczy wydaje się być dość hermetyczny.

A.K.: Rozpatrujemy dystrybucję z punktu widzenia naszych użytkowników, którzy chcą jak najwięcej kanałów dystrybucji i jak najwyższy procent ze sprzedaży swoich książek. Staramy się zapewnić dostęp do możliwie największej liczby polskich księgarni internetowych i posiadamy umowy z głównymi uczestnikami kanałów dystrybucji. Rozpoczynamy także bezpośrednią dystrybucję książek drukowanych na żądanie. Oznacza to, że czytelnik będzie mógł kupić książkę prosto ze strony autora w Ridero.

B.A.: W jednym z wywiadów podaje Pan, że w Rosji z Ridero korzysta 6 500 autorów, którzy stworzyli w systemie już 10 000 książek, z czego 1 500 funkcjonuje obecnie w obrocie księgarskim. Z moich kalkulacji wynika, że gdybyśmy przenieśli to w skali 1:1 do Polski, otrzymalibyśmy następujące liczby: ok. 1 700 autorów, 2 500 tytułów z czego około 400 w obiegu. Czy taki scenariusz pozwoli na przetrwanie Ridero w Polsce? Czy może kalkulacje są bardziej optymistyczne/pesymistyczne? Jakie cele Pan sobie stawia?

A.K.: Na dzień dzisiejszy w Rosji mamy już ponad 20 000 autorów, a w księgarniach znajduje się ponad 4 000 tytułów (warto dodać, że wielu autorów korzysta z naszych usług nie po to, aby książka pojawiła się w księgarniach, ale była np.: prezentem do bliskich, materiałem biznesowym, materiałem na konferencję czy też pełniła inną użytkową funkcję). Co kwartał przybywa nam więcej niż połowa użytkowników, a pod koniec 2016 roku będziemy pomagać ponad 100 000 autorów.

W Polsce w pierwszym kwartale działania w Ridero zarejestrowało się ponad 1000 osób. Zaskoczyło nad to, że liczba zamówień druku książek w Polsce okazała się wyższa niż w Rosji, za to liczba publikacji w sklepach – znacznie niższa.

Obecnie zaczynamy sprzedaż książek bezpośrednią, od autora do czytelnika. Przypomnę , że w Ridero jest to usługa bezpłatna, a cały dochód ze sprzedaży, czyli cena minus całkowity koszt druku trafia do autora; my otrzymujemy tylko prowizję od drukarni, która płaci nam za zaoszczędzony czas i wysiłek. Jestem zdania, że spowoduje to wzrost liczby publikujących autorów. Jest także bardzo możliwe, że polski autor nie do końca nam ufa, lecz gdy tylko pojawią się pierwsi zadowoleni z zysku ze sprzedaży – liczby wzrosną.

B.A.: Właśnie – to bardzo ciekawa opcja, żeby zamówić sobie taki mikro-nakład. Niewiele drukarni to umożliwia. Jak to możliwe, że Ridero jest w stanie zaoferować tak atrakcyjną cenę (od 99 zł za 4 egzemplarze) i jeszcze zarobić na tym?

А.К.: Na koszt druku książki składają się dwa elementy: przygotowanie do druku i sam druk. Pytanie o druk jest czysto techniczne. Dla obecnej technologii nie ma znaczenia ilość drukowanych egzemplarzy, ale to ile razy trzeba zmieniać parametry druku. Przy ujednoliceniu formatów zmiana parametrów dotyczy tylko kontroli grubości grzbietu książki, co nieznacznie wpływa na cenę. Główną część kosztów po stronie drukarni stanowi, tak jak kiedyś, przygotowanie książki do druku. Kierownik drukarni powinien przyjąć pliki od klienta, uzgodnić parametry plików do druku, sprawdzić zgodność z wymaganiami i w razie potrzeby zwrócić je klientowi do poprawki, przekształcić wymagania klienta w specyfikacje itp. To wszystko wymaga czasu, a czas to pieniądz. Ridero oddaje już gotowe pliki w standardowym formacie zgodnie z wymaganiami i specyfikacją, co pozwala drukarni znacznie obniżyć ceny druków niskonakładowych, a im większy nakład, tym mniejsze są oszczędności wynikające z automatyzacji, a jednocześnie koszt nakładu zbliża się znacząco do tradycyjnego.

B.A.: Kto będzie największym konkurentem (i czy w ogóle ktoś będzie) Ridero w Polsce?

A.K.: Amazon, kiedy zacznie działać w języku polskim. Możliwe, że Ingram. To tyle, jeśli chodzi o konkurencję pod względem sprzedaży w sklepach. Natomiast nasze rozwiązania dla książek „na użytek własny”, są poza konkurencją.

B.A.: Jak wygląda rynek self-publisherski w Rosji czy Izraelu?

A.K.: W Izraelu jest praktycznie nieobecny, dlatego że nie ma tak rozwiniętej sprzedaży internetowej e-książek i poważnych drukarni z opcją druku na żądanie (czyli druku jednego egzemplarza w cenie pozwalającej zarobić zarówno wydawcy, jak i księgarni).

Jeśli chodzi o Rosję, to do momentu pojawienia się Ridero mieliśmy, powiedziałbym, „targowisko próżności”, gdyż od autora wymagało się zainwestowania dość znacznych środków, bez gwarancji powodzenia. Obecnie rynek ten szybko się rozwija i już teraz pojawiają się autorzy sprzedający tysiące egzemplarzy. Jeden z nich został laureatem konkursu literackiego „Debiut”, inny znalazł się na liście nominowanych do nagrody im. Andrieja Biełego. Najważniejsze jest jednak to, że autorzy uwierzyli, że nie zostaną oszukani. Zobaczyli, że faktycznie można przejść drogę od rękopisu do czytelnika nie tracąc przy tym ani grosza. Otrzymujemy od nich dziesiątki bardzo wzruszających listów.

B.A.: Ridero wydaje się stawiać na innowacje i nowoczesne technologie, ale również można dostrzec pewien zwrot w samej filozofii samopublikowania. Czy nie kusiło Was, aby wprowadzić jakieś innowacje w zakresie dokonywania samej transakcji? Np. bitcoin czy inne kryptowaluty? E-booki samopublikowane mają często bardzo niską, wręcz symboliczną cenę, co może – paradoksalnie – zniechęcać nabywców do sięgania po kartę kredytową czy klasyczne płątności internetowe.

A.K.: To dosyć trudne pytanie i należy je skierować przede wszystkim do serwisów płatniczych. Nas interesuje technologia na której zbudowany jest system kryptowalut – faktycznie jest to umowa cyfrowa, w której zapisana jest cała historia. W przypadku książek mogłoby to wyglądać w ten sposób: wchodząc na landing page dowolnej książki, można by było sprawdzić kto, gdzie i w jaki sposób jej używał i na podstawie tej informacji pobierać regularną opłatę. Nad opracowaniem takich elektronicznych powiązanych ze sobą kontraktów pracuje obecnie szwajcarska firma Ethereum. Jeżeli im się uda (albo komuś innemu) to zmieni to światowy system finansowy, wpłynie także na system prawny, a oprócz tego na każdy rodzaj wirtualnej komunikacji. Cały czas zastanawiam się nad tym, w jaki sposób będzie można wykorzystać tą technologię w Ridero.

B.A.: Dziękuję za rozmowę.

Moja ciekawość została zaspokojona. Niepokój opadł. Na pierwszy rzut oka Ridero wydaje się być tym, czy było Wydaje.pl, ale udostępnia za darmo narzędzia, z których autor może skorzystać przy składzie e-booka czy książki do druku. Jest to edytor, który „wlewa” tekst do szablonu książki. Aplikacja jest na tyle inteligentna, że załatwia nam sporą część problemów technicznych, takich jak poprawne działanie plików MOBI i EPUB, spis treści a także formatowanie, usuwanie wdów i sierót itd. Tak mi się spodobał, że przez chwilę zapragnąłem przygotować II wydanie Ery Mroku. Niestety jak zacząłem poprawiać wszystko, co chciałbym w tej książce poprawić, to ugrzązłem w niej po szyję i odpuściłem. Jednak gdy mamy już gotowy tekst, to od ostatecznej książki dzieli nas kilkadziesiąt minut edycji.

Bardzo podoba mi się opcja taniego cyfrodruku. Jest on tani także dlatego, że bazujemy na gotowych szablonach książki, które są sparametryzowane tak, by drukarnia nie kręciła za dużo nosem. To znaczy, że nasza książka może nie będzie w 100% spersonalizowana, ale zapłacimy za druk naprawdę nieduże pieniądze.

Urzeka mnie także poziom wizjonerstwa. Ja sam żyję w podskórnym przekonaniu, że potrzebujemy jakiegoś zupełnie nowego wynalazku, który umożliwi sprzedawanie książek niezależnych. Połączenie nowych technologii i nowego myślenia to dobry trop, który z pewnością warto mieć na uwadze.

Photo by Aziz Acharki on Unsplash

Comments

comments

Zobacz także