Noc oczyszczenia

Noc oczyszczenia – pomysł prosty, jak budowa cepa, ale na swój sposób doskonały. Twórcy Piły mogliby na tym ujechać z 10 odcinków. Czy twórcy Nocy oczyszczenia są na tej samej drodze? Miejmy nadzieję, że nie…

Noc oczyszczenia to jedna noc w roku, kiedy nic nie jest przestępstwem – nawet morderstwo. Przez 12 godzin służby w rodzaju policja, straż pożarna czy pogotowie, nie odbierają telefonów. Wymyślili ją nowi ojcowie założyciele, czyli coś w rodzaju partii, która doszła do władzy w Stanach Zjednoczonych, w niedalekiej przyszłości. Wiem… brzmi to dziwnie, ale w dzisiejszych czasach otaczająca nas rzeczywistość również jest dziwna.

Celem nocy oczyszczenia jest…  oczyszczanie 🙂 Konkretnie chodzi o wyeliminowanie ze społeczeństwa jednostek słabych, biednych, chorych etc. Czyli takie jakby przeciwieństwo opieki socjalnej, która według wielu jest szkodliwa. Pomyślicie pewnie, że gdyby u nas była taka noc oczyszczenia, w pierwszej kolei zabralibyście się za polityków? Ale nie…   Politycy mają immunitet i nie wolno ich oczyszczać (z wyjątkiem filmu Noc oczyszczenia: czas wyboru – tam uchylono immunitet).

Oczywiście noc oczyszczenia podzieliła społeczeństwo na dwie grupy: tych, którzy oczyszczają oraz tych, którzy noc oczyszczenia spędzają po cichutku w domu, po uprzednim zabarykadowaniu drzwi i okien. Bo idea ideą, a życie życiem – polowanie na bezdomnych i biedaków w praktyce okazuje się być polowaniem na kogokolwiek.

Czytaj także: Pierwsza noc oczyszczenia

Noc oczyszczenia a postapo

Oczywiście Noc oczyszczenia nie jest filmem, który mógłby się mieścić w kanonie kina postapo. Niemniej jednak ma w sobie coś bardzo postapokaliptycznego i nihilistycznego. W gruncie rzeczy twórcy filmu chyba nie do końca zdają sobie sprawę z tego, co wymyślili, albo nie potrafią tego tak do końca ograć. Jakiś czas temu napisałem tekst apokalipsa lepsza, niż kredyt, w którym stawiam hipotezę, że postapo jest tak popularne m.in. dlatego, że ludzie marzą o tym, by uwolnić się od kredytów, pracy, stresu itp. Świat staje się coraz bardziej nieznośny, a wizja upadku totalnego, po którym każdy stałby się panem swojego losu, w najbardziej prymitywny sposób, wydaje się być mocno nęcąca.

W filmach z cyklu Noc oczyszczenia większość ludzi oddaje się zwyczajnej anarchii, i – jak niejednokrotnie widać – bardzo wielu z nich po prostu traci życie. Ktoś napala się na „halloween dla dorosłych”, kupuje sobie maskę i broń, wychodzi na ulicę, bierze narkotyki i zaczyna strzelać gdzie popadnie, a potem dostaje bełtem z kuszy w czachę. To dość słabo przemyślane. Taki sfrustrowany pracownik korporacji w pierwszej kolejności wykorzystałby noc oczyszczenia do wyprostowania swojego życia np. zniszczenia firmy pożyczkowej, która udzieliła mu kredytu – budynku, komputerów, ludzi… Oczywiście jeden człowiek nie dałby rady zniszczyć wszystkiego i wyczyścić swojej historii kredytowej, ale w Stanach jest dużo małych firemek pożyczkowych. Jeżeli nie brałby w banku, tylko w takiej małej firemce, możliwe, że mógłby oczyścić swoją historię kredytową.

Inną kwestią jest to, że taki oczyszczający mógłby odwiedzać wszystkich ludzi, których nie lubi, i ich zabijać. Właściwie po co zabijać losowe osoby? Lepiej skupić się na konkretnych. W filmie Noc oczyszczenia: anarchia mamy taki motyw, że jakiś Gonzalo czy inny Pablito wpada ze strzelbą do swojej sąsiadki, na którą zawsze miał chrapkę, ale ona traktowała go jak powietrze. Nie pochwalam, ale rozumiem. To ma sens. To jest logiczne – ukierunkowana agresja 🙂 Podobnie, jak główny bohater tego odcinka, który zamierza pomścić śmierć swojego synka i zabić faceta, który usiadł za kółkiem po procentach i spowodował wypadek. Logiczne.

This is America

Dla mnie tego typu kino to zawsze jakiś znak czasów, odzwierciedlenie pragnień i lęków. Nie sądzę, aby była to wyłącznie chęć zrobienia dobrego filmu, bo te filmy nie są dobre. A mimo to powstają kolejne części. Znaczy się, że lud jest spragniony takiej wizji. Amerykanom się to podoba. Pewnie nie chcieliby naprawdę nocy oczyszczenia, ale z drugiej strony pociąga ich ta wizja – to takie proste: wziąć karabin i zrobić rozpierduchę. A jeszcze pozostać przy tym bezkarnym? Bajka.

Amerykanie mają problem. Mają bardzo swobodny dostęp do broni, uważają się za kolebkę wolności i kraj pełen swobód. A z drugiej strony są umoczeni w tylu sprawach, w których można powiedzieć, że Ameryka to złe państwo. Nie sami Amerykanie, ale ich rząd, który wydaje się być jakąś tajną organizacją… Ten nimb tajemnicy, sekretnych stowarzyszeń, masonerii, tajnych układów, czarnych operacji, którym okryty jest Waszyngton, powoduje, że dla wielu ludzi Statua Wolności symbolizuje nie tylko wolność, ale także gigantyczne oszustwo, iluzję, matrix… A kryzys z 2008 roku pokazał także, że Ameryka to kraj, w którym banksterzy mają tyle samo władzy, co politycy, a czasem także po prostu są politykami. Na to wszystko nachodzi jeszcze wszechobecna kultura przemocy oraz głęboko zakorzenione podziały społeczne, rasizm etc.

Myślę, że jednak skrycie niejeden Amerykanin marzy o nocy oczyszczenia.

fot. Aaaarrrrgggghhhh!, flickr.comCC BY 2.0


Zostaw opinię na lubimyczytac.pl. Każda jest dla mnie bardzo cenna!

http://lubimyczytac.pl/ksiazka/3996535/reset

Polub, by dostawać informacje o nowych rozdziałach:

Polub, jeśli podobają Ci się ilustracje:

1 Udostępnień

Podobało Ci się?/Nie podobało Ci się? Skomentuj. Dzięki! :)