Morte Plays – postapo (recenzja)

Nieczęsto zdarza mi się pisać o muzyce na tym blogu. Właściwie pozwoliłem sobie na to raz, z okazji mojej eksplozji fascynacji kilkoma hiphopowymi albumami. Dziś jednak klimat zgoła inny – płyta jazzowego ansamblu Morte Plays z Zielonej Góry, który w ubiegłym roku wydał płytę o zachęcającym tytule „Postapo”, i dlatego trafił na takie serwisy jak strefaapokalipsy.pl, fallout-corner.pl czy nerdkobieta.pl. Głównie jako patronaty medialne. Z ciekawości posłuchałem.

Powiedzmy sobie wprost – muzyka Morte Plays to instrumentalny jazz, grany przez kwartet: Patryk Mott – saksofon tenorowy, Marcin Łukasiewicz – gitara jazzowa, kompozycje, Marek Styk – gitara basowa, Marek Wesołowski – perkusja.

O postapokaliptyczności tego albumu świadczy jedynie tytuł płyty oraz tytuły utworów: Bakcyl, Kwarantanna, Radiacja, Pustynia itp. Równie dobrze mogliby nazwać album „Dystopia”, a utwory „Wielki brat”, „Wszczepy”, „Podsłuch” i tak dalej…

ALE!!!

Ale nie o to w tym wszystkim chodzi, by się czepiać 🙂 Album Morte Plays – Postapo, to osiem kompozycji utrzymanych w klimacie raczej pogodnym. Nie znajdziemy tutaj brzmień apokaliptycznych. Nie ma, co się doszukiwać histerycznych partii saksofonu w stylu Johna Zorna, czy ciężkiego, ściekowego łupania, jak na płytach GOD. A właśnie taką muzykę określiłbym jako jazz apokaliptyczny:

ALE!!!!!

Ale znów – nie o to chodzi, by się czepiać 🙂 Nie chodzi o to, by wszystko odczytywać tak  bardzo dosłownie.

Sztuka polega na wywoływaniu w głowie odbiorców pewnych obrazów. W przypadku muzyki, nie tylko za pomocą dźwięków, ale także i rozmaitych skojarzeń. Można by się przyczepić, że o postapowości tego albumu świadczą jedynie tytuły, ale jeśli połączymy tytuły z muzyką, okładką, wsłuchamy się w dźwięki, i skupimy się na tym, co widzimy, to…

Morte Plays – postapo – właściwa część recenzji

… to jest to bardzo plastyczna wizja. Bardzo pokręcona. Bardzo w stylu animacji z Cartoon Network, zwłaszcza produkcji Gendy`ego Tartakovsky`ego (Dexter, Atomówki, Samurai Jack). Klimat uwolniony od pierwszych dźwięków, nasuwa skojarzenia właśnie ze złotą epoką odjechanych bajek o laserach, robotach i superbakteriach. Sama muzyka brzmi jak z Dexter`s Laboratory, a ta postać z okładki ma w sobie coś… coś małpiego. Jak Mojo z Atomówek.

Nie będę udawał, że znam się na jazzie, więc nie sypnę tu dziesiątkami porównań, nie odszyfruję cytatów i nawiązań. Mogę powiedzieć jedynie, że słucha się bardzo przyjemnie, gitara brzmi pięknie i ciepło, sekcja rytmiczna daje równo i skocznie (takie właśnie szalone, cartoonowe rytmy), a saksofon krąży gdzieś nad tym wszystkim, niczym chmura trujących oparów…

Kwartet Morte Plays zrobił taki ukłon w stronę pewnych klimatów. Może są pasjonatami, może mają zajawkę na stare filmy SF, a może coś jeszcze innego. W każdym razie jest to bardzo sympatyczna płytka, i przy okazji dosyć pogodna. Pokazuje, że estetyka postapo (lub coś z pogranicza tej estetyki), wcale nie musi być napuszona, pochmurna i mroczna. Może być też bardziej na luzie, bardziej funky, bardziej cartoonowo…

Bardzo fajne!

 


Zostaw opinię na lubimyczytac.pl. Każda jest dla mnie bardzo cenna!

http://lubimyczytac.pl/ksiazka/3996535/reset

Polub, by dostawać informacje o nowych rozdziałach:

Polub, jeśli podobają Ci się ilustracje:

Podobało Ci się?/Nie podobało Ci się? Skomentuj. Dzięki! :)