Zajazd Pod poderżniętym gardłem był czymś więcej, niż tylko zwykłą karczmą przydrożną. To była mała forteca, otoczona ze wszystkich stron wałem z wraków samochodów, poustawianych jeden na drugim. Całość zajmowała teren trzykrotnie większy, niż Arka. Społeczność nie była też tak hermetyczna, bo w zasadzie obiekt stał przy ruchliwej drodze i co rusz zatrzymywali się jacyś podróżni. Tacy jak my, na ten przykład.

Czytaj dalej

Trudno jednoznacznie ocenić plan Pitera, z perspektywy czasu. Gibon mówił później, że to właśnie hałas jaki wytworzył cały konwój, zbudził bandytów i ściągnął ich na pole pod fortem. Violet uparcie twierdziła, że samo durne Subaru generowało taki ryk, jak cztery jeepy i dwa motocykle razem wzięte.

Czytaj dalej

Świt przywitał mnie sielsko. Wyszedłem na dwór w samych szortach, przeciągnąłem się i puściłem bąka. Wbrew temu, co mogłoby się wydawać, skąpa dieta i ruch bardzo mi służyły. W porównaniu z tym, co było przed Resetem, niebo a ziemia. I tak z myślą o tej zdrowotności, postanowiłem porobić sobie trochę kalisteniki. Wszak tężyzna fizyczna stała się jedną z podstaw przetrwania. Trochę pompek, przysiadów i podciągnięć. Taki trening pozwalał spożytkować energię z niewielkiej ilości spożywanych dziennie kalorii w sposób, co oczywiście procentowało.

Czytaj dalej

Wszystkie graty zebraliśmy w jednym miejscu. Uwzględniwszy rzeczy osobiste Maxa i Mengele oraz zabitych bojowników, uzbierała się całkiem pokaźna kupka. Część musieliśmy po prostu zabunkrować na terenie Anorgany. Było raczej mało prawdopodobne, że kiedykolwiek byśmy po to wrócili, ale skoro już spadła na nas klątwa urodzaju, nie zamierzaliśmy niczego wyrzucać bez sensu.

Czytaj dalej

– Można otworzyć jeszcze jedną kasę? – krzyknęła gruba baba, która właśnie podjechała z pełnym wózkiem do końcówki ogonka. – Przepraszam! Czy można otworzyć jeszcze jedną kasę?

– Nie możemy. Jest za mało osób. Przykro mi. – Młody ekspedient kasował kolejne artykuły w ekspresowym tempie, ale kolejka z każdą chwilą stawała się coraz dłuższa.

– Za mało osób – furknęło babsko. – Człowiek stał za peerelu i tak samo teraz stoi. Pół życia w kolejkach. Jak macie za mało, to zatrudnijcie więcej osób.

Czytaj dalej

– No pokaż się ślicznotko – powiedział Mengele lubieżnie oblizując wargi, kiedy Max wprowadził mnie do namiotu. – Rozbierzesz się sam, czy chcesz, żebym ja to zrobił. – Uśmiechnął się.

– Rozbierać? Mam ranę na głowie…

Jeżeli w momencie Resetu był na AWF`ie, to chyba musiał być wykładowcą albo woźnym. Na pewno nie studentem. Ten zwalisty facet o fizjonomii prymitywa, odzianym w biały kitel laboratoryjny, obdarzony był nieforemną głową, porośniętą właściwie z każdej strony siwą, rzadką szczeciną.

Czytaj dalej

Wziąłem duży wdech chłodnego wieczornego powietrza, pachnącego dymem papierosowym, piwem i kurzem. Mieszanka ta była jedną z najbardziej charakterystycznych rzeczy, jakie czuło się po wjechaniu do Festung Breslau. Nie wiem, co w tym było, ale te zapachy działały na mnie kojąco. Na tyle kojąco, że szybko uspokoiłem się i zapomniałem o awanturze z Violet.

Otworzyłem tylne drzwi busa i ujrzałem… otwór wylotowy lufy kaliber, na oko, pięć pięćdziesiąt sześć.

– Dobry wieczór. Ładuj dupę do środka!

Czytaj dalej

Zbudził mnie straszny hałas. Strzały i coś jeszcze, jakiś rytmiczny, głośny, uporczywy terkot. Przez chwilę leżałem z zamkniętymi oczyma, zastanawiając się, jaki to mieliśmy dzień, bo jeżeli sobotę, to komuś należał się solidny opierdol. Tak, być może to właśnie była sobota, choć nie byłem w stanie tego stwierdzić, gdyż odkąd skończył mi się kalendarz, żyłem w czasowej próżni. W każdym razie otworzyłem oczy i ujrzałem dobrze mi znany, zapleśniały sufit naszej kwatery w Ludzkim bębnie.

Czytaj dalej

Na pierwszy rzut oka wydawało się, że bramy nie pilnuje nikt. Takie założenie było jednak bardzo zgubne. Wystarczyło poczekać dłuższą chwilę, by zaobserwować znamiona życia. Po prawej stronie, zza podziobanego kulami betonowego słupa, wyłoniła się na chwilę lufa zakończona charakterystyczną muszką AK-74. Za wyżartym przez rdzę otworem na samym środku bramy mignął jakiś cień. Kolejny po lewej w krzakach za siatką. W sumie przynajmniej trzech, prawdopodobnie dobrze uzbrojonych ludzi, którzy nie mieliby skrupułów przed otwarciem ognia do obcego.

Czytaj dalej