Niebo na wschodzie czerwieniało, gdy Zielony szturchnął mnie w ramię.

– Idą.

Jak na Westerplatte. Wyjrzałem zza murku i dostrzegłem sylwetki poruszające się w oddali. Jeżeli tamci faceci przemyśleli choć trochę swoje postępowanie, to pewnie nie idą tylko drogą, ale także nabrzeżem, którego z naszego punktu nie mogliśmy widzieć. Ja bym tak zrobił, a przecież nie jestem jakimś Napoleonem.

Czytaj dalej

Wbrew obawom, opuściliśmy tunel bez większych przeszkód, jednak gdy tylko znaleźliśmy się na zewnątrz, dotarły do nas niepokojące odgłosy dalekich eksplozji. Początkowo spanikowaliśmy, ale później uzmysłowiliśmy sobie, że to dźwięki natarcia. To wojsko Ossowskiego atakowało zewnętrzne punkty wartownicze i umocnienia obronne.

Czytaj dalej

Byliśmy znów w siodle. Wiatr mierzwił nam włosy, opony przyjemnie szumiały na asfalcie, a ja czułem, że znów żyję, i że jestem naprawdę wolny. No… Byłbym wolny, gdyby nie ta atomówka na pokładzie.

Czytaj dalej

Gdzieś w międzyczasie chyba zamknęliśmy się na świat zewnętrzny. Żyliśmy jak jacyś cholerni hipisi, jeździliśmy busem, paliliśmy trawę i graliśmy muzykę. Zło czasem próbowało przedostać się do naszej świadomości i nas nastraszyć, ale my negowaliśmy je, a cały popaprany świat zostawiliśmy za drzwiami. Lecz pewnego dnia do drzwi rozległo się pukanie. A w zasadzie nie jakieś tam nieśmiałe pukanie, a wręcz walenie. A gdy je otworzyliśmy…

Czytaj dalej

Popełnili kardynalny błąd, że nie sprzątnęli mnie od razu po opuszczeniu zajazdu. Przejechaliśmy niecałe trzydzieści kilometrów, gdy natknęliśmy się na konwój pojazdów zmierzających w przeciwnym kierunku. Grupa składała się z dwóch autokarów wypełnionych cywilami, dużej ciężarówki i trzech jeepów eskortujących. Nadjechali od strony Wielunia. Gdy tylko nas dostrzegli, zatrzymali się i na czoło wyjechał jeden z wozów eskorty.

Czytaj dalej

Zajazd Pod poderżniętym gardłem był czymś więcej, niż tylko zwykłą karczmą przydrożną. To była mała forteca, otoczona ze wszystkich stron wałem z wraków samochodów, poustawianych jeden na drugim. Całość zajmowała teren trzykrotnie większy, niż Arka. Społeczność nie była też tak hermetyczna, bo w zasadzie obiekt stał przy ruchliwej drodze i co rusz zatrzymywali się jacyś podróżni. Tacy jak my, na ten przykład.

Czytaj dalej

Trudno jednoznacznie ocenić plan Pitera, z perspektywy czasu. Gibon mówił później, że to właśnie hałas jaki wytworzył cały konwój, zbudził bandytów i ściągnął ich na pole pod fortem. Violet uparcie twierdziła, że samo durne Subaru generowało taki ryk, jak cztery jeepy i dwa motocykle razem wzięte.

Czytaj dalej

Świt przywitał mnie sielsko. Wyszedłem na dwór w samych szortach, przeciągnąłem się i puściłem bąka. Wbrew temu, co mogłoby się wydawać, skąpa dieta i ruch bardzo mi służyły. W porównaniu z tym, co było przed Resetem, niebo a ziemia. I tak z myślą o tej zdrowotności, postanowiłem porobić sobie trochę kalisteniki. Wszak tężyzna fizyczna stała się jedną z podstaw przetrwania. Trochę pompek, przysiadów i podciągnięć. Taki trening pozwalał spożytkować energię z niewielkiej ilości spożywanych dziennie kalorii w sposób, co oczywiście procentowało.

Czytaj dalej

Wszystkie graty zebraliśmy w jednym miejscu. Uwzględniwszy rzeczy osobiste Maxa i Mengele oraz zabitych bojowników, uzbierała się całkiem pokaźna kupka. Część musieliśmy po prostu zabunkrować na terenie Anorgany. Było raczej mało prawdopodobne, że kiedykolwiek byśmy po to wrócili, ale skoro już spadła na nas klątwa urodzaju, nie zamierzaliśmy niczego wyrzucać bez sensu.

Czytaj dalej

– Można otworzyć jeszcze jedną kasę? – krzyknęła gruba baba, która właśnie podjechała z pełnym wózkiem do końcówki ogonka. – Przepraszam! Czy można otworzyć jeszcze jedną kasę?

– Nie możemy. Jest za mało osób. Przykro mi. – Młody ekspedient kasował kolejne artykuły w ekspresowym tempie, ale kolejka z każdą chwilą stawała się coraz dłuższa.

– Za mało osób – furknęło babsko. – Człowiek stał za peerelu i tak samo teraz stoi. Pół życia w kolejkach. Jak macie za mało, to zatrudnijcie więcej osób.

Czytaj dalej