Mini DayZ

Dawno już nie grałem w nic na komórce, i jakoś tak pewnego dnia, kliknąłem sobie w Google Play, żeby zobaczyć, co tam nowego słychać w świecie wirtualnej rozrywki. I natknąłem się na takie coś jak Mini DayZ. Jeżeli kojarzy się to wam z DayZ, to macie dobre skojarzenie…

Aby historia była pełna, musimy cofnąć się do 2001 roku, kiedy to na moim prehistorycznym komputerze, po raz pierwszy odpaliłem grę Operation Flashpoint: Cold War Crisis. Musiało to być jakoś w lipcu albo sierpniu. Był to symulator pola walki, a autorem gry było czeskie studio Bohemia Interactive Studio. Gra wywarła na mnie ogromne wrażenie, bo rzeczywiście w porównaniu z innymi „strzelankami” z tamtego okresu, można ją było nazwać symulacją. Do tego stopnia, że była momentami nudna, bo np. musieliśmy przemieszczać się na długie dystanse.

Mimo, iż ich produkt należał do grupy symulacji, a więc nie był grywalny jak Quake, firma przetrwała na rynku. Zaczęła robić symulator pola walki VBS1 i VBS2, na potrzeby wojska. Na bazie VBS, w 2006 roku powstała kolejna gra: Arma: Armed Assault, a także Arma 2, Arma 3 i wiele dodatków. Pojawił się także DayZ – survival horror MMO, z otwartym światem i zombie. Generalnie grę można by określić jako ogniwo, znajdujące się gdzieś pomiędzy starymi mutliplayerami spod znaku Counter Strike, a nową, współczesną falą gier typu battle royal, jak PlayerUnknown`s Battlegrounds, czy – może troszkę w mniejszym stopniu – Escape From Tarkov. Ja bym powiedział, że to gry zbieracze, bo jedną z ich najistotniejszą funkcją jest zbieractwo. Ale co ja tam wiem?

Na czym to DayZ polegało? No na tym, żeby przeżyć w świecie opanowanym przez zombie. Gracz łaził po świecie i szukał rzeczy – broni, jedzenia, ubrań, medykamentów itp. Jednocześnie musi unikać lub zabijać zombie. Oczywiście wszystko to nie jest takie proste. Przeżycie jest ekstremalnie trudne. To wciągało, i to właśnie zadecydowało o sukcesie DayZ, który – co ciekawe – z początku był tylko fanowskim modem.

O co chodzi z tym Mini DayZ? Z grubsza o to samo, co z DayZ. Tyle, że mamy wszystko w bardzo klasycznej, dwuwymiarowej perspektywie, rodem z początku lat 90-tych (czyli ok), przy użyciu modnej ostatnio, grafiki pikselowej. Wygląda to, jak byśmy grali na jakiejś platformie 8-bitowej, tylko płynność animacji jest przyzwoita. Bardzo, bardzo ładnie!

Co do samej rozrywki – jest piekielnie trudna. I piekielnie wciągająca. Powiem wprost – jak do tej pory, nie udało mi się jakoś sensownie długo pożyć. Każde zgrupowanie zabudowań, to potencjalne miejsce śmierci naszego bohatera. To właśnie tam gromadzą się zombie. Tam też jest loot, czyli łup. Nasz gostek robi się głodny i spragniony. Robi mu się zimno. Gdy jest ranny, krwawi. Musimy zatem zadbać o jedzenie, picie, ubrania i opatrunki. Potrzebna jest także broń, ale jej jest tyle, co kot napłakał. Duży sukces odniesiemy, gdy znajdziemy młot albo klucz francuski. A nawet jeśli uda nam się znaleźć jakiś pistolet, to niestety zwykle amunicji jest w nim na…   jakiegoś jednego zombiaka. Gdy otoczą nas psy zombie, przestaje nam być do śmiechu – uciekamy krzycząc „kurwa! kurwa! kurwa!” i rozglądamy się za jakimś domostwem, w którym można by się skryć. Generalnie super!!!!

Aha… Można w nią też pograć w przeglądarce. Również w multi: https://minidayz.com/game

Serdecznie polecam!

Aktualizacja:

Najdłużej, jak do tej pory, udało mi się pożyć ok. 1,5 dnia. Przetrwałem chłodną, deszczową noc w domku. Szczęśliwie miałem ze sobą wystarczającą ilość zapasów jedzenia i picia, a nad ranem mogłem wyruszyć na dalszą eksplorację świata. Znalazłem nawet karabin Mosin i widły. Niestety, jeżeli chodzi o broń palną, jest ona zwykle wyposażona w jeden magazynek czy kilka sztuk amunicji. A ponieważ typów broni i amunicji jest w grze mnogość (i jeszcze trzeba wiedzieć, jaki kaliber amunicji będzie pasował do jakiej broni)…   mnogość rodzajów – nie mówię, że broń i amunicja leżą wszędzie, bo nie leżą! Ostatecznie broń zazwyczaj jest jednorazowa tzn. uda nam się zabić jednego zombiaka, kończy się amunicja i w zasadzie wracamy do broni ręcznej.

Widły okazały się znacznie bardziej skuteczne. Właściwie powiedziałbym, że widły + perk umożliwiający robienie uników, praktycznie zabezpiecza nas przed otrzymaniem ran (choć nie zawsze). A nie ma nic gorszego, jak krwawiąca rana i szukanie na szybko bandaża.

Ostatecznie okazało się, że rzeczy się psują. Moja kurtka myśliwska się zepsuła, więc mogłem nosić o 3 przedmioty mniej i było mi zimno. Temperatura spadła do -5 stopni w ciągu dnia i mój ludek po prostu doznał hipotermii. Jak na złość, nigdzie w okolicy nie było żadnego ubrania.

I tym oto sposobem umarłem w Mini DayZ po raz N-ty.

fot. https://www.facebook.com/MINIDAYZGAME/

Comments

comments

Tagged with: