Raz na wozie, raz pod wozem

Podziel się:

W ciągu ostatnich paru dni zostałem doceniony i zbesztany. Doceniony, bo wygrałem konkurs „Ostatni zombie” organizowany na profilu bloga powieściologia.pl. Zbesztany, bo jeden z dużych serwisów odrzucił moje opowiadanie.

Do czego zmierzam w tym enigmatycznie rozpoczętym wpisie?

Ano do tego, że prawdopodobnie 80% rzeczy, które produkuję, to kupa w najczystszej postaci. No…   może 70%. Poczekamy na rozstrzygnięcie konkursu „Szczyty grozy”, w którym także wziąłem udział.

Bardzo łatwo wpaść w samozachwyt. Szczególnie, kiedy jest się zadufanym w sobie dupkiem, przekonanym o swojej wielkości, jak ja. W tym kontekście konkursy na opowiadania pokazują swoją kolejną przewagę: człowiek raz dał ciała, więc szybko wyciąga wnioski i zaczyna od nowa. Z powieścią jest gorzej. To trochę jak gra w kasynie. Powieść to postawienie większości swoich pieniędzy na jedno pole w ruletce. Każdy powie, że to kretyństwo.

Ogólnie jak na razie statystyki konkursowe są lepsze niż opowiadań wysyłanych do publikacji. Wystartowałem w 1 konkursie i go wygrałem. Do serwisów różnej maści wysłałem 3 opowiadania i 2 zostały odrzucone (serwisy te trafiły na moją czarną listę i poprzysiągłem sobie mścić się na nich do końca swych dni!!!).

To dość duży paradoks, bo konkurs wiąże się z narzuconym tematem, terminem i objętością, a więc większą presją. No i okazuje się, że na pisanie wpływa to lepiej, niż swoboda twórcza i brak ograniczeń. Chociaż formułowanie takich hipotez na podstawie pięciu wysłanych prac, jest raczej dosyć ryzykowne.

Czekamy na Szczyty Grozy. Podobno rozstrzygnięcie 1 lutego. Nie mam dobrych przeczuć.

Podziel się:

Comments

comments