Bartosz Adamiak

dystopie, postapo, survival i inne brednie

Przeludnienie

Czy przeludnienie to prawdziwe zagrożenie?

W roku 1974 na Ziemi żyło ok. 4 miliardy ludzi. Obecnie jest prawie dwa razy więcej (niecałe 7,6). Szacuje się, że w 2058 będzie nas 10 miliardów. Według obliczeń mądrych głów, dziś żyje 7% ludzi, którzy KIEDYKOLWIEK ŻYLI NA TEJ PLANECIE (wg. szacunków chodzi o liczbę 108 miliardów). Jak widać tempo wzrostu jest ogromne. Czy jest się czego bać?

Zdania są podzielone. W XIX wieku żył sobie niejaki Thomas Malthus, który był przekonany na 100%, że przeludnienie w końcu stanie się faktem, i że dojdzie do masowego głodu. Okazało się jednak, że wzrost ilości żywności jest znacznie większy, niż wzrost ludności. Co więcej – istnieje kilka ciekawych faktów, które dość dobrze ilustrują, że przeludnienie nam raczej nie grozi. Choćby to, że gdyby zebrać wszystkich ludzi świata i ustawić obok siebie w kupie, to zajęliby teren mniej więcej województwa lubelskiego.

Jeśli nie głód, to co?

I tutaj też mamy nie do końca jasną sytuację… Głód nie grozi tylko części światowej populacji np. my tutaj w Europie mamy dostęp do wszystkiego, i ograniczają nas jedynie posiadane pieniądze. Problem jednak jest nieco bardziej powszechny np. w Afryce, gdzie wiele krajów dopiero się rozwija, gdzie jest duży przyrost naturalny, a duża część żywności idzie na eksport, żeby Europejczycy mogli napchać swe kałduny do syta.

Brzmi to trochę jak jakiś komunizm, ale póki co, nie oceniam, tylko stwierdzam fakty. W Azji sytuacja wygląda lepiej. Wiele wskazuje na to, że Chiny będą wkrótce globalną potęgą, silniejszą, niż ktokolwiek inny. Duży potencjał mają też Indie, chociaż tam problemem jest to, że aż 70% ludzi zajmuje się rolnictwem. Nie mam nic do rolnictwa. Właściwie pochwalam. Problem tkwi jedynie w zacofaniu technologicznym oraz brakach w wykwalifikowanym personelu, który przy tym ludzkim potencjale, mógłby wypchnąć Indie mniej więcej tam, gdzie idą Chiny.

Paradoksalnie jednym z poważniejszych zagrożeń mogą być zmiany klimatyczne oraz zanieczyszczenie środowiska. Przynajmniej na dzień dzisiejszy. Kiedyś straszono oil peakiem, a – jak do tej pory – wciąż odkrywamy więcej złóż, niż zużywamy ropy. Więc każdy problem jest do rozwiązania, o ile ludzkość poczuje nóż na gardle i znajdą się osoby chętne do dokonania jakiegoś przełomu.

Katastrofy naturalne i masowe migracje

Widać gołym okiem, że klimat Ziemi jest coraz bardziej nieprzewidywalny. Jest coraz więcej huraganów. Nawet w Polsce doświadczamy morderczych anomalii klimatycznych. Jest wielce prawdopodobne, że z czasem będzie ich więcej. I niekoniecznie musi to być związane z działalnością człowieka (choć zdaniem wielu jest), ale np. z jakimiś naturalnymi zmianami, jak np. Mała epoka lodowcowa w latach 1570-1900. Nikt mi nie wmówi, że to było przez samochody.

Dziś nasz klimat poddany jest na dużo rozmaitych czynników sztucznych, wygenerowanych przez człowieka. Naukowcy mają szereg hipotez za i przeciw, ale nikt tak naprawdę nie jest w stanie powiedzieć, co będzie na 100%.

Nie da się wykluczyć, że klimat się ociepli, czapy lodu stopnieją, poziomy mórz i oceanów podniosą się, a niektóre miejsca staną się tak gorące i suche, że ludzie zaczną masowo migrować w tereny bardziej zdatne do życia. Tak… to chyba jest ten czarny scenariusz.

Demografia

Problemem jest też to, że ludzie w społeczeństwach bogatych, sytych, żyjących w luksusie, niespecjalnie chcą się rozmnażać. Dzieci to kłopot. Dzieci to udręka i nerwy. Dzieci uniemożliwiają czerpanie radości z życia. Któż chciałby kupić rodzinnego vana, skoro stać go na Porsche? Któż chciałby siedzieć w domu z dziećmi, skoro może szlajać się po vinebarach i realizować się na rozmaite sposoby?

Takich zmartwień nie mają ludy ubogie, w których dzieci są dodatkowymi rękami do pracy (owszem – najpierw trzeba je z 5-6 lat odchować, ale potem mogą już robić na roli).

No i jeżeli teraz mamy bogatą i sytą Europę, w której większość społeczeństw się starzeje, a z drugiej strony mamy Afrykę i Azję, gdzie ludzi jest coraz więcej, a w dodatku ci ludzie mają powód do tego, by się przenosić do Europy (mają internet, więc wiedzą, że my tutaj mamy vinebary i fitness cluby), to dlaczegóż nie mieliby tego robić? Co ich powstrzyma? Morze? Góry? Strefa wojny? Nie sądzę.

Przeludnienie tak, ale rozumiane inaczej

Problemem jest przeludnienie miast. Wśród najbardziej przeludnionych miast są: Tokyo, Dżakarta, Seul, Delhi, Szanghai, Manila, Karaczi… dopiero później jakiś Nowy York. I o ile w Tokyo mamy klimatyzację, metro i korporacje, o tyle Dżakarta czy Delhi to miasta bardzo zróżnicowane pod względem majętności społeczeństwa. A gęste zaludnienie + duże zróżnicowanie względem majętności = śmieci na ulicach, brud, smród, syf, niegodne warunki. Jeszcze gorzej jest w wielu miastach, które nie są najgęściej zaludnione, ale są zaludnione gęsto, i są położone w jakimś wyjątkowo paskudnym miejscu.

Dla ludzi żyjących w takich miejscach Europa jawi się jako prawdziwy raj, niezależnie od tego, czy jest socjal czy nie. Oczywiście nie biorą oni pod uwagę tego, że w niektórych krajach bywa zimno, więc nie można koczować na ulicy. No, ale jednak zamysł jest taki, że chcą pojechać, pracować, zarabiać i wydawać.

Zagrożenie dla nas

Bez względu na to czy jesteś lewakiem czy prawakiem, musisz zdawać sobie sprawę z tego, że przyszłość kultury europejskiej jest jednak dość mocno zagrożona. Sam całe życie identyfikowałem się z lewicą, ale nie można kompletnie lekceważyć argumentów ludzi, którzy obawiają się migrantów. Nie chodzi nawet o to, że oni przyjdą i będą nam tu robić Szariat, bo to by się może nawet i nie wydarzyło, gdybyśmy my funkcjonowali inaczej. Ale Europa jest teraz strasznie uległa i strasznie poprawna politycznie. W wielu krajach jest jednak trochę za dużo pomocy socjalnej, która sprawia, że ludziom nie chce się wykonywać prac zgodnych z ich niskimi kwalifikacjami. Po co ktoś ledwie znający język miałby pracować jako sprzątacz, skoro podobne pieniądze dostanie za nic? A jak sprowadzi rodzinę, to dostanie tych pieniędzy więcej. Bez sensu. Tu niestety trzeba przyznać rację prawej stronie.

Polska jest świetnym przykładem. My potrzebujemy desperacko siły roboczej. I przychodzi ona do nas z Ukrainy. To jest dobra siła robocza, bo Ukraińcy są naprawdę dobrymi pracownikami. Ale wyobraźmy sobie teraz, że zamiast Ukraińców, do Polski przyjeżdżaliby ludzie kompletnie nie znający języka, i którzy wychowali się na pustyni, wypasając bydło. W jaki sposób oni mieliby zacząć tu funkcjonować, zarabiać, zasilać nasz system emerytalny i wypracowywać nasze PKB? W pierwszej kolejności stanowiliby oni obciążenie dla naszego socjalu, który i tak jest na skraju przegrzania.

Przyszłość nie jest różowa

Nie grozi nam przeludnienie rozumiane tak dosłownie, jak to pojmował Thomas Malthus. Grozi nam nasz styl życia oraz to, że inni będą chcieli żyć naszym stylem życia, a nie będą w stanie, bo ich styl życia jest zupełnie inny. A te migracje będą musiały następować, bo u nas jest za mało dzieci i za mało rąk do pracy, a u nich jest tego wszystkiego pod dostatkiem, ale jest za mało Mercedesów i MacDonaldsów. Im mimo wszystko łatwiej jest przyjechać do nas, niż dokonać gigantycznych zmian u siebie – przede wszystkim w służbie zdrowia i edukacji. To jest ciężka, organiczna praca, która jest realizowana, ale jej rezultaty przychodzą zbyt wolno. To zniechęca. Po co studiować w Afryce, skoro można przyjechać do Paryża na socjal?

Zagrożeniem są także zmiany klimatyczne, które prowadzić mogą do przemieszczania się dużych mas ludu. Jeżeli jakieś tereny staną się pustynne, a ludzie zaczną się przenosić np. na północ, to będzie się zwiększało przeludnienie miast na północy, co będzie prowadziło do obniżenia standardów życia i kolejnych migracji.

My, Europejczycy, jesteśmy zagrożeni również dlatego, że prymat wezmą wkrótce Chiny, a oni się trochę mniej patyczkują. Jak postawią zasieki, to nikt tam nie wjedzie. Zresztą bariera językowo-kulturowa z Chinami jest olbrzymia dla wszystkich spoza Azji. Mieszkańcy krajów Afrykańskich będą nadal szli na północ.

fot. U.S. Information Agency, wikipedia.org, Public Domain

0 Udostępnień

Comments

comments

Zobacz także