Podziemny Wrocław

Kto wysysa krew w Breslau? Paranormalny kryminał hardboiled weird noir online

Podziemny Wrocław - Rozdział XIII.

Rozdział XIII.

Mogliński wyspał się jak nigdy. Szlafrok Anety był na niego przyciasny, więc w nocy pozbył się go i teraz ocierał się o pościel, rozkoszując się myślą, że jeszcze kilka dni temu robiła to dosyć atrakcyjna i całkiem młoda dziewczyna.

Po dwudziestu minutach wylegiwania się, wstał i poszedł do kuchni, by przyrządzić sobie jedną z tych fikuśnych kawek z ekspresu na kapsułki. Z początku nie mógł sobie poradzić, ale w końcu rozgryzł mechanizm. Z kawą udał się najpierw na sedes, a później przed telewizor, zahaczając jeszcze po drodze o szafkę, która zgodnie z jego intuicją, zawierała barek. Zawartość rzeczonego mebla nie była może szczytem marzeń faceta, ale znalazł się tam jakiś rum, który mógł wzbogacić smak doskonałej, aromatycznej kawy. Dolał kilka kropel i skosztował. Po dłuższym namyśle wziął całą butelkę i zakopał się w pościeli.

– Żyć nie umierać – powiedział głośno. – Tak chyba właśnie wygląda prawdziwe szczęście?

Lubił mówić do siebie głośno, gdy był sam w domu. Zwłaszcza podczas długich, mroźnych wieczorów, kiedy w jego domu nie działały żadne urządzenia elektryczne i nie było do kogo się odezwać. Jakoś tak mu zostało, i teraz, pomimo włączonego telewizora, postanowił podtrzymać ten zwyczaj.

– Trochę się zregeneruję, później może zamówię jakąś pizzę, a potem zabieram się ostro do roboty…

Zaczął od nadrobienia zaległości w swoich sprawach. Trzeba było obskoczyć kilka skrzynek mailowych, kilkanaście blogów, oraz najważniejsze fora dyskusyjne, na których wcześniej pozostawił wątek humanoida znad Odry. Ciekaw był, czy ktokolwiek, oprócz hejtera ukrywającego się pod pseudonimem MrNobody, zareagował na jego posty.

Rezultat był mocno rozczarowujący. Nie wydarzyło się nic. Wszyscy kompletnie zignorowali temat. Ograniczył się zatem do odpowiedzenia na wszystkie komentarze na swoich blogach, a później zjadł śniadanie składające się z pieczywa tostowego i masła orzechowego, a następnie zabrał się do przeglądania starych albumów ze zdjęciami, na których mógł prześledzić całe dotychczasowe życie Anety, mniej więcej do czasów studenckich. Później fotografia cyfrowa stała się tak powszechna, że albumy zastąpiono folderami na dyskach.

Kiedy zabrał się do czytania poczty, stwierdził, że jest już głodny i zadzwonił po pizzę. Miał jeszcze trochę pieniędzy, ale znalazł słoik z oszczędnościami Anety i postanowił korzystać z tego źródła finansowania. Oczywiście wszystkie wydatki skrzętnie spisywał na kartce, z zamiarem oddania, gdy tylko dziewczyna się odnajdzie i upomni o swoje pieniądze.

Zanim pojawił się gość z pizzą, dokonał jeszcze raz przeglądu bielizny. Kilka rzeczy nawet przymierzył, ponieważ nie miał przy sobie żadnej bielizny na zmianę i rozważał pożyczenie sobie jakichś gatek. W końcu nikt by go nie zobaczył, a uznał, że skoro babska dupa statystycznie jest większa niż chłopska, to gatki powinny być ok. Niestety okazały się niewygodne. Jakieś takie wpijające się z każdej strony, mało elastyczne. Paradoksalnie najmniej inwazyjne okazały się koronkowe stringi, które były bardzo delikatne i miłe w dotyku. Został w nich, ale żeby nie czuć się głupio, ubrał też popielaty dres Anety, w którym wyglądał jak w legginsach.

Pizza przyszła, gdy kończył się rum, i Artur zamierzał zabrać się za poważną pracę. Z historii korespondencji dowiedział się, że dziewczyna nazywała się Aneta Kotejuk. Pisała głównie do Grzegorza „Thorina” Wilczyńskiego i jego matki, czyli jej ciotki. Utrzymywała także sporadyczne kontakty z dwoma koleżankami ze studiów, byłym chłopakiem oraz z siostrą. Ale z siostrą w sumie najmniej. W gruncie rzeczy najcieplejsze relacje łączyły ją z matką Thorina. I pewnie dlatego chłopak tak bardzo zaangażował się w jej poszukiwanie.

Około trzynastej skończyła się pizza i trunki. Mogliński zrobił sobie przerwę w czytaniu korespondencji Anety i wrócił do przeszukiwania mieszkania. Odnalazł trochę kosztowności, głównie pod postacią złotej biżuterii. Zdecydował się zatem wyjść na zakupy. Sprawdził w internecie, gdzie znajduje się najbliższy lombard, spakował złoto, ubrał się i wyszedł. Załatwienie wszystkiego poszło mu zaskakująco szybko. Wracając wstąpił do supermarketu, kupił zapas mrożonej pizzy oraz alkoholu na kilka dni. Wszystkie paragony skrzętnie zbierał, by załączyć je do notesu wydatków operacyjnych.

Zdawał sobie sprawę z tego, że na pierwszy rzut oka mogło to wyglądać jak imprezowanie na cudzy koszt. Tej części swojej pracy nie lubił najbardziej. Jednak wiedział, że pewna żmudna robota organiczna musi zostać wykonana, by dokopać się informacji, które mogłyby się okazać kluczowymi dla sprawy.

Gdy Mogliński na powrót znalazł się w mieszkaniu Anety, zadzwonił Neo.

– Co tam?

– W sumie niewiele, ale może warto, żebyś wiedział – odezwał się chłopak. – Sprawdziłem tego Garlikowskiego w CEIDG. Firmę ma zarejestrowaną w miejscowości Brzeg Dolny. I teraz najlepsze. Zgaduj!

– Co mam zgadywać? Co jest najlepsze? Nie mam kurwa zielonego pojęcia.

– No to słuchaj. Brzeg Dolny to kolejna miejscowość w dół Odry, za Urazem.

– Urazem? – Mogliński wciąż jeszcze był nieco pijany, a cały dzień pracy przy komputerze przyćmił jego zdolności analityczne.

– Mówiłem o tym ostatnio. W 1998 znaleziono tam trupa…

– A tak, pamiętam.

– No i okazuje się, że Garlikowski mieszka bliżej Urazu, niż Wrocławia. – Neo wyraźnie się rozemocjonował, bo zaczynał mówić niewyraźnie. – Może to być przypadek, ale jeżeli chcesz poznać moją opinię, to to nie jest żaden przypadek! Patryk Garlikowski musi siedzieć w tym po same uszy…

– No dobra… Prześlij mi SMSem adres z CEIDG. Postaram się tam pojechać, jak tylko będę mógł i rozejrzę się na miejscu. To wszystko?

– Na razie tak. Ale chcę teraz posprawdzać wszystkie jego koneksje w portalach społecznościowych. Ma kilka kont i sądzę, że będzie to prawdziwa kopalnia wiedzy.

– To rozumiem. Zuch chłopak. Awansujesz na mojego osobistego asystenta…

Mogliński osunął się na kanapę, a telefon wypadł mu z dłoni. Pogrążył się w głębokim, pijackim śnie, z którego ocknął się dopiero po godzinie osiemnastej, kiedy za oknami było już całkiem ciemno.

– Jasna cholera… – Spojrzał na zegarek. – Przemęczenie. Nierozłączny towarzysz pracy operacyjnej.

Wstał, wrzucił do piekarnika mrożoną pizzę i otworzył sobie piwo. Dla oszczędności brał najtańsze, puszkowane. Nie zamierzał się przesadnie rozpieszczać na robocie, bo w końcu nie o to w tym wszystkim chodziło.

Przysiadł do komputera, ale nie minęła nawet minuta, gdy znów odezwał się telefon. Tym razem był to Thorin Dębowa Tarcza.

– Tak?

– Jak ci idzie? – Głos Wilczyńskiego zdradzał zdenerwowanie.

– Spokojnie Thorin. Bez obrazy, ale to nie to samo, co przeinstalowanie Windowsa – odparł Mogliński. – Ciągle jeszcze gromadzę informacje. Nie dotarłem nawet to etapu analizy. Pali się czy co?

– Moja matka chce iść na policję i zgłosić zaginięcie.

Artur zasępił się. Wstał od biurka i zaczął przechadzać się po pokoju, myśląc gorączkowo.

– Jesteś w stanie jakoś ją powstrzymać? Nie wiem… Powiedzieć, że dziewczyna wyjechała, i że dostałeś od niej jakiś znak życia?

– Oszalałeś? Mam kłamać w takiej sprawie? – Thorin prawie się zapluł ze złości. – Jeżeli później znajdą ją martwą i będą mieli odnotowane, że ja powiedziałem, że ona dała mi znak życia, to w zasadzie kryminał! Cześć pieśni! Bankowo!

Dziennikarz dopił połowę piwa za jednym razem w nadziei na orzeźwienie i natchnienie. Nie dało to nic poza tym, że podszedł mu do góry gaz i prawie beknął głośno do słuchawki. Zdołał jednak szczęśliwie stłumić odruch.

– Pomyślmy spokojnie. Uspokój się Thorin. – Artur próbował grać na czas. – Rozumiem, że nie ma możliwości, byś przekonał ją, że wszystko jest w jak najlepszym porządku? Że wyjechała do koleżanki na wieś, czy coś w tym stylu?

– Nie. Ona nie jest głupia! – informator prawie płakał.

– A gdybyś mi dał jej numer telefonu?

– Nawet o tym nie myśl! Ona jest mocno zdeterminowana. Zrobi to, więc módl się, żeby znaleźli Anetę żywą!

– Czyżbym słyszał groźbę?

Sytuacja stawała się poważna. Poważniejsza, niż jakakolwiek przedtem. Dlatego zdecydował się na ostateczność. Czyli blef, kłamstwo, blagę.

– A wiesz, że dziewczyna z filmu, który mi sprzedałeś, nie żyje?

– Co takiego?

Może nie był to najlepszy sposób na wyjście z tej sytuacji, jednak Mogliński nie miał lepszych pomysłów. Istniało pewne ryzyko, że Thorin nie nabierze się, bo przecież mógł mimo wszystko naprawdę znać dziewczynę z filmu, jednak Artur obstawiał, że jest jednak zupełnie inaczej, i że z tym filmem Thorin go zwyczajnie oszukał.

– Kiedy robiłem rozeznanie w tym temacie, dotarłem do świadków. Nie dość, że dziewczyna nie żyje, to jeszcze cała sprawa jest dość mocno powiązana z Jasiem Piłką. Jeśli twoja stara pójdzie na gliny, sam będziesz musiał się gęsto tłumaczyć, chociażby z tego filmu. A jeszcze jesteś powiązany z Anetą…

– To co mam do cholery robić? – Thorin zapytał łkając i pociągając nosem.

– Masz jakieś prochy nasenne w domu? Mógłbyś jej podać, a później utrzymywać w stanie snu…

– Nie mam. One są na receptę.

– Pozostaje dać jej przez łeb albo po prostu zamknąć w mieszkaniu i nie wypuszczać, dopóki sprawa nie zostanie rozwiązana.

Thorin milczał przez dłuższą chwilę. Najwyraźniej bił się z myślami.

– Dobra… Coś wymyślę. Ale ty przyłóż się do tej swojej roboty bardziej, dobra?

Jego bezczelność przekroczyła wszelkie normy, więc Artur pożegnał się tylko i rozłączył. Zaczynało się robić niebezpiecznie. Ale w sumie przywykł do niebezpieczeństwa. Otworzył kolejną puszkę piwa i zapalił papierosa. W domu nie było ani jednej popielniczki. Pewnie Aneta nie paliła. Mogliński wziął jakiś tandetny fajans z szafki i tam zaczął strzepywać popiół.

– Jak można coś takiego trzymać w domu? – mruknął z pogardą, wpatrując się w filiżankę. – No, ale dobra… Mam teraz poważniejsze problemy.

W przypływie paniki postanowił zrobić to, co poradził mu Thorin Dębowa Tarcza – przyłożyć się do swojej roboty bardziej.

Postawił zgrzewkę piwa koło biurka, by nie latać co chwilę do lodówki. Odpalił pocztę i facebooka. Przed sobą położył zeszyt, w którym spisywał imiona i nazwiska osób, z którymi korespondowała częściej. Następnie wchodził na portal społecznościowy, wyszukiwał te osoby wśród znajomych, sprawdzał zadeklarowaną miejscowość, historię korespondencji i zdjęcia.

W pewnym momencie otworzyło mu się okienko chatu od osoby wpisanej jako Mateusz Es. Artur zajrzał do zeszytu i szybko skojarzył to z Mateuszem Szymańskim, byłym chłopakiem Anety. Postanowił zabawić się trochę i przy okazji spróbować zdobyć jakieś informacje.

– Hejka – napisał Es.

– Hejka – wklepał Artur. W historii korespondencji widział, że Aneta często używała tej kolokwialnej formy powitania. – Co tam słychać?

– Sprawdzam fejsbuka i widzę, że jesteś – odpisał były chłopak.

Zapowiadało się ciekawie. Mogliński przez chwilę rozważał rozwinięcie rozmowy w kierunku wirtualnego seksu. Byłby ubaw po pachy. Szybko jednak przypomniał sobie, że dziewczyna faktycznie może być już martwa.

– Kim jesteś? – napisał po chwili Mateusz Es.

Artur odczytał to i strapił się. Najwyraźniej chłopak prowadził jakąś gierkę. A może w ostatnich dniach pokłócili się o coś. Jeśli tak, to wątek ten mógł wymagać dokładniejszego sprawdzenia.

– No jak to kim? Znasz mnie przecież. To ja, Aneta – odpisał.

– Nie prawda. – Mogliński czytał kolejne słowa pojawiające się w okienku czatu z rosnącym przerażeniem. – Ja jestem Aneta!

W tej chwili krew zastygła mu w żyłach. Wpadł w panikę. Zasłonił palcem kamerkę i sklął się w duchu, że nie zrobił tego wcześniej. Wątpił, żeby była uruchomiona, bo światełko się nie świeciło, ale strzeżonego Pan Bóg strzeże. Uciął kawałek taśmy, która walała się na biurku i zakleił „oko Saurona”. Potem niemalże wyrwał kabel zasilający, lecz laptop działał nadal.

– Cholera, czy tylko moja bateria zdechła?

Obrócił komputer, wyjął akumulator. Później zaczął wycierać klawiaturę ręcznikiem papierowym.

– To na nic! Wszystko na nic! Przecież ten cholerny świr Thorin mnie tu przyprowadził!

Pobiegł do kuchni po worek na śmieci. Zaczął zbierać puszki po piwie i niedopałki, które w roztargnieniu rzucał na podłogę.

– Ja pierdolę, ja pierdolę… Ona żyje!

Ubrał się, zaścielił łóżko i dokładnie przejrzał całe mieszkanie pod kątem ewentualnych śladów jego bytności. Najważniejszy był notes z notatkami i rzeczy osobiste. To wszystko miał już przygotowane w reklamówce przy drzwiach.

Nagle jakby poraził go piorun.

– DNA!!!

Rzucił się do stosu pomiętych chusteczek higienicznych, leżącego koło łóżka. Nie bacząc na fakt, że niektóre z nich wciąż jeszcze były wilgotne, zagarnął je do worka na śmieci. Potem poszedł do łazienki i dokładnie wyszorował wannę. Z odpływu powybierał włosy i je także wrzucił do śmieci. Po namyśle wrzucił do worka także szczoteczkę do zębów Anety. Skorzystał z niej kilka razy, choć wydawało mu się to nieco odrażające. Później wszystkie powierzchnie płaskie przejechał mokrymi ściereczkami kuchennymi.

Wątpił, by udało mu się wyczyścić wszystkie ślady, ale wiedział też, że sprawy nie da się całkowicie zatuszować. O wszystkim powie jej Thorin Dębowa Tarcza. Mogliński chciał, aby dziewczyna wiedziała możliwie jak najmniej o tym, co robił w jej mieszkaniu. A szczególnie o tym, co wyprawiał z jej bielizną.

Pozostała jeszcze kwestia najważniejsza – co dalej? Chyba tak do końca nie dopuszczał do siebie myśli, że ona wróci. Nie życzył jej źle. Wręcz przeciwnie, miał nadzieję, że ją jeszcze zobaczy, ale chyba całkowicie wyparł ze świadomości ewentualne konsekwencje pomieszkiwania w cudzym mieszkaniu.

– Spreparuję swoją śmierć! – zawołał.

Miał to być okrzyk rozpaczy, ale bardzo szybko zdecydował, że to jedyne, rozsądne wyjście z sytuacji. W sprawie Anety Kotejuk wyrządził niechcący sporo złego. Odradzał jej pójście na policję i przyznanie się do faktycznie odegranej roli w sprawie morderstwa Zawadzkiego. Później, kiedy już zaginęła, odradzał Wilczyńskiemu pójście na policję. Gdy zaginięcie Kotejuk chciała zgłosić jej ciotka, proponował uśpienie jej lub zamknięcie w szafie…

– Cześć pieśni… – Przypomniały mu się słowa Thorina. – To jest kurwa koniec! Ale zjebałem!

Wyjął z telefonu kartę SIM i przełamał ją. Chciał wrzucić kartę i telefon do worka ze śmieciami, ale szybko uzmysłowił sobie, że jeśli policja znajdzie worek, będzie go miała na tacy, ze wszystkimi dowodami obecności w mieszkaniu Kotejuk. Schował więc telefon i kartę do kieszeni.

Klucz od mieszkania zostawił w drzwiach po wewnętrznej stronie. Drzwi nie zamknął w nadziei, że ktoś po nim jeszcze włamie się do mieszkania i pozaciera ślady. Wówczas część winy mogłaby spaść na włamywacza.

Zbiegł szybko po schodach starając się, by nie zostać zauważonym przez sąsiadów. Przy okazji przypomniał sobie, że kiedy wyszedł po zakupy, uciął sobie rozmowę z jakimś starszym facetem.

– Szlag by to!

Chyba nawet powiedział mu, że pomieszkuje u Kotejuk na czas jej nieobecności. Świadek opisze go bez trudu. Będą mieli rysopis, pomyślał z przerażeniem.

Wybiegł z bramy i ruszył przed siebie. Dopiero na sąsiednim osiedlu wyrzucił śmieci. Ale nie wszystkie. Część wysypał do jednego kubła, a resztę pół kilometra dalej, do innego. Kartę SIM wyrzucił także do dwóch różnych koszów. Telefon rozdeptał i wyrzucił do rowu ze ściekami. Potem usiadł na ławce i przeliczył wszystkie pieniądze, które miał. Było tego grubo ponad sto pięćdziesiąt złotych. Uznał, że najrozsądniej byłoby wrócić na swoje osiedle i spróbować zatankować auto. Mógłby opuścić Wrocław na jakiś czas i pojechać na przykład do Urazu i Brzegu Dolnego, żeby zbadać ostatnie tropy.

Pomyślał, że oficjalnie będzie uznany za zaginionego. Znajomi pewnie pomyślą, że został porwany przez tajne służby. Neo i Thorin szybko skojarzą jego zniknięcie ze sprawą Jasia Piłki. Idealnie byłoby podrzucić dowód osobisty jakiemuś truposzowi, żeby pojawił się choćby pojedynczy wątek sugerujący śmierć. Ale skąd wziąć truposza? Przecież nie przewidzi kolejnego morderstwa…

fot. rebcenter-moscow, pixabay.com, CC0

Comments

comments

Powiązane posty