Podziemny Wrocław

Kto wysysa krew w Breslau? Paranormalny kryminał hardboiled weird noir online

Podziemny Wrocław - Rozdział XI.

Rozdział XI.

Artur Mogliński odwiedził ciotkę. Wziął prysznic, ogolił się i wypryskał zapachem. Z szafy wyciągnął ubrania po świętej pamięci wuju, który odszedł tragicznie pięć lat wcześniej. Nieszczęśnik z niewyjaśnionych przyczyn wszedł pod tramwaj, i choć sprawa ta była grubymi nićmi szyta, Artur nigdy nie zdołał zdobyć żadnych, poważnych dowodów na to, że było to zabójstwo na zlecenie. Dlatego katował się poczuciem winy. Szczególnie w takie dni jak ten, kiedy wykorzystywał garderobę wuja jako zaplecze operacyjne, wywołując tym samym serię bolesnych wspomnień u swojej biednej ciotki.

Powodem tych wszystkich przygotowań był SMS, który otrzymał od Thorina Dębowej Tarczy kilka godzin wcześniej. Jego treść brzmiała:

– Spotkajmy się dziś o dwudziestej, w parku Popowickim. Chodzi o Anetę.

Artur czuł, że spotkanie może mieć głębsze znaczenie, dlatego użył dwa razy więcej wody toaletowej, niż powinien.

– Dokąd idziesz? – zagadnęła go ciotka w przedpokoju.

– Mam ważne spotkanie.

– Z kim? Ze śmiercią? Gazet nie czytasz? – Kobiecina podniosła leżący akurat na szafie tygodnik, którego okładkę zrobił wielki portret wyobrażający Jasia Piłkę z wściekłym wytrzeszczem i wykrzywionymi ustami. – Co ja twojej matce powiem, jak znajdą twojego trupa bez głowy?

– Oj, powie ciocia, że dla kobiety głowę straciłem.

– Dla kobiety najgłupiej!

Mogliński uśmiechnął się tylko i już zbiegał po schodach. Ubrania po wujku zawsze pasowały na niego jak ulał. W ostatnich miesiącach mocno mu się schudło ze względu na bardzo nieregularny tryb życia, jednak zauważył to jednak dopiero teraz, zmuszony do podciągania spodni co kilka kroków.

Do autobusu wskoczył niemal w ostatniej sekundzie. Usiadł bez kasowania biletu, ale już po kilkunastu minutach wysiadł. Thorin czekał niemal przy samej ulicy. Wyglądał na zdenerwowanego. I był niestety sam.

– Co jest? – Artur od razu wyczuł, że coś jest nie tak.

– Wejdźmy głębiej do parku. Tu ktoś nas może zobaczyć – odparł informator. – Aneta nie wróciła do domu tamtego dnia, kiedy się spotkaliśmy.

Artur poczuł, że mimowolnie cały się spina.

– Co takiego?

– Odprowadziłem ją do samochodu. Miała jechać jeszcze do pracy. Wczoraj jej koleżanka poinformowała mnie, że Aneta nie pojawia się w pracy. Zrobiłem małe śledztwo i okazało się, że jej wóz nadal stoi na parkingu. Za wycieraczkami ma kilka mandatów…

– Masz jakieś fajki? – spytał Mogliński.

– Nie palę.

– Cholera… Zostawiłem fajki w taksówce. Sądzisz, że to może mieć związek z tą sprawą, o której rozmawialiśmy?

– To więcej, niż pewne!

Artur krążył tam i z powrotem, stukając obcasami eleganckich trzewików w chodnik. Podobał mu się ten dźwięk. Był pewien, że i na Thorinie robił odpowiednie wrażenie. Zupełnie, jakby wyszedł z jakiegoś bankietu czy spotkania z kimś ze świata polityki lub biznesu. Pan Artur Mogliński, pomyślał i uśmiechnął się do siebie.

– I jeszcze portfel zostawiłem… – powiedział głośno w nadziei, że informator pożyczy mu trochę pieniędzy. – Dzwoniłeś na policję?

– Oszalałeś? Po tym wszystkim? Ustaliliśmy przecież, że nie będziemy gadać z psami, tylko ty pomożesz rozwiązać tę sprawę.

Mogliński przypomniał sobie, że rzeczywiście tak było.

– Słusznie! Żadnej policji!

W głębi duży trochę się wystraszył. Wszedł na grząski teren. Zaginęła kobieta. Być może leżała już gdzieś martwa i pozbawiona głowy, a on namawiał jej krewniaka, by nie informował policji. Gdyby cała sprawa wyszła na jaw, mógłby mieć z tego powodu kłopoty, pomyślał z goryczą.

Przestał kombinować jak wydębić kasę od Thorina i skupił się na tym, jak się z całej sprawy wyplątać. I już zamierzał spróbować gładko wyłgać się ze wszystkiego, kiedy poczuł w kieszeni wibrację telefonu.

– Momencik. – Odszedł kawałek, ale na tyle blisko, by w razie czego Thorin mógł wszystko słyszeć. – Halo?

– Tu Neo. Mam coś ciekawego.

– Dawaj. Potrzebuję teraz jak cholera, dobrych informacji – powiedział Mogliński głośno i wyraźnie.

– Chodzi o Jasia Piłkę. Wszystkie zbrodnie popełniono w odległości nie większej, niż sto metrów od wody.

– Tak, tak… To chyba nawet był mój wniosek.

– Zacząłem więc szukać inaczej. Nie po chorobach i deformacjach, ale po podobnych przypadkach. Czyli trup bez krwi, pozbawiony głowy, niedaleko wody.

– I co?

– Akurat z tego nic mi nie znalazło. Ale w dziewięćdziesiątym ósmym roku, w miejscowości Uraz, jakieś dziesięć kilometrów od Wrocławia w dół Odry, znaleziono trupa z dziwnymi śladami na szyi.

– I?

– Facet został przewieziony do Wrocławia i nawiał z prosektorium.

Mogliński zaniemówił. Spojrzał na Thorina, aby upewnić się, że ten stoi wystarczająco blisko, by wszystko słyszeć.

– Nawiał z prosektorium? – powtórzył

– Brzmi nieprawdopodobnie, nie? Nigdy więcej nie natrafiono na ślad tej osoby – emocjonował się Neo. – W archiwum prasowym Google znalazłem bardzo krótką notkę na ten temat, pochodzącą z gazety ukazującej się w Obornikach Śląskich. Nieco więcej pisał kilka lat później na swoim blogu facet, który podpisuje się jako Samotny Strzelec.

Dziennikarz zamilkł na chwilę, usiłując wydobyć jakiekolwiek skojarzenie z tym nickiem ze swojej pamięci.

– Nic mi to nie mówi – rzekł w końcu. – Czy jest możliwość, aby skontaktować się z tym człowiekiem?

– Na stronie jest adres e-mail. Problem w tym, że blog prowadzony był w latach dwutysięcznych. Później zamarł. Wątpię, by ten adres był jeszcze aktualny.

– W porządku. Sądzę, że to dobry trop. Szukaj dalej. Bez odbioru.

Artur schował telefon do kieszeni i chwilę zastanawiał się nad następnym krokiem. Jeszcze przed chwilą gotów był porwać się do ucieczki pieszej, w nadziei, że mający nadwagę informator go nie dogoni. Teraz dostrzegał jednak, że sprawa zaczyna przybierać ciekawy obrót. Jeśli rzeczywiście była to tajemnica sięgająca lat dziewięćdziesiątych, jej rozwiązanie mogłoby mu przysporzyć popularności, a ta oznaczałaby kasę. Nawet, gdyby miał mieć chwilowe problemy z prawem.

– Thorin, czy sprawdzałeś u niej w domu?

– Co? – Informator udawał, że nie podsłuchiwał.

– Pytałem, czy byłeś u niej w domu. Może poczuła się gorzej, wróciła komunikacją miejską, a w domu zasłabła czy coś? Takie rzeczy trzeba sprawdzać.

– Nie… Właściwie nie pomyślałem o tym.

– Zatem nie ma co zwlekać!

***

Aneta wynajmowała kawalerkę na osiedlu kosmonautów, a więc w miejscu, które niekoniecznie napawało człowieka optymizmem. Artur pomyślał, że warto do ewentualnych scenariuszy włączyć jeszcze samobójstwo. Szczególnie w świetle faktów, które poznał kilka dni wcześniej. Aneta mogła być zamieszana w morderstwo, a wcześniej chciano ją przymusić do zagrania w amatorskiej produkcji porno.

Spędzili pod drzwiami dobre piętnaście minut pukając i dzwoniąc. W końcu jakaś sąsiadka o wyglądzie starej, wściekłej kuchary, wyjrzała na klatkę i powiedziała:

– Jak wam kurwa nie otwiera, to co się tak dobijacie, co? Na psy mam zadzwonić?

– Proszę pani, to my jesteśmy policja – skłamał jak zawsze gładko Mogliński. – Kiedy ostatnio widziała pani lokatorkę tego mieszkania?

Babsztyl zestresował się odrobinę, ale tak dosłownie odrobinę.

– Kiedy ją widziałam? No tak ze trzy, cztery dni temu… Chyba?

– To trzy czy cztery? – włączył się Thorin. – Poruszajmy się w obszarze konkretów.

– Ja nie wiem! Co mi tam zawracacie… Dam wam klucz, to sobie zajrzycie do środka. Może tam zdechła czy coś. – Kobieta schowała się w mieszkaniu, po czym wychyliła się z powrotem, już z kluczem.

– Jak rozumiem, lokatorka wynajmuje lokal od pani? – spytał Artur.

– A jaki tam lokal? Kawalerkę. – Baba machnęła ręką i zamknęła drzwi.

Artur, czując przyjemne dreszcze, wsunął klucz do zamka. Spodziewał się wszystkiego, łącznie z tym, że znajdzie zwłoki Anety. Ale w międzyczasie pomyślał też, że gdyby jednak zwłok w środku nie było, może udałoby mu się przekonać Thorina, że potrzebuje klucza na parę dni, by prowadzić obserwację mieszkania. A to by oznaczało darmowy nocleg w ogrzewanym mieszkaniu, z dostępem do wszystkich mediów, a może nawet i zapełnionej lodówki.

Uchylił drzwi i spojrzał na swojego informatora.

– Ty pierwszy – mruknął Thorin. – Ty jesteś dziennikarzem śledczym. Ja tylko ci pomagam.

Artur zaśmiał się pogardliwie.

– Co? Nigdy nie widziałeś trupa?

Pchnął drzwi. We wnętrzu panował zaduch i swego rodzaju… smrodek. Jednak źródłem smrodku, jak szybko się zorientował dziennikarz, nie były zwłoki. Smrodek był mu dosyć dobrze znany, choć tylko z odmętów przeszłości. Tak śmierdziało, jak się zostawiło pranie w pralce na kilka dni i zaczynało ono pleśnieć.

– Nie było jej w domu – powiedział w końcu i wszedł już całkiem na spokojnie do mieszkania.

Było urządzone skromnie, ale całkiem gustownie. Mały metraż nie stwarzał zbyt wielu możliwości. Pół ściany stało w grzybie, ale to przecież siła wyższa. Tanie meble, na półkach mnóstwo książek, w rogu pokoju laptop i mały, płaski telewizorek, z funkcją ekranu.

Artur skupił swoją uwagę na biblioteczce. Zawsze uważał, że oczytane dziewczyny są ciekawsze. Jednak tytuły książek i nazwiska autorów niewiele mu mówiły.

– Helen Fielding, Katarzyna Grochola, E.L. James… Dom nad rozlewiskiem. Pewnie klasyka – mruknął Artur, który nigdy nie lubił szkolnych lektur.

Później zaczął przeglądać szuflady.

– Co robisz? – spytał niepewnie Thorin.

– Muszą tu być jakieś ślady.

– Ślady czego?

– Nie wiem, czegokolwiek. Jakieś poszlaki, które naprowadzą nas na coś, albo chociaż pozwolą odtworzyć wydarzenia ostatnich dni.

W szufladzie z bielizną znalazł sporo interesująco wyglądających majtek. Aneta lubiła klasyczne kroje, ale znalazło się także kilka par stringów, w tym także bardziej eleganckich, koronkowych, czarnych i czerwonych.

– Spójrz! – Uniósł na palcu wskazującym prawej ręki jedne z tych ostatnich. – Takie majtki zakłada się na randki.

– No, ale przecież ona teraz ich na sobie nie ma.

– Oj, ale może mieć inne… Chodzi mi o to, że dziewczyna randkuje. Z tego co widzę, nie ma stałego partnera?

– No, chyba nie.

– To może być dość niezręczne, ale musimy poszukać zabawek.

– Zabawek?

– No wiesz… żelków.

Thorin zaczerwienił się nieco i zainteresował się grzybem na ścianie.

– Ty jesteś dziennikarzem śledczym. Ja ci tylko pomagam.

– W takim razie bądź pomocny i zobacz, czy w kuchni jest coś do żarcia – powiedział Artur. – Ja za ten czas poszukam zabawek. To dosyć istotne.

Informator odszedł do kuchni, co w praktyce oznaczało, że stanął dwa metry dalej i zaczął myszkować po szafkach. Pieczywo w chlebaku było czerstwe, ale znalazł nieotwarty worek chleba tostowego o długim terminie ważności i słoik masła orzechowego.

– Nie ma nic spleśniałego. Ale w sumie nie widzę też nic świeżego – pokazał Moglińskiemu słoik.

– No dobra… to nam niczego nie powie – odparł dziennikarz. – Ale skoro już tam jesteś, to przygotuj mi proszę kanapkę. Zgłodniałem.

– W porządku… Może być z masłem orzechowym?

– Nie, zrób mi z łososiem. Jasne, że może być z orzechowym!

Przez chwilę Artur usiłował sobie przypomnieć, gdzie jego narzeczona trzymała zabawki. Rzecz niby normalna, ale jednak przed wzrokiem gości należy ukryć. Wrócił raz jeszcze do szuflady z bielizną i w końcu, z samego dna wydobył imponującego, czerwonego żelka.

– Spójrz na to. – Pomachał zabawką Thorinowi. – Randkuje, ale nie ma nikogo na stałe. Wciąż poszukuje i rzadko dopuszcza do siebie kogoś bliżej. Pewnie jest bardzo zamknięta, może ktoś ją kiedyś zranił…

– Wow – mruknął informator z ustami pełnymi masła orzechowego. – Muszę przyznać, że teraz mi zaimponowałeś. Kończyłeś jakieś studia psychologiczne czy coś?

– To się nazywa dedukcja drogi Wattsonie. Lata praktyki, setki rozwiązanych spraw i w końcu przychodzi samo. Ciekaw jestem, jak często tego używa? – Spojrzał na dildo, a potem ostrożnie, niemal z namaszczeniem włożył je z powrotem do szuflady. – Teraz komputer.

Laptop okazał się być niechroniony hasłem, ale też i jego zawartość była mocno rozczarowująca. Według historii przeglądania, Aneta korzystała z niego głównie do czytania portali internetowych, w szczególności kobiecych. Artur bez problemu wszedł na pocztę oraz na facebooka. Nie znalazł tam jednak niczego, co mogłoby przykuć jego uwagę. Przeszukał wszystko, szczególnie pod kątem nazwiska „Garlikowski”, które w dalszym ciągu zdawało się odgrywać w tej sprawie istotną rolę. Nic.

Sprawdzając pocztę, natknął się na maile do Thorina. Okazało się, że informator naprawdę nazywał się Grzegorz Wilczyński i rzeczywiście, zgodnie z podejrzeniami Artura, pracował dla jednej z firm oferujących usługi telekomunikacyjne. To tłumaczyło dostęp informatora do nieograniczonej liczby kart SIM działających pomimo braku rejestracji, a być może nawet i bez środków pieniężnych.

– Słuchaj Thorin – powiedział w końcu. – Czy miałbyś coś przeciwko temu, abym zatrzymał klucz na parę dni? Chciałbym dokładniej przejrzeć zawartość jej komputera.

– Mogę ci pomóc – zaoferował się programista. – Wiem, jak się z tym obchodzić.

– Nie, nie trzeba. To raczej kwestia przeczytania niektórych maili, niż uzyskania tajnych dostępów i łamania haseł. – Artur wstał i poczęstował się upragnioną kanapką. – Chciałbym po prostu spokojnie popracować, bez presji, bez osób wiszących mi nad głową… Tu nie ma żadnych informacji ściśle tajnych, zakodowanych czy coś. To biały wywiad. Kwestia wiązania faktów i wyciągania wniosków. Może będę musiał sobie rozpisać sieć kontaktów i utworzyć historię wątków… Sam rozumiesz. Bardziej byś mi przeszkadzał, niż pomagał.

– Jasne, jasne… – Thorin lekko się speszył. – Dobra. Zostawię cię tutaj. Dasz mi znać, jak czegokolwiek się dowiesz? Martwię się trochę.

– Oczywiście, że dam, masz to jak w banku.

– Gdybyś potrzebował jakiejś pomocy, szczególnie z komputerem…

– Będę się odzywał, jak będę potrzebował pomocy. I w każdej, innej sytuacji. Od dziś awansujesz z informatora na mojego osobistego asystenta.

Artur zamknął drzwi za plecami Wilczyńskiego. Głęboko westchnął, zdjął buty i poszedł do kuchni, aby zrobić sobie więcej kanapek. W lodówce znalazł butelkę doskonale schłodzonego piwa. Otworzył ją, uruchomił telewizor i usiadł na rozkładanej sofie.

Po raz pierwszy od wielu, wielu dni, było mu dobrze. A wprost nie mógł się już doczekać chwili, kiedy weźmie prysznic, otuli się szlafroczkiem Anety i położy się spać w jej pościeli, otoczony przez zapach świeżości, ciepło i miękkość.

fot. webandi, pixabay.com, CC0

8 Udostępnień

Comments

comments

Powiązane posty