Podziemny Wrocław - Rozdział VII.

Rozdział VII.

Aneta postawiła dowiedzieć się jak najwięcej o tajemniczym sprzedawcy kanapek z czosnkiem. W firmie nadal huczało od plotek, zwłaszcza po tym, jak w prasie ukazał się artykuł o tym, że nie była to pierwsza ofiara zabita w taki sposób. Mordercę ochrzczono Jasiu Piłka. Piłka, ponieważ głowy swoich ofiar odcinał najprawdopodobniej piłką do metalu. A Jasiu? Chyba dlatego, że pismakom zabrało jakiejkolwiek inwencji czy choćby krzty wyobraźni

W każdym razie w firmie zaczynały powstawać kolejne, coraz bardziej wydumane teorie, jak na przykład ta, że Andrzej miał wspólniczkę, którą była pierwsza ofiara Jasia Piłki Alina Nowak, i że ktoś – najprawdopodobniej psychofan – postanowił rozprawić się z tą dwójką. Wedle innej teorii, mordercą musiała być osoba z firmy. Najpewniej ktoś, kto miał związek z „Taśmami Zawadzkiego”, być może nawet występował na nich. Wszystkie cztery dziewczyny, o których było wiadomo, że pojawiły się na „taśmach”, złożyły nagle wypowiedzenia i nie pojawiły się już więcej w pracy. Ktoś nawet zasugerował, że może one wszystkie zorganizowały zasadzkę na Andrzeja, by się zemścić. Ta wersja zakładała, że udział w filmie był przymusowy. Aneta wiedziała, że akurat ta część była prawdziwa, jednak nie zamierzała nikomu mówić o propozycji, jaką usłyszała od Andrzeja, na krótko przed jego śmiercią.

Food truck pojawiał się na placu dzień w dzień, a jego właściciel, jakby nigdy nic, odwiedzał wszystkie okoliczne firmy i instytucje z koszem kanapek. W dalszym ciągu prawie nikt u niego nie kupował, i Aneta zaczęła się zastanawiać, z czego on właściwie żyje. Od czasu do czasu odwiedzała punkt i kupowała coś po to tylko, by zamienić parę słów ze sprzedawcą, jednak chłopak w dalszym ciągu nie zdradzał się w żaden sposób.

Nie mogąc znaleźć punktu zaczepienia, postanowiła udać się po pomoc do swojego kuzyna Grześka, który był komputerowym nerdem. Umówiła się z nim na kawę w jednej z galerii handlowych.

– Hej – powiedziała siadając przy stoliku.

– Hejka, co tam Anetka?

Chłopak był dziwakiem. Pracował jako programista i całe dnie spędzał w domu, ponieważ swoją pracę wykonywał zdalnie. Od śmieciowego żarcia nabrał nieco okrągłych kształtów i był chorobliwie blady. Jak to określiła ich babcia – blady jak onanista. Zresztą Aneta podejrzewała, że takie postawienie sprawy nie mijałoby się jakoś szczególnie z rzeczywistością.

– Mam problem. Nie pytaj tylko o szczegóły.

Grzesiek zasępił się.

– Już widzę, że będzie ciężko. Problem i nie pytaj o szczegóły… Uwielbiam takie sprawy.

Obok nich, nieoczekiwanie pojawiła się młoda kelnerka w brązowym fartuszku.

– W czymś mogę pomóc?

Aneta aż drgnęła z zaskoczenia.

– Ja poproszę latte na sojowym mleku – powiedziała.

– Dla mnie normalna, duża kawa z mlekiem normalnym i może… – Grzesiek rzucił okiem do menu. – Może kawałek szarlotki z bitą śmietaną.

Kelnerka odeszła. Aneta dla pewności rozejrzała się po sąsiednich stolikach. Umówili się w środku dnia, więc w galerii nie było aż takich tłumów, jak w weekendy.

– Zamordowano faceta, który pracował w naszej firmie – zaczęła. – Sądzę, że mógł z tym mieć coś wspólnego chłopak z food trucka…

Grzesiek nachylił się nad stołem.

– Skąd wiesz?

Aneta westchnęła, po czym opowiedziała kuzynowi wszystko, z najdrobniejszymi szczegółami, nie pomijając swojego udziału. W końcu komuś musiała zaufać. Dźwiganie takiego brzemienia na własnych barkach wykańczało ją powoli. Od tygodnia nie przespała spokojnie nocy.

Grzesiek zasępił się. Miał minę człowieka, który chciałby nie mieć nic wspólnego z całą tą sprawą. Zresztą jego słowa potwierdziły to.

– Słuchaj… znam kogoś – powiedział konspiracyjnym szeptem. – Jest dziennikarzem śledczym. Bardzo uznanym…

– Czy nie lepiej pójść z tym na policję?

– Teraz, kiedy już złożyłaś fałszywe zeznania i zataiłaś swój związek z morderstwem? Nie wydaje mi się, aby to był pomysł trafiony. Poza tym… zaufaj mi. Artur Mogliński to profesjonalista w każdym calu.

Aneta rozłożyła ręce z rezygnacją.

– Dobra… Umów mnie z tym Moglińskim. Skoro to taki profesjonalista, może rzeczywiście będzie wiedział, jak mi pomóc.

– Na bank – odparł Grzesiek i wyjął ze swojego plecaka etui na płyty CD.

– Co to takiego?

– Przezorny zawsze ubezpieczony.

Etui nie zawierało płyt. Wnętrze wypełnione było plastikowymi pudełeczkami z kartami SIM. Wyjął jedną taką kartę, otworzył telefon i dokonał podmiany. Następnie odszukał w kontaktach pozycję opisaną jako „dentysta” i napisał:

– Potrzebuję twojej pomocy. Pilne. Kiedy możemy się spotkać? Thorin Dębowa Tarcza.

Wiadomość została wysłana, a po chwili nadeszła odpowiedź:

– Chyba trochę mnie oszukałeś z tym filmem, co?

Grzesiek przez chwilę zastanawiał się, po czym odpisał:

– Jeśli pomożesz, zwrócę ci część kasy.

Nie minęło dziesięć sekund, gdy telefon zawibrował. Grzesiek odebrał.

– Dasz radę podjechać na Nadodrze w ciągu pół godziny? – spytał Mogliński.

– Tak.

– Na Trzebnickiej jest taki bar… Chętnie zjadłbym obiad.

– W porządku, spotkajmy się tam.

Thorin rozłączył się, pozbierał swoje rzeczy i schował do plecaka.

– Trzeba iść – powiedział.

– Już?

– Mówiłem, że to profesjonalista.

– Zapłacę chociaż – powiedziała Aneta. – W sumie to jestem w pracy.

– Chcesz się spotkać z Moglińskim czy nie?

– Jasne, że chcę…

Zapłacili i wyszli. Szczęśliwie Aneta miała w pobliżu zaparkowany samochód. Grzesiek nie miał prawa jazdy i wszędzie poruszał się komunikacją miejską, jednak dał się przekonać, że autem będzie szybciej. Okazało się, że Aneta jeździ jednym z tych śmiesznych, małych autek miejskich, do których Grzesiek i jego tusza programisty mieścili się z wielkim trudem.

– Tylko załatwmy to szybko – powtarzała ciągle Aneta.

– Spokojnie Anetka. Gość jest naprawdę konkretny. Sam pewnie nie będzie miał dla nas za dużo czasu, bo ciągle rozpracowuje jakieś afery i grubsze tematy.

***

Jak to we Wrocławiu bywa, mieli problem ze znalezieniem miejsca parkingowego. Poza tym, że Aneta ciągle obawiała się, że ktoś w pracy odkryje jej nieobecność, teraz także zaczęła się martwić, że Artur Mogliński znudzi się czekaniem albo po prostu przywita się z nimi i stwierdzi, że musi już lecieć. Kilka razy zetknęła się w życiu z takimi wiecznie zabieganymi ludźmi, dla których praca była pasją. Zwykle nie zatrzymywali się w jednym miejscu na dłużej, niż chwilę, o ile nie było wyraźnej potrzeby.

Zaparkowali w jednej z bocznych uliczek Trzebnickiej i ruszyli w kierunku baru, w którym miał na nich czekać dziennikarz. Szli szybkim krokiem, tak że wkrótce zarówno Aneta, jak i Grzegorz, załapali niezłą zadyszkę. W pewnym momencie zwolnili.

– To on – powiedział programista.

Kilka metrów przed nimi stał człowiek odziany w popielaty prochowiec i kaszkiet. Niecierpliwie przestępował z nogi na nogę, wyraźnie pędzony czasem. Jego rozbiegane, uważne spojrzenie, omiatało okolicę.

– Co tak długo? – zapytał, kiedy dostrzegł Grześka. Po chwili dostrzegł, że Thorin nie jest sam. – O… Dzień dobry.

– To jest Aneta, moja kuzynka – powiedział programista. – Wpadła jak śliwka w kompot.

– Dobra, wejdźmy do środka, bo jest cholernie zimno – odparł Artur. – Nie mam za wiele czasu. Postawicie mi jakiś obiad i opowiecie wszystko przy jedzeniu.

– Widzę, że rozpracowujesz sprawę filmu. – Thorin wskazał widoczny w oddali most.

– Do tego jeszcze wrócimy. – Mogliński skrzywił się.

Weszli do ciepłego wnętrza niewielkiego lokalu i zajęli stolik pod ścianą. Artur od razu zamówił sobie talerz pierogów. O dziwo zapłacił za siebie, ale nawet nie zapytał swoich towarzyszy, czy będą coś zamawiać. Gdy wrócił do stołu, od razu zabrał się za jedzenie.

– No to słucham…

Aneta kolejny raz tego dnia opowiedziała historię z food truckiem i Andrzejem. Artur kiwał tylko głową. Widać było, że całą ta sprawa nie robiła na nim aż takiego wrażenia, jakie mogłoby wywrzeć na zwykłym zjadaczu chleba.

– Z grubsza znam sprawę z gazet – powiedział w końcu. – Dwa morderstwa, odcięte głowy i kołki wbite w pierś. Zabita kobieta i mężczyzna. Jedno ciało znalezione za budynkiem Opery, drugie przy bulwarze Dunikowskiego. W sumie obie lokacje dzieli w linii prostej nieco ponad kilometr. – Zamyślił się przez chwilę. – Gdzie stoi ten food truck?

– Na placu Nowy Targ. Po osiemnastej odjeżdża i wraca rano. Czy to znaczy, że zajmiesz się tą sprawą? – spytała Aneta.

Mogliński wstał od stołu.

– Jestem teraz bardzo zapracowany, ale nie mówię, że nie. Widzę tutaj kilka interesujących wątków – powiedział wycierając usta serwetką. – Naprawdę interesujących. A ty – spojrzał na Grześka – chyba jesteś mi winien jakieś pieniądze, co?

– Jasne, nie ma problemu. – Programista wyjął z plecaka plik banknotów, odliczył dwie stówki i wręczył Arturowi. – Kiedy się odezwiesz?

– Jak tylko coś będę wiedział. Tymczasem postarajcie się zachować pełną dyskrecję. Nie potrzebujemy rozgłosu. Szczególnie w świetle faktów, które tutaj dziś poznałem.

Po tym jak dziennikarz wyszedł, Aneta z Grześkiem odczekali jeszcze chwilkę i zebrali się także. Dziewczyna była mocno wystraszona perspektywą problemów w pracy. Głośno rozważała rozmaite wymówki, a kuzyn uspokajał ją.

– Najwyżej powiesz, że spotkałaś tego gliniarza, co cię przesłuchiwał i rozmawialiście chwilę na ulicy. Masz obowiązek udzielać mu informacji, więc nikt ci nic nie powie.

– Jesteś pewien, że ten Mogliński będzie w stanie jakoś pomóc? Szczerze powiedziawszy wygląda jak menel. Śmierdziało od niego.

Grzesiek roześmiał się

– To kamuflaż. Ktoś, kto robi w jego fachu, nie może wyglądać jak elegancik. Wchodzi w takie miejsca, o których ci się nie śniło. Gdyby nosił garnitur i pachniał jak stokrotki, zaraz ktoś by go pchnął nożem.

– Może masz rację.

– Ja zawsze mam rację – odparł Thorin. – Nie martw się. Mogliński to zawodowiec.

Nie wpychał się już do małego auta. Postanowił wrócić do domu tramwajem. Miał jeszcze sporo kodowania na popołudnie, a wieczór zapowiadał się nader interesująco. W plecaku spoczywały wszystkie części Avengersów na Blu Ray, a na poczcie czekała na niego paczka z sex shopu. Był w niej masturbator w kształcie latarki, imitujący prawdziwą pochwę oraz wiśniowy lubrykant. Nie chcąc tracić cennego czasu pożegnał się i ruszył w swoją stronę.

Aneta wsiadła do samochodu i rozpłakała się. Nigdy jeszcze, w całym swoim życiu, nie wpakowała się w aż tak duże tarapaty. Zawsze była grzeczną dziewczyną z dobrego domu, która miewała tylko „epizody” – jakieś pojedyncze sytuacje z papierosami w podstawówce, piwo przemycone na dyskotekę w liceum czy opuszczanie zajęć na studiach. Choć unikała bycia przesadnie świętoszkowatą, zawsze postrzegała siebie raczej jako osobę dobrą, życzliwą i rozsądną. Miała wielu przyjaciół, angażowała się w fajne inicjatywy i pomagała każdemu, jak potrafiła. A teraz to. Dwa nieszczęścia pod rząd. Najpierw padła ofiarą molestowania seksualnego, a zaraz potem stała się współwinna śmierci człowieka. I choć do tej pory wszystko wskazywało na to, że się jej upiecze, nie mogła zaznać spokoju. Wiedziała, że jeśli nie wyjaśni tej sprawy, oszaleje lub dobrowolnie zgłosi się na policję. Wciąż miała gdzieś kartkę z zapisanym numerem tamtego policjanta… Włożyła rękę do kieszeni płaszczyka. Była tam. Wyjęła z kieszeni i odczytała nazwisko Wiesława Kulickiego. Poniżej był numer telefonu stacjonarnego.

Może warto jednak dać szansę temu Moglińskiemu, pomyślała. Dziwny to był człowiek. Ta abnegacja istotnie mogła wynikać z wykonywanego przez niego zawodu. Jego ubrania wyglądały, jak by kupił je w lumpeksie i nosił bez prania przez wiele tygodni. Jako facet był nawet całkiem przystojny i na swój sposób pociągający, ale jednocześnie jego zachowanie było dziwaczne. Ciągle rozglądał się jak jakiś złodziejaszek, albo jakby spodziewał się, że ktoś go śledzi.

Nagle oprzytomniała, gdy rozległ się dzwonek jej komórki. Spojrzała na wyświetlacz. To był Ryszard – jej szef.

– Halo?

– Gdzie ty do cholery jesteś? Potrzebuję cię zaraz w biurze.

– Będę za piętnaście minut. Wyszłam na lunch i spotkałam inspektora Kulickiego – skłamała gładko. – Chciał mi jeszcze zadać kilka pytań w związku ze śmiercią Andrzeja.

– Kulickiego? – Ryszard stracił rezon. – Dobra, przyjedź, jak tylko będziesz mogła. Ale od razu wstąp do mojego gabinetu. Chciałbym się dowiedzieć, o czym rozmawialiście. Chyba rozumiesz, że ma to ogromne znaczenie dla naszej firmy. Chcemy pomóc w rozwiązaniu tej sprawy.

– Oczywiście – odpowiedziała i poczuła w brzuchu lodowate ukłucie.

– Zdążysz przed siedemnastą?

– Tak…

Ryszard rozłączył się, a po jej policzkach spłynęły łzy.

***

Przed siedemnastą biuro było prawie puste. Pracownicy, którzy jeszcze byli, szykowali się do wyjścia. Ryszard zawsze zostawał dłużej, choć trudno powiedzieć, czy rzeczywiście zajmował się sprawami firmowymi. Aneta już od dłuższego czasu obserwowała tego rodzaju zachowania u ustatkowanych facetów i podejrzewała, że jest to raczej miganie się od rodzinnych obowiązków.

Cicho zapukała do drzwi jego gabinetu.

– Wejść! – zawołał. – A to ty. Wejdź Anetko, siadaj. Napijesz się czegoś?

Dziewczyna znów poczuła zimne ukłucie w brzuchu. Identyczne, jak wcześniej w samochodzie. On wie, pomyślała. Może spotkał się dziś z inspektorem Kulickim, akurat w czasie, kiedy ona przebywała poza siedzibą firmy?

– Dziękuję. Chciałabym wyjść tak szybko, jak tylko będzie to możliwe. Narzeczony czeka na mnie na dole.

Ryszard mruknął cicho. Wyjął spod biurka szklankę i butelkę whisky.

– Pozwolisz w takim razie, że ja się napiję? Ostatnie dni są trudne dla nas wszystkich. – Powoli i starannie odmierzył sobie jedną trzecią szklanki. – Kumplowałem się z Andrzejem, wiesz? Miał bardzo duży wkład w naszą firmę, a jego entuzjazm był zaraźliwy. Ta niespodziewana śmierć była dla nas wszystkich wielkim szokiem.

Upił trochę i westchnął głęboko. Zapadła niezręczna cisza.

– Tak, chyba tak – powiedziała Aneta.

– Miał tylko trzydzieści osiem lat – kontynuował Ryszard. – Ludzie nie powinni odchodzić w tak młodym wieku. Całe życie było przed nim. I powiem ci, że miał na to życie ogromny apetyt. Niesamowita pasja, niesamowite pomysły…

W to akurat Anecie nie trudno było uwierzyć.

– Może wy nie znaliście go prywatnie, ale naprawdę to był człowiek-dusza. I bardzo boli mnie ta sprawa z tymi… hmm… „taśmami”. Nie do końca chce mi się wierzyć, że to wszystko prawda.

– No cóż, ja nie wiem…

– Podobno kilka dziewcząt w firmie brało udział w tych nagraniach. Magda i Agnieszka z księgowości. Obie złożyły już wypowiedzenie. Justyna ze sprzedaży i jeszcze ta taka drobna blondyneczka… Nawet nie pamiętam, jak się nazywała, bo pracowała u nas krótko.

– Naprawdę trudno mi…

– Czy Andrzej mówił ci coś o tych nagraniach? – Ryszard rozparł się na biurku. Najwyraźniej zamierzał przejść do właściwej części przesłuchania. – Rozmawiałem z Kulickim i wiem, że oprócz tamtych czterech dziewczyn, nikt nie wiedział nic o taśmach. Przynajmniej oficjalnie. Ale może jednak ktoś wiedział coś więcej? Może ktoś coś mówił? Krążyły jakieś plotki? Coś obiło ci się o uszy?

Aneta poczuła, że jej dłonie zaczynają się pocić, a skóra na twarzy robi się gorąca. Bała się, że pokryje się purpurą, co mogłoby ją zdradzić.

– Nie. Nie utrzymywałam jakiś szczególnych relacji z Andrzejem…

– Naprawdę? – Ryszard wypił swoją whisky do dna i nalał sobie kolejną. – Wydawać by się mogło, że to był taki kumpel wszystkich.

– Nie mój. Znaczy się, nie utrzymywałam z nim bliższej znajomości.

– No cóż… W takim razie chyba to wszystko, co chciałem wiedzieć. – Wstał i podszedł do okna. – Aha… Ta dzisiejsza rozmowa z Kulickim? O co chodziło?

Jej dłonie kurczowo zacisnęły się na poręczach krzesła.

– Pytał mnie o te cztery dziewczyny, które pojawiły się w filmach – skłamała. – Ale nie mogłam mu zbyt wiele powiedzieć, bo z nimi też się nie przyjaźniłam.

Ta wiadomość chyba uspokoiła Ryszarda, bo wypił kolejną szklankę alkoholu i schował butelkę do biurka.

– Cóż… Nie będę cię zatrzymywał, skoro narzeczony czeka. Mówi się, że jak kocha, to poczeka. Ale nie można człowiekowi kazać czekać w nieskończoność, prawda? W końcu sobie pójdzie – zaśmiał się. – To tylko człowiek. Poczekaj sekundkę na mnie. Zejdźmy razem.

– Ale…

– Skoro we Wrocławiu mordują, nie puszczę cię samej na klatkę schodową.

– Naprawdę…

– Nie każ mi nalegać.

Ryszard założył płaszcz, pogasił światła i zamknął swój gabinet na klucz. Następnie opuścili biuro i w niezręcznej ciszy zeszli na dół. Kiedy wyszli przed budynek, oczywiście nikogo tam nie było.

– Wygląda na to, że jednak sobie poszedł – powiedział Ryszard.

Jej serce waliło jak oszalałe. Zaczynała spodziewać się najgorszego. I nagle zdarzyło się coś zupełnie nieoczekiwanego.

– Już jestem. Przepraszam, że musiałaś na mnie czekać.

Aneta odwróciła się i ujrzała chłopaka z czosnkowego food tracka. Podszedł do niej, objął ramieniem i pocałował.

– Dzień dobry panu, nazywam się Patryk Garlikowski. – Wyciągnął rękę w kierunku Ryszarda, a ten uścisnął ją. – Wiele o panu słyszałem. Miło mi w końcu poznać.

– Mnie również bardzo miło. No… To lećcie – odparł nieco speszony kierownik. – Nie będę was już zatrzymywał. Pewnie macie jakieś swoje plany…

– Dobranoc – rzucił na pożegnanie Patryk i odciągnął Anetę w stronę swojego food trucka.

fot. Tama66, pixabay.com, CC0

9 Udostępnień

Comments

comments