Rozdział IX.

Mogliński kolejny dzień z rzędu kręcił się wzdłuż ulicy Trzebnickiej i mostów, w poszukiwaniu jakiegokolwiek śladu istoty utrwalonej na filmie. Sypiał w swoim domu, jadał w barach mlecznych za pieniądze pożyczone od Neo, a później również za te odzyskane od Thorina. Właściwie było mu całkiem dobrze. Tyle tylko, że śledztwo utknęło w miejscu.

Zastanawiał się, czy możliwe było, aby istniał jakiś związek pomiędzy Jasiem Piłką, a kosmitą z Nadodrza. I jak dotąd, jedynym elementem łączącym oba te przypaki była woda. Pierwsza ofiara została znaleziona niedaleko fosy, druga nad Odrą, na bulwarze Dunikowskiego. Dodatkowo drugi zamordowany miał związek z tą ładną dziewczyną, którą przyprowadził Thorin. Bardzo przypadła ona Moglińskiemu do gustu, i choć był profesjonalistą i starał się nie mieszać pracy z przyjemnościami, włożył dużo wysiłku, by przed Anetą wypaść jak najlepiej.

Ze śmiercią Andrzeja Zawadzkiego powiązany był także właściciel food trucka, który parkował przy placu Nowy Targ. Facet sprzedawał kanapki z czosnkiem, co było dość osobliwą i raczej mało popularną propozycją kulinarną. Czosnek Arturowi kojarzył się przede wszystkim ze środkiem odstraszającym wampiry. Jasio Piłka mordował ludzi tak, jakby to były wampiry – wbijał im kołek w serce i odcinał głowę. Znaczyłoby to, że Andrzej Zawadzki był wampirem, którego gość z food trucka namierzył i zlikwidował. Ta koncepcja wydawała się Arturowi bardzo przekonująca.

Postanowił tego dnia przełamać rutynę i udać się na plac Nowy Targ, aby przyjrzeć się człowiekowi od kanapek z czosnkiem i zadać mu parę pytań.
A przy okazji może i spotkać Anetę.

***

Food truck stał tam, gdzie miał stać. Artur podszedł i rzucił okiem na menu. To, co od razu rzuciło mu się w oczy, to kosmiczne ceny kanapek. Za zwykłą bułkę z masłem i czosnkiem facet wołał sobie siedem pięćdziesiąt. Zupełnie, jakby sam piekł te bułki i zamiast wody lał dwunastoletnią whisky, pomyślał Mogliński.

– Dzień dobry – powiedział sprzedawca. – W czym mogę pomóc?

Dziennikarz speszył się, ale postanowił wykorzystać nawiązany już kontakt.

– Chciałbym panu zadać bardzo nietypowe pytanie – zaczął niepewnie. – Skąd pomysł, aby sprzedawać kanapki z czosnkiem?

Mężczyzna roześmiał się, ukazując rząd białych zębów.

– To bardzo typowe pytanie. Połowa klientów o to pyta.

– A druga połowa?

– Wstydzi się przyznać, że czegoś nie rozumie. Nazywam się Garlikowski. Wszyscy zawsze mówili na mnie Garlik, a to po angielsku znaczy czosnek. Czosnek jest naturalnym antybiotykiem. Spożywany profilaktycznie zwiększa odporność i pozwala pokonać infekcje na bardzo wczesnym etapie. Taki po prostu miałem pomysł na biznes… Bardzo niszowy biznes. Może nie najlepszy, ale…

– A jak to się ma do wampirów? – wypalił nagle Mogliński.

Na twarzy sprzedawcy pojawił się jakiś dziwny grymas.

– Wampirów?

– Wampiry nie znoszą czosnku. Używa się go jako środka odstraszającego.

– Chyba nie wierzy pan w wampiry? – Garlikowski zainteresował się nagle swoim blatem i zaczął go czyścić. – Wampiry to istoty fantastyczne, których źródeł należałoby się doszukiwać w dawnych, ludowych wierzeniach…

A więc wykształciuch, pomyślał Artur. Znał takich jak ten. Mieli w domu mnóstwo książek i słuchali muzyki z czarnych płyt. Większość z nich sprawiała wrażenie spokojnych ludzi, ale przy dłuższym obcowaniu, prawie zawsze okazywało się, że skrycie marzą o tym, by kogoś zamordować lub chociaż zgwałcić.

– Czy słyszał pan o Jasiu Piłce? – Artur postanowił zagrać va banque.

– Tym mordercy? Pisali o tym w dzisiejszych gazetach. Są już trzy ofiary.

– Chyba dwie…

– Trzy. Dwa dni temu znaleziono młodą dziewczynę w lesie Pilczyckim. Chwileczkę – Garlikowski zniknął pod ladą, a po chwili wynurzył się z gazetą.

– Proszę. Może pan wziąć. Tu wszystko jest napisane.

Mogliński spojrzał na temat okładkowy. Wielki napis głosił, że policja potwierdza istnienie seryjnego mordercy. Otworzył na stronie, na której znajdowała się kontynuacja tekstu. Przeskanował pobieżnie artykuł i zatrzymał się przy cytowanych wypowiedziach. Psycholog Antoni Radziejewski powiedział, że bardzo trudno utworzyć profil Jasia Piłki, ponieważ w doborze ofiar nie pojawiła się żadna prawidłowość. Były dwie kobiety, jedna młoda, druga w średnim wieku. Trzecią ofiarą był mężczyzna.

Niżej pojawił się cytat z prokuratora Karola Płotki.

– Na ciałach ofiar nie znaleziono śladów nasienia, ale podejrzewamy, że mógł istnieć jakiś motyw seksualny. Sprawca mógł na przykład onanizować się w pewnej odległości od ciała…

Artur zastanowił się chwilę nad słowami Płotki. Policja musiała wiedzieć znacznie więcej, niż podawano w oficjalnych komunikatach.
Przez chwilkę rozważał, czy nie złożyć wizyty Bożenie Kalickiej. Jako rzeczniczka prasowa, musiała posiadać więcej informacji, by wiedzieć, jakich pytań spodziewać się od dziennikarzy. Wierzył, że byłby w stanie wyciągnąć od niej więcej, niż przeciętny pismak z gazety, bo miał na nią skuteczne haki, a ona miała do niego słabość.

Szybko postanowił, że daruje sobie czatowanie na Anetę w bramie i uda się na komendę. Po drodze zadzwonił jeszcze do Neo, aby dowiedzieć się, jakie postępy poczynił w ciągu tych kilku dni.

– Siema Palacz, co tam? – odezwał się Damian.

– O to samo chciałem cię zapytać. Nad Odrą nie natknąłem się na żadne ślady humanoida ani tego Waldka Królika. Za to mam nowy trop, który może być interesujący. Słyszałeś o Jasiu Piłce?

– A kto nie słyszał? – żachnął się Neo. – Całe miasto tym żyje. Są trzy ofiary. Media dostały biegunki. Słyszałem też, że w mieście panuje panika. Ludzie boją wychodzić się z domów. Przez to też starzy siedzą mi na głowie. Zaraz oszaleję.

Mogliński wskoczył z telefonem do tramwaju i nie kasując biletu rozsiadł się wygodnie.

– Słuchaj Neo, pogoogluj mi nazwisko Garlikowski. Ma food trucka, w którym sprzedaje kanapki z czosnkiem.

– Z czosnkiem? Jak na wampiry?

– Miałem dokładnie to samo skojarzenie. W dodatku wiem, że jest zamieszany w tę całą sprawę.

– Cholera Palacz. Co jest grane? – Damian ściszył głos, jakby obok pojawił się ktoś z rodziców. – Zaczęliśmy od dziwacznego filmiku, a teraz ładujemy się w największą aferę kryminalną we Wrocławiu, od dwudziestu lat.

– No stary, nikt ci nie obiecywał, że zabawy z Palaczem to będzie bieganie po podwórkach i fotografowanie źle zaparkowanych samochodów. Ze mną jest ostra gra, bo tylko taka ma sens. I jeśli ci to nie odpowiada…

– Nie no, spoko, nic nie mówię. – Neo speszył się nieco.

– Jadę teraz na komendę pogadać z Kalicką.

– Z rzeczniczką policji?

– Tak, czy jest coś, co chciałbyś wiedzieć, a co ja mógłbym wyciągnąć od niej?

Damian milczał przez chwilę.

– Nie, chyba nie. Ja tkwię nadal na katalogowaniu chorób…

– Może daj sobie już z tym siana i poszukaj Garlikowskiego. Mam wrażenie, że film od Thorina to ślepy trop. Może rzeczywiście to jakiś wybryk natury. A jeśli tak, to w sumie i tak niczego to nie wnosi do sprawy.

– Jasne, w porządku. Cześć.

Neo rozłączył się, a Mogliński zaczął rozmyślać nad tym, jak Aneta wygląda nago.

***

Wszedł jak zawsze, bez pukania. Kalicka siedziała przy swoim biurku i klepała coś na maszynie do pisania. Obok niej stał komputer z lat dziewięćdziesiątych i samo to wystarczyło Arturowi, by domyślić się, że nie działa on co najmniej od dekady.

– Arturze? – Rzeczniczka nie kryła zdziwienia.

– Mam do ciebie kilka pytań Bożena – rozsiadł się w skórzanym fotelu, jedynym luksusowym meblu w jej gabinecie, który zresztą prawdopodobnie był własnością prywatną. – Oboje wiemy, że wiecie więcej, niż mówicie dziennikarzom.

Kobieta przyglądała mu się mrużąc oczy, by wyglądać bardziej przenikliwie. Jednak tylko rozbawiła Artura, bo wyglądała raczej, jakby miała problemy ze wzrokiem.

– W porządku – odparła. – Wiemy. Ale już ci zapłaciłam za to, żebyś się tym nie interesował.

– Nie. Zapłaciłaś mi, żebym nie klepał jęzorem. I żadna publikacja podpisana moim nazwiskiem nie ukazała się. Jestem dosyć mocno zaangażowany w sprawę i nie chodzi mi o pieniądze i rozgłos, a o rozwiązanie sprawy. Sądzę, że powinniśmy połączyć siły i wymienić się informacjami. Dla lepszego efektu.

Kalicka wyjęła butelkę wódki i polała. Była to nowa butelka, bo dopiero ją rozpieczętowała. Artur zastanawiał się, ile flaszek poszło od czasu jego ostatniej wizyty. Podszedł do jej biurka i poczęstował się mentolem bez pytania.

– Masz rację – powiedziała. – Chociaż trudno mi wierzyć w twoje dobre intencje. Nie raz zaszkodziłeś policji, publikując obrzydliwe paszkwile na swoim blogu.

– Słowo harcerza, że tym razem nic nie pójdzie na bloga – odparł, odpalając sobie papierosa i wypijając kieliszek wódki. – Zależy mi wyłącznie na znalezieniu tego degenerata.

– No dobra – odrzekła z rezygnacją. – Kulicki gadał z wampirami. To żaden z nich.

– To oczywiste – odparł Artur.

Kobieta uniosła brwi.

– Oczywiste? Widzę, że jesteś co najmniej o krok przed nami.

– To raczej wy jesteście zapóźnieni. Wiecie o facecie z food trucka?

– O kim?

– Nazywa się Garlikowski. Mam podejrzenie, że to on mógł zamordować Andrzeja Zawadzkiego. Powiedziała mi o tym Aneta… Aneta… Cholera, nie znam jej nazwiska.

Wyjął telefon i zaczął pisać SMS do Thorina, ale szybko zreflektował się, że dysponuje co najmniej dwudziestoma, różnymi numerami informatora.

– Jasny gwint…

– No dobra. – Kalicka polała drugą kolejkę. – Anetę jakąśtam podrzucisz nam później. A Garlikowskiego sprawdzimy. Co jeszcze masz?

Artur myślał. Jadąc tutaj, miał długą listę pytań oraz kwestii, które chciał poruszyć. Teraz nagle wszystko wyleciało mu z głowy.

– Mamy jeszcze film o kosmicie nad Odrą.

– To chyba inna sprawa?

– Możliwe. Chociaż wszystkie morderstwa zostały popełnione nad wodą… Opera, bulwar Dunikowskiego, las Pilczycki.

– Sądzę, że kosmitów zostawimy tym z Archiwum X – Wypiła i nalała sobie jeszcze. – Zmarnowałam swoje życie… Co ja do cholery robię?

Moglińskiemu zdawało się, że się przesłyszał, więc zignorował ostatnie zdanie. Wstał i podszedł do okna. Na dole stali Kulicki i Płotka. Przypomniała mu się wypowiedź zacytowana w gazecie.

– Płotka mówił, że to może być zboczeniec.

– Co? A tak… Mogę odpowiadać tylko za słowa pracowników komendy wojewódzkiej. Płotka podlega pod prokuraturę i nie mam zamiaru tłumaczyć się z jego słów. Jeżeli pytasz mnie o prywatną opinię, to oczywiście nie zgadzam się ze słowami Płotki. Zboczeniec nie zadawałby sobie tle trudu, żeby udawać wampira. Nie robiłby dziur w szyi i nie spuszczał z ofiar krwi…

Artur zastygł w miejscu jak surykatka, gdy nagle dotarły do niego słowa, które powiedziała Kalicka o tym, że ofiary mają ślady ugryzień wampira.
Popielniczka była przepełniona, więc zgasił papierosa o podłogę, a niedopałek schował do kieszeni. Dopił ostatni kieliszek wódki, podziękował i wyszedł, w dalszym ciągu będąc w szoku.

A więc nie ma żadnego Jasia Piłki, pomyślał. Trzy ofiary zagryzione przez wampira. Dlatego odcinają im głowy i wbijają kołki w serce. Ale nie robi tego sprawca tylko policja. Usiłował przypomnieć sobie wszystkie słowa wypowiedziane przez Kalicką. Szczególnie o tym, że Kulicki gadał z wampirami. Jak to było? Kulicki gadał z wampirami, ale to żaden z nich.

O ile przed wizytą na komendzie śledztwo stało w miejscu, o tyle teraz ruszyło z kopyta. Wybiegł z komendy i ruszył w kierunku przystanku tramwajowego…

Chcesz mieć informację o kolejnych rozdziałach? Polub na FB

Jeśli ci się podobało - udostępnij!