Podziemny Wrocław

Kto wysysa krew w Breslau? Paranormalny kryminał hardboiled weird noir online

Podziemny Wrocław - Rozdział III.

Rozdział III.

Tuż przy placu Nowy Targ stanął pewnego dnia nowy food truck. Jego właściciel nie miał zbyt wielu klientów, więc chodził po firmach i instytucjach państwowych z koszem towaru na sprzedaż. Z kilku miejsc wyrzucono go niemal siłą. W innych wzbudził pewne umiarkowane zainteresowanie, jednak do ciężarówki wrócił z prawie pełnym koszem.

Niewielu ludzi chciało kupować kanapki z czosnkiem.

– Popatrz na niego – powiedział Andrzej z księgowości – Co za fujara.

Aneta wzięła swoje latte spod ekspresu i zbliżyła się do okna.

– Kto to?

– Facet sprzedaje kanapki z czosnkiem. Chyba ktoś mu w dzieciństwie przyłoił cegłówką w dekiel albo coś… Kto kupuje kanapki z czosnkiem?

Dziewczyna wzruszyła ramionami.

– Jak bierzecie kebaba, to zawsze z sosem czosnkowym.

– No tak, ale to co innego. Kebab to mięso, posiłek białego człowieka. A kanapki z czosnkiem? Proszę cię. To jakiś hipsterski wynalazek dla gejów chyba. To niesmaczne, cuchnące i w ogóle w złym guście.

– Nie wiem Andrzej. Wasze kebaby też są niesmaczne, cuchnące i w złym guście.

Upiła kilka łyków kawy i opuściła socjal, by nie ciągnąć dalej tej rozmowy. Starała się przy tym nie zwracać uwagi na spojrzenie, jakim odprowadzał ją księgowy. Zupełnie, jakby oceniał półtuszę w mięsnym.

Zanim zdążyła zasiąść przy komputerze, by zabrać się za nadrabianie zaległości z dnia poprzedniego, zadzwonił telefon.

– Słuchaj… tak sobie pomyślałem – usłyszała w słuchawce głos tego księgowego, Andrzeja. – A może wyskoczylibyśmy gdzieś razem, co? Niedaleko mnie otworzyli niezłą pizzerię.

Chciała odmówić, ale trochę się bała, bo Andrzej cieszył się wyjątkowymi względami kierownictwa. Był też cholernie mściwym i małostkowym człowiekiem. Obrażał się z byle powodu, a później dąsał tygodniami, nie marnując najmniejszej nawet okazji na podłożenie komuś świni. Podobno zdarzyło się już, że jakaś dziewczyna straciła przez niego pracę.

– Słuchaj – zaczęła niepewnie. – Jestem ostatnio dość mocno zajęta…

– Nie mówię, że dzisiaj, ale może jutro? Albo pojutrze?

Przez chwilę gorączkowo zastanawiała się, co powiedzieć. W końcu doznała olśnienia.

– Zajęta w sensie… no wiesz… damsko-męskim. Mam chłopaka. Właściwie narzeczonego. Planujemy ślub i robimy właśnie rozeznanie w salach, kateringach i orkiestrach…

To powinno go przystopować, pomyślała. Choć od razu także wystraszyła się, że mogło to zabrzmieć niezbyt wiarygodnie. Zwykle, gdy ktoś planuje ślub, całe biuro o tym wie. Dziewczyny nieustannie gadają o tym w kuchni i wszyscy znają najdrobniejsze detale – kto w jakiej sukni, jaki didżej, jakie kwiaty w kościele.

– Ach, rozumiem – powiedział po krótkiej chwili milczenia. – Chociaż w sumie to żaden problem, bo chodzi o sprawę zawodową – dodał po chwili. – Chciałbym z tobą pomówić o kilku fakturach.

– Nie możemy tego załatwić w godzinach pracy? W biurze?

– Moglibyśmy, ale sprawa jest dosyć nietypowa. Podejrzewam, że możesz mieć kłopoty. Chciałbym to najpierw omówić z tobą, zanim będę musiał pójść z tym do Ryśka.

Rysiek, a właściwie pan Ryszard, był ich szefem i powołanie się na taki argument, oznaczało skrajną desperację.

– Może wyjdziemy pogadać na papierosa? – zaproponował.

– Nie palę.

– To na kanapkę.

Wahała się przez chwilę, jednak ostatecznie uzmysłowiła sobie, że i tak nie ma zbyt dużego wyboru. Andrzej mógł blefować, choć równie dobrze rzeczywiście mogła popełnić jakiś błąd. Prędzej skłonna była uwierzyć w to pierwsze, jednak nie chciała ryzykować.

– Dobra. Spotkajmy się piętnaście minut przy tym nowym food trucku.

– Tym z czosnkiem?

– Tak.

– W porządku. Cieszę się, że chcesz współpracować. To dobry znak. Może to tylko nieumyślny błąd i nie będzie żadnego problemu. Do zobaczenia.

Odłożyła słuchawkę. Nie czekała długo. Zostawiła kawę na biurku, wylogowała się z komputera, żeby nikt nie napisał z jej maila, że przyniesie ciasto, i ruszyła w stronę wieszaka, na którym wisiało jej palto. Wyszła nie mówiąc nic koleżankom, choć dobrze wiedziała, że mogło to być przyczynkiem do złośliwych komentarzy czy nawet plotek. Zwłaszcza, jeśli ktoś zobaczyłby ją rozmawiającą z Andrzejem, poza siedzibą firmy. No, ale chciała to mieć jak najszybciej za sobą.

***

Księgowy czekał na miejscu. Wykłócał się o coś z chłopakiem sprzedającym kanapki z czosnkiem. Aneta nie chciała się w to angażować, ale mimo to postanowiła kupić jedną z tych kanapek, by zrobić Andrzejowi na złość.

– Poproszę jedną z czosnkiem – powiedziała.

– Kanapka z czosnkiem raz. – Chłopak lekko się spłoszył.

Miał kosz kanapek, z którymi chodził rano po firmach, lecz dla niej przygotował specjalnie świeżą. Przekroił chrupiącą ciabattę na pół, posmarował masłem, a następnie obficie posypał drobno posiekanym czosnkiem. Całość posolił dla smaku, zamknął i zawinął w biały papier.

– Proszę bardzo, siedem pięćdziesiąt.

– Dziękuję. – Położyła wyliczone pieniądze na talerzyku i wzięła kanapkę.

– Serio? – Andrzej nie krył zbulwersowania. – Kupiłaś kanapkę z czosnkiem za siedem pięćdziesiąt? Skąd taka cena? Pieczesz te buły sam i dodajesz do ciasta dwunastoletniej whisky zamiast wody?

Chłopak próbował coś powiedzieć, ale Andrzej objął ją ręką i odciągnął od ciężarówki.

– Słuchaj Anetka, nie chciałem tak przy wszystkich, żebyś nie miała problemu. Podeślę ci później mailem te problematyczne faktury. Opiszesz mi je, żebym wiedział, co i jak. Sądzę, że nie będzie problemów. Chciałbym tylko, żebyś dała mi szansę. Ta pizza jest naprawdę dobra.

– Mówiłam, że mam narzeczonego – odparła.

– Ale mi to nie przeszkadza. – Uśmiechnął się szeroko. – Chodzi mi tylko o małe tête-à-tête, może z jakimś szczęśliwym finałem u mnie. Nikt nie mówi, że chcę się od razu żenić.

– Chyba nie mówisz poważnie? – zatrzymała się nagle. – Uważam, że ta propozycja jest co najmniej nie na miejscu. Będę musiała porozmawiać o tym z Ryszardem.

– Z Rysiem? A o czym ty chcesz porozmawiać z Rysiem? – Andrzej roześmiał się głośno. – Zaraz wyjmę komórkę i zadzwonię do niego. Powiem, że wyprowadzasz kasę z firmy.

– Nie uwierzy ci!

– Posłuchaj mała – złapał ją za ramiona. – Z Rysiem, to my wydźgamy cię na dwa bagnety, i jeszcze to sobie wszystko ślicznie nagramy na video. A jak odmówisz, to tak cię załatwimy, że wylądujesz w pierdlu, kapujesz?

Wyrwała mu się i odbiegła. Łzy same pociekły po policzkach. Chciała pójść na policję, ale nie wiedziała, jak daleko sięgają macki tych dwóch. Zadawała sobie pytanie, ile w tym wszystkim mogło być prawdy, a ile blefu. W końcu zorientowała się, że księgowy nawet jej nie gonił. Przysiadła więc na ławce i zaczęła jeść bułkę. Czosnek był ostry. Parzył dziąsła, język i gardło. Nim zreflektowała się, co robi, było już za późno.

Podszedł do niej chłopak z food trucka.

– Widziałem pani kłótnię z tym gburem – powiedział.

Aneta lekko się speszyła. Dopiero teraz zdała sobie sprawę z tego, że musieli odstawić niezłą scenę na środku placu pełnego ludzi. Krew w jej żyłach ścięła się, gdy pomyślała, że w tłumie mogli znaleźć się jacyś koledzy lub koleżanki z pracy. Gdyby to się rozeszło… W firmie byłaby skończona społecznie. Zarzucono by jej zdobywanie kariery przez łóżko, choć pewnie na awans i tak nie miała co liczyć.

– To nic takiego – powiedziała w końcu. – Zwyczajna kłótnia.

– Nie wyglądała zwyczajnie – odparł i wyjął papierosy. – Mogę pomóc.

– W jaki sposób?

Zaciekawiła ją ta niespodziewana propozycja, choć wątpiła, by chłopak z food trucka rzeczywiście mógł jej pomóc wybrnąć z takiej sytuacji. Po prostu była ciekawa, co zaproponuje. Obije Andrzejowi gębę w ciemnym zaułku? A może jest hakerem i włamie się na jego komputer?

– Mam swoje sposoby – odparł. – Oczywiście bez zbędnych pytań i wyjaśnień. Widziałem, co to za gatunek.

– I co byś chciał w zamian?

Bawiła ją jego pewność siebie. Wcześniej sprawiał wrażenie zahukanego, szczególnie w obecności Andrzeja. Teraz nagle taka odmiana. Grał przed nią. Zgrywał twardziela i pewnie też miał w tym swój ukryty, ale dla niej oczywisty cel. Mimo to chciała usłyszeć, co miał do powiedzenia.

– Nic – powiedział po chwili. – Umówmy się, że jeżeli jutro o dziesiątej przyjdziesz i kupisz ode mnie kanapkę, problem z tym człowiekiem rozwiąże się sam. I ani ty, ani ja nie będziemy mieli z tym nic wspólnego, bez względu na to, kto będzie pytał.

– Ach tak?

– Dokładnie tak.

Wstała, zawinęła niezjedzoną połówkę bułki w papier i ruszyła w stronę gmachu swojej firmy.

– W porządku. Jeśli się zdecyduję, jutro o dziesiątej – zawołała jeszcze.

Chłopak pomachał jej i ruszył w stronę swojej ciężarówki.

***

Andrzeja znaleziono z odciętą głową i wbitym w pierś drewnianym kołkiem. W firmie aż wrzało od plotek. Ktoś mówił, że to mafijne porachunki, i że księgowy robił jakieś lewe interesy na boku. Podobno w jego mieszkaniu znaleziono pokaźną kolekcję amatorskiej pornografii. Na taśmach mieli pojawiać się ludzie pracujący w firmie. Kilka dziewczyn nagle poczuło się gorzej i jeszcze tego samego dnia, niespodziewanie poszły na chorobowe. Atmosfera była naprawdę okropna, szczególnie dla Anety.

Dwa dni wcześniej rzeczywiście poszła do food trucka o umówionej godzinie i kupiła kanapkę. Zrobiła to z wściekłości, i żeby znów spotkać się z chłopakiem od kanapek. Tego dnia Andrzej nagabywał ją rano w socjalu. Niby nie mówił nic konkretnego, ale kilka razy puścił do niej oczko, a raz pokazał nieprzyzwoity gest, jakby wkładał sobie coś do ust. Chłopak od kanapek nie powiedział nic. Po prostu znów przygotował dla niej bułkę z czosnkiem, identyczną jak dzień wcześniej. Ona niczego nie mówiła, ani niczego nie podpisywała. On także nie odezwał się ani słowem, poza standardowymi zwrotami grzecznościowymi. Nawet nie dał po sobie znać, że na cokolwiek się umawiali.

Mniej więcej koło południa zjawił się Ryszard z grobową miną i zwołał wszystkich w open space.

– Mam dla was bardzo przykrą informację – powiedział. – Nasz kolega Andrzej Zawadzki w dniu wczorajszym został brutalnie zamordowany. Spędziłem dziś kilka godzin na posterunku policji, gdzie zostałem przesłuchany w charakterze świadka. Prawdopodobnie czeka to również niektórych z was, dlatego w imieniu rodziny Andrzeja, kierownictwa firmy oraz policji, proszę was o pełną współpracę. Wszystkim nam zależy na tym, aby jak najdokładniej wyjaśnić sprawę śmierci Andrzeja, szczególnie, że w śledztwie pojawia się także wątek związany z naszą firmą. – W tym miejscu na jego czole pojawiły się krople potu. Zrobił krótką pauzę na kilka łyków ekskluzywnej wody mineralnej. – Z pewnością słyszeliście już o tzw. „Taśmach Zawadzkiego”. Mamy nadzieje, że również i ten wątek zostanie w pełni wyjaśniony. Dla dobra nas wszystkich. Nie wiadomo, czy istniało jakieś powiązanie pomiędzy tymi taśmami, a samym zabójstwem Andrzeja.

Aneta poczuła, jak nogi jej miękną. Usiadła na najbliższym krześle, a ktoś po chwili przyniósł jej plastikowy kubek z zimną wodą z dystrybutora. Wzięła kilka łyków i odstawiła kubek na czyjeś biurko. Wiedziała, że musi się pozbierać, bo ktoś mógłby pomyśleć, że to właśnie ona figurowała na „Taśmach Zawadzkiego”. Pomyślała także, że ich rozmowa sprzed trzech dni na placu przed siedzibą firmy mogła zostać przez kogoś zauważona. Poczuła na plecach zimny pot. Wstała i poszła do toalety, gdzie z biegu wpadła do kabiny i zwymiotowała.

– To ty Marta? – zapytał ktoś w kabinie obok. Prawdopodobnie Magda z księgowości. – Ja pierdolę… Ale zadyma. Widać nas na tych filmach. Na pewno będziemy podejrzane.

Aneta otarła usta papierem toaletowym i wybiegła z łazienki. Wyszła na zewnątrz i ruszyła w stronę food trucka. Z oddali widziała, że chłopak obserwuje ją. Gdy w końcu dotarła do żółtej burty pojazdu, zapytał z przyjacielskim uśmiechem:

– W czym mogę pomóc?

– Ty to zrobiłeś? – zapytała szeptem.

– Co ja zrobiłem?

– Dobrze wiesz.

– Przykro mi, ale chyba nie. – Chłopak uśmiechnął się. – Chyba, że pyta pani o kanapki. Jeśli tak, to rzeczywiście przygotowuję je osobiście.

Opadła na betonowe płyty i zaczęła płakać.

***

Pokój, w którym prowadzono przesłuchanie nie wyglądał jak na filmach. Nie było dużego lustra. Zamiast niego, na ścianie znajdowało się zupełnie zwyczajne okno, o które bębnił deszcz. Nad Polskę nadpłynął niż, który zmienił cały śnieg w brudne, paskudne błoto. Wszyscy z firmy chodzili na przesłuchania zakatarzeni. Aneta także była zakatarzona, a dodatkowo miała zachrypnięty głos, co akurat w tej chwili zdawało się jej być okolicznością sprzyjającą. Kłopoty z drogami oddechowymi pomagały jej maskować chwile zawahania i niepewności.

Policjant, z którym rozmawiała, był podstarzały, siwy i miał sporą nadwagę. Cuchnęło od niego wódą i papierosami. Był nieprzyjemny i przez cały czas odnosiła wrażenie, że wie o wszystkim.

– W dniu, w którym Zawadzki został zamordowany, co pani robiła? – zapytał trochę nieskładnie.

Aneta usiłowała sobie przypomnieć. Niestety stres wyczyścił jej pamięć dokumentnie. Pamiętała tylko to, czego nie chciała powiedzieć, czyli że zleciła zabójstwo Andrzeja.

– To była bodajże środa – zaczęła. – Taki raczej zwyczajny dzień. Nic szczególnego się nie wydarzyło. Byłam w pracy do siedemnastej. Później wróciłam do domu, po drodze zrobiłam jeszcze małe zakupy…

– Gdzie?

– W supermarkecie, niedaleko mojego domu. Mam paragon w portfelu, mogę pokazać. Zbieram wszystkie paragony, bo uczestniczę w loterii paragonowej…

– Czy w tym dniu miała pani kontakty z Zawadzkim?

– Żadnych bliskich kontaktów nie! To znaczy… Pracowaliśmy w jednej firmie, więc widywałam go codziennie, przynajmniej po kilka razy, głównie na holu i w socjalu…

– Co proszę?

– W kuchni.

– Ach tak, proszę kontynuować.

Ktoś zapukał do drzwi. Starszy policjant powiedział, żeby wejść i pojawiła się kobieta z dwiema szklankami herbaty.

– Napije się pani – bardziej stwierdził, niż zapytał. – Dziękuję ci Zosiu.

– Proszę Wiesiu. Jak byś czegoś jeszcze potrzebował…

– Jasne, oczywiście.

Policjant przysunął jedną szklankę do Anety.

– Widywaliście się w kuchni. Czy kiedykolwiek wspominał, że ktoś mu groził? Albo może mówił coś o swoim hobby?

– Hobby? – zapytała Aneta.

– Videofilmowanie.

Dziewczyna przełknęła ślinę. Szybko skosztowała herbaty. Była bardzo mocna, niezbyt smaczna i przeraźliwie słodka. Skrzywiła się.

– Nie, w firmie nikt nie wiedział o videofilmowaniu…

– Oprócz kilku dziewczyn, które brały w tym udział – powiedział policjant.

– No tak, tak – poprawiła się – ale ja nic o tym nie wiedziałam. Mnie na tych nagraniach nie ma. Nigdy nie mówił o tym, żeby ktokolwiek mu groził. W ogóle miałam z nimi niewiele styczności, bo pracowaliśmy w innych działach.

– No dobrze… – Policjant łyknął herbaty i westchnął głośno. – Rozumiem, że nigdy nie słyszała pani, żeby w firmie ktoś mówił o możliwości… dorobienia sobie w szołbiznesie? Czy o czymś w tym rodzaju?

– Nigdy. Zresztą mnie w ogóle takie sprawy nie interesują – powiedziała szybko. – Moje zarobki są wystarczające.

Policjant rozkaszlał się mocno, po czym wyjął paczkę papierosów.

– Czy będzie miała pani coś przeciwko, żebym sobie zapalił?

– W zasadzie sama nie palę, ale… Skoro tu wolno.

– Wolno.

Mężczyzna zapalił. Papieros śmierdział wyjątkowo. Były to chyba jakieś najtańsze papierosy na rynku. Aneta pomyślała, że to w sumie dość oczywiste, bo gliniarze pewnie nie zarabiali zbyt dużo. A ten wyglądał szczególnie ubogo. Strasznie był zaniedbany. Na kołnierzu koszuli dostrzegła tłustą plamę w miejscu, w którym na pewno nie powinno jej być. Przez chwilę zastanawiała się, jak on to zrobił. Z rozmyślań wyrwały ją kolejne słowa policjanta.

– Jest pani bardzo zdenerwowana, pani Aneto – powiedział. – Proszę się nie denerwować. Nie jest pani przesłuchiwana w charakterze podejrzanego, a jedynie świadka. Chcielibyśmy dowiedzieć się jak najwięcej na temat stosunków panujących w firmie oraz tego, jak funkcjonował Zawadzki. Pozornie nieistotne detale mogłyby dostarczyć nam ciekawych wniosków. Proszę się więc uspokoić. Nic pani nie grozi.

– Dobrze. Postaram się. Sam pan rozumie…

Wzięła łyk obrzydliwej herbaty i szybko pożałowała, gdyż po chwili zaczęła odczuwać mdłości.

– Czy możemy otworzyć okno?

– Ale tylko na chwilę. Zimno jest, a nie możemy za bardzo dogrzewać. – Policjant wstał, otworzył okno i przy okazji wyrzucił niedopałek na parking. – Więc jak było z tym dorabianiem u Zawadzkiego? Kilka gwiazd pracowało u państwa. Cztery dziewczyny, zdaje się. Pojawiło się też dwóch facetów, ale byli zamaskowani. Jednym z nich mógł być sam Zawadzki, ale tożsamość drugiego jest tajemnicą, która być może jest kluczem do rozwiązania tej zagadki.

– Niestety, obawiam się, że nie będę potrafiła pomóc – powiedziała. – Nie grałam w tych filmach, nie miałam pojęcia o ich istnieniu i nikt nigdy nie proponował mi niczego takiego.

– Rozumiem… To chyba wszystko, co chciałem wiedzieć – powiedział policjant, zamknął okno i ruszył w stronę wyjścia. – Jest pani wolna. Gdybyśmy mieli jeszcze jakieś pytania, liczę, że znajdzie pani dla nas jeszcze chwilę.

– Oczywiście – odparła i wstała od stołu.

Komisariat opuszczała z uczuciem ulgi. W trakcie przesłuchania ani razu nie pojawił się wątek chłopaka z kanapkami. Uznała zatem, że nikt – ani pracownicy firmy, ani policjanci – nie mógł powiązać jej ze śmiercią Andrzeja.

Chociaż był jeszcze Ryszard, prawdopodobnie drugi zamaskowany aktor męski. I nie było sposobu, by przekonać się, jak wiele wiedział. Aneta liczyła po cichu, że kierownik wystraszy się i zamknie gębę na kłódkę. W końcu, nawet jeśli nie miał nic wspólnego ze śmiercią Andrzeja, odpowiadał za cały interes z videofilmowaniem. Milczenie było w jego interesie.

fot. nastya_gepp, pixabay.com, CC0

3 Udostępnień

Comments

comments

Powiązane posty