Rozdział XIV.

Podziemny Wrocław - Rozdział XIV.

Aneta nie mogła uwierzyć w to, co zobaczyła właśnie na facebooku.

– Ktoś włamał się na moje konto!

– Pewnie pomyliłaś profile.

– Mateusz, byłam na twoim profilu. Pisałam do siebie i sama sobie odpisywałam!

Była pewna, że to sprawka Ryszarda, jej szefa. Być może przyszedł do jej domu szukać dowodów, albo dopaść ją.

– Kiedy zapytałam „kim jesteś”, ten ktoś wylogował się i zniknął! Ktoś jest w moim domu i uruchomił mój komputer!

Mateusz podszedł bliżej i położył jej rękę na ramieniu.

– Rozumiem, że ostatnio miałaś cięższe przejścia, ale to już chyba lekka paranoja.

– Zobacz, mogę ci pokazać archiwum czatu. Spójrz. – Otworzyła listę wiadomości i wyświetliła ostatnią wymianę zdań z samą sobą. – Widzisz? Na moje pytanie odpisał: „No jak to kim? Znasz mnie przecież. To ja, Aneta”. Przywidzenie? Masz tutaj namacalny dowód. Ktoś jest w moim domu!

– W takim razie zadzwońmy na Policję i powiedzmy, że masz podejrzenie, że ktoś się włamał do twojego mieszkania.

– Żartujesz? Przecież mówiłam ci, jak wygląda moja sytuacja! Policja pewnie mnie szuka! – Dziewczyna zaczęła płakać.

Mateusz usiadł przy niej, objął ją ręką i przytuluł.

– Słuchaj, jestem ci bardzo wdzięczna za to, że pozwoliłeś mi się u siebie zatrzymać na parę dni – zmieniła temat – ale pojedźmy tam i sprawdźmy. Sądzę, że ten ktoś się przestraszył i uciekł, ale chciałabym zabrać kilka rzeczy. Gdybym mogła się po ludzku spakować, przeniosłabym się do jakiegoś hostelu i nie siedziałabym ci na głowie.

– To nie problem, ale w porządku. Jak sobie życzysz.

Narzucili na siebie kurtki, ubrali buty i wyszli z mieszkania. Po tym, jak się rozstali, Mateusz nieszczęśliwie znalazł dobrze płatną posadę i otrzymał z pracy nowiutkiego Mercedesa, na którego teraz mógł rwać łatwe i naiwne panienki. Aneta lubiła facetów z dobrymi samochodami, bo świadczyło to o klasie mężczyzny, ale w przypadku Mateusza widziała, że jest to tylko licha atrapa. W głębi duszy był nadal tym samym burakiem, co dawniej. A wóz nawet nie był jego. Jedyną jasną stroną sytuacji był fakt, że chcąc jej zaimponować, Mateusz zgodził się od razu podjechać do jej mieszkania.

– Dla mnie to żaden kłopot, że u mnie mieszkasz – powiedział, gdy już jechali.

Wóz toczył się gładko i komfortowo, jak poduszkowiec, a jego wyposażenie sprawiało, że Aneta czuła się, jak w jakimś statku kosmicznym.

– To dla mnie bardzo niezręczna sytuacja – odparła. – Wolałabym jednak hostel. Może za parę dni będę mogła wrócić do domu. Może uda mi się jakoś nawiązać kontakt z tym Moglińskim.

– Jak tam sobie chcesz. Wiesz, że do mnie zawsze możesz zadzwonić.

– Jasne, ale ty masz swoje życie i swoje problemy. Po co ci moje?

Spojrzał na nią i otarł jej łzę z policzka. Później przez dłuższą chwilę milczeli, wsłuchani w muzykę sączącą się z radia.

– No dobra… – powiedział w końcu Mateusz. – Chyba jesteśmy na miejscu. Więc to tutaj teraz mieszkasz… – Spojrzał z niesmakiem na wysoki blok z wielkiej płyty.

– Tak, tu.

– Nie wiem, czy mogę zostawić tu wóz. Okolica nie wygląda na bezpieczną. – chłopak rozejrzał się nerwowo. – Kradną auta?

– Daj spokój. Będziemy tu nie dłużej, niż dziesięć minut. – Wysiadła i ruszyła w stronę bramy.

W ciasnej windzie poczuła pewną niezręczność, która prześladowała ją od chwili, gdy musiała zadzwonić do Mateusza i poprosić o przenocowanie. Z tej odległości doskonale czuła zapach jego drogich perfum. Skarciła się w myślach, że zwróciła na coś takiego uwagę, ale zaraz potem, nie wiadomo skąd, pojawiła się refleksja, że jednak Mateusz wyrobił się trochę przez te dwa lata.

– Jesteśmy na miejscu – powiedział i ustąpił jej drogi do wyjścia.

Drzwi były otwarte. To, co Aneta zobaczyła w środku, wprawiło ją w przerażenie i odebrało mowę. Jej przypuszczenia potwierdziły się: mieszkanie wyglądało, jakby ktoś się włamał i zrobił bardzo dokładną rewizję.

– O Boże! – Cofnęła się o krok.

– A więc jednak?

– Spójrz tylko! – Pchnęła go do przodu. – Wszystko rozpieprzone! Wygląda jak po wojnie! O Boże!

Wszystkie rzeczy z szafek i szuflad wyrzucone były na podłogę. Na łóżku znajdował się wielki barłóg z pościeli i jej bielizny, na co od razu zwróciła uwagę.

– O Boże! Ktoś tu spał!

– Nie tylko spał. – Mateusz wskazał kilka pomiętych chusteczek higienicznych, wetkniętych w pościel.

– Fuuujj!!!

Dalej było tylko gorzej. Na wykładzinie było sporo wypalonych dziur od papierosów. Tu i ówdzie znajdowała się cuchnąca plama rozlanego piwa. Jakaś pusta puszka stała na parapecie. W kilku miejscach leżały niedojedzone kromki chleba tostowego z jakąś mazią, chyba masłem orzechowym, choć Aneta nie przypominała sobie, aby kiedykolwiek kupowała masło orzechowe.

Najgorsze jednak czekało na nią w kuchni – na stole stała filiżanka Rosenthala, z której włamywacz najwyraźniej zrobił sobie popielniczkę. To zabolało ją najbardziej, chociaż nie chciała tego po sobie pokazać, bo niestety filiżanka była prezentem od Mateusza. Trzymała ją nie tyle przez sentyment, co po prostu przez miłość do dobrej, ekskluzywnej porcelany.

– Jeeeezzuuu… – jęknęła z odrazą.

– Widzę, włamywacz podrzucił ci coś.

Aneta spojrzała na Mateusza, który wymachiwał do niej czerwonym, gumowym członkiem.

– Ttak… podrzucił. To nie moje!

Chłopak odrzucił przedmiot z lekkim obrzydzeniem i poszedł umyć ręce.

– Wooow!!! – dobiegło po chwili z łazienki. – Zapomniał też spuścić wodę!

Dziewczynie zrobiło się niedobrze. Chciała wyjść natychmiast, zostawić to wszystko i już nigdy nie wracać do tego miejsca. Czuła, że jest ono brudne i skażone AIDS. Brzydziła się dotykać czegokolwiek, choć wiedziała, że niestety musi.

– Tak na pierwszy rzut oka – powiedział Mateusz wychodząc z toalety – czy coś zginęło?

– Nie widzę słoika z drobniakami. Miałam też tutaj taką szkatułkę na biżuterię, ale to wszystko były drobiazgi. – Sięgnęła po „Dumę i uprzedzenie” Jane Austen i wyjęła z książki gruby plik banknotów. – Na szczęście najważniejszego nie znaleźli.

– Dobra kryjówka. Chyba nikt by tam nie szukał. Zrobię dokumentację.

Wyjął najnowszy model smartfona i zaczął po kolei fotografować wszystkie miejsca, noszące oznaki działania włamywacza. Gdy zatrzymał się na gumowym członku, Aneta chwyciła go za ramię.

– Co robisz? To nie moje!

– Może i nie twoje, ale udokumentować trzeba. – Puścił jej oczko. – Jak myślisz, kto mógł to zrobić?

– Naprawdę nie mam pojęcia – skłamała.

Dobrze wiedziała, kto to zrobił. Ryszard lub ktoś najęty przez niego. Komunikat był jasny i czytelny: „jesteś nasza i zrobimy z tobą co tylko zechcemy suko”. Sądząc po śladach, być może nie była to jedna osoba, a kilka. Może czekali tu na nią kilka dni, a kiedy w końcu się znudzili, odeszli. I pewnie to któryś z nich uruchomił komputer i wszedł na jej facebookowy profil, pomyślała.

– Naprawdę nie wiesz? – spytał Mateusz. – Może to ma jakiś związek z tą sprawą, która zaprowadziła cię prosto w me ramiona? – roześmiał się.
Dziewczyna zaczynała żałować, że odrzuciła propozycję Patryka Garlikowskiego. To on zasugerował jej, by się ukryła i zaoferował w tym celu swoje mieszkanie. Ona odrzuciła jego propozycję, ponieważ przerażał ją. Ale potem uznała, że zniknięcie to faktycznie dobry pomysł. Niestety, jedyną osobą, jaka przyszła jej do głowy, i która mogłaby pomóc, był Mateusz. Tylko u niego nikt by jej nie szukał, bo niby po co? I rzeczywiście – skrytka u Mateusza okazała się dobra, bo, jak dotąd, nikt jej nie znalazł. Teraz jednak musiała wziąć się w garść i zniknąć tak naprawdę. Później jakoś się to wszystko odkręci.

Pomyślała, że może powinna skontaktować się z Wiesławem Kulickim i szczerze z nim porozmawiać. Dorwanie szajki Ryszarda pewnie będzie ważniejsze, niż wypominanie jej jakiejś niejednoznacznej rozmowy z Garlikowskim.

– Chodźmy stąd – powiedziała.

– Wzięłaś wszystko, czego potrzebujesz?

– Wszystko, co jeszcze się do czegoś nadaje. Pieniądze wystarczą mi na jakiś czas.

Nagle dostrzegła klucz w drzwiach.

– Popatrz!

– Klucz? Kto miał klucz do twojego mieszkania? – spytał Mateusz.

– Pani Kluzowa – odparła Aneta. – Ale wątpię, żeby ona…

– Warto zapytać.

Dziewczyna zapukała do sąsiednich drzwi. W mieszkaniu rozległo się szczekanie psa, jakieś wrzaski i głośne przekleństwa. Po chwili drzwi otwarły się, a w szparze, nad łańcuchem, ukazała się nieprzyjemna twarz kobiety.

– O… Szukali pani! – powiedziała od razu ochrypłym, męskim głosem.

– Kto szukał? – zapytała Aneta.

– Policja! Tak powiedzieli. Dwóch ich było. No to dałam im klucz.

– Bardzo dziękuję. – Dziewczyna zaperzyła się i ruszyła schodami w dół.

Mateusz ruszył za nią.

– Zaczekaj! Podwieźć cię gdzieś?

– Możesz mnie podrzucić w okolice centrum – odparła pociągając nosem.

Teraz dopiero dostrzegł, że dziewczyna była zalana łzami. Chciał ją przytulić, ale odepchnęła go.

– To wszystko przez takich jak ty! – krzyknęła.

– Jak ja?

– Tak! Wszystko zaczęło się od jednego dupka i kończy na drugim! A po drodze było jeszcze kilku innych dupków! I wszystkim wam tylko jedno w głowie.

– Zaczekaj, Aneta!

Ale już nie czekała. Wybiegła z bramy i ruszyła w mrok, zostawiając za sobą Mercedesa zaparkowanego na środku chodnika, przed samymi schodami. Biegła tak długo, aż przestała słyszeć krzyki Mateusza. Nie gonił jej. Bał się zostawić samochód. I dobrze, pomyślała. Miała pieniądze i uwolniła się od tego zasrańca.

Teraz pozostało jej tylko zaszyć się w jakimś bezpiecznym miejscu i skontaktować się z inspektorem Kulickim. Jeśli zadzwoni do niego i rozmowa pójdzie nie po jej myśli, zawsze będzie mogła się spakować i szybko uciec gdzieś indziej. Na pewno dało się to jakoś sensownie rozegrać…

***

Późnym wieczorem weszła do hostelu mieszczącego się w okolicach centrum. Wynajęła pokój jednoosobowy, płacąc z góry za tygodniowy pobyt. Niestety musiała zostawić dane, co później mogło się obrócić przeciw niej, szczególnie w sytuacji, gdyby jednak musiała uciekać. Ale nie było innej rady.

Udała się prosto do pokoju, od razu rozebrała się i weszła pod prysznic, spod którego nie wychodziła przez bite czterdzieści pięć minut. Po wizycie w swoim mieszkaniu sama czuła się skażona i długo szorowała się mydłem, by poczuć się choć trochę czyściej.

Cały jej dobytek poszedł w cholerę. Nie miała nawet bielizny na zmianę. Zdecydowała, że nie będzie opuszczała hostelu tego dnia i dopiero rankiem skoczy na zakupy spożywcze i garderobiane.

W pokoju był telewizor. Położyła się na łóżku i włączyła go. Mówili akurat o Wrocławiu. Pokazywali zdjęcia ofiar Jasia Piłki. Pierwszą była starsza kobieta. Drugi był Andrzej. Trzecia zabita okazała się młodą, atrakcyjną dziewczyną. Aneta od razu zwróciła uwagę na fakt, że nie pojawiała się żadna cecha wspólna w doborze ofiar. A nawet jeśli przyjąć, że mordercą był Garlikowski, to w jaki sposób mogła mu się narazić starsza, normalnie wyglądająca kobieta? Bo młodą dziewczynę, to jeszcze mógł chcieć zgwałcić.

Długo nie mogła zasnąć. Poczucie zagrożenia nie opuszczało ją ani na chwilę. Choć wiedziała, że nikt nie mógł znać miejsca jej pobytu, prześladował ją irracjonalny lęk, że za chwilę ktoś zapuka do drzwi, albo że ujrzy za oknem twarz Jasia Piłki. Zasłoniła więc okna, przygasiła światła, zamknęła drzwi na klucz i zastawiła je szafką nocną. Następnie długo leżała i wpatrywała się w różne głupie programy w telewizji, by nie myśleć o morderstwach, gwałtach, porwaniach i śmierci w ogóle.

Gdy ocknęła się nad ranem, była niemal pewna, że miała za sobą najgorszą noc swojego życia…

fot. Free-Photos, pixabay.com, CC0

Comments

comments