Rozdział VII.

Aneta postawiła dowiedzieć się jak najwięcej o tajemniczym sprzedawcy kanapek z czosnkiem. W firmie nadal huczało od plotek, zwłaszcza po tym, jak w prasie ukazał się artykuł o tym, że nie była to pierwsza ofiara zabita w taki sposób. Mordercę ochrzczono Jasiu Piłka. Piłka, ponieważ głowy swoich ofiar odcinał najprawdopodobniej piłką do metalu. A Jasiu? Chyba dlatego, że pismakom zabrało jakiejkolwiek inwencji czy choćby krzty wyobraźni Continue reading „Rozdział VII.”

Rozdział VI.

Kulicki nigdy nie był u Frankenheimera. Nie znał nawet jego adresu. Musiał więc zlecić któremuś z młodych wilczków zdobycie tej informacji, co kosztowało go pięć dych i sporo nerwów. Teraz jednak stał przed antywłamaniowymi drzwiami, dysząc po wspinaczce na piąte piętro. Jakiś bałwan zablokował windę na samej górze. Czubek wpadł chyba na pomysł, aby wsadzić do winy tapczan. Kulicki rozważał przez chwile, czy nie wejść tam i nie spuścić entuzjaście przeprowadzek solidnego lania. Ostatecznie jednak zadyszka, którą miał już teraz, była dla niego wystarczająco zniechęcająca.

Continue reading „Rozdział VI.”

Rozdział IV i V

Prokurator Karol Płotka zjadł obiad w swojej ulubionej restauracji, następnie udał się do fryzjera, gdzie doprowadzono do porządku jego włosy i wąsy, oraz do pralni, skąd odebrał ulubiony garnitur. Wstąpił na chwilę do domu, by ów garnitur założyć i zabrać przy okazji puzderko zawierające pierścionek z białego złota z ćwierć-karatowym diamentem. Wykosztowałby się na niego koszmarnie, gdyby rzeczywiście kupił go w sklepie. Szczęśliwie pierścionek taki znalazł w depozycie policyjnym, i jakimś cudem błyskotka „zaginęła” ze stanu magazynu. Continue reading „Rozdział IV i V”

Rozdział I.

Znaleziono trupa. Konkretnie, to znaleziono tego trupa nad ranem, gdy nad ośnieżonymi trotuarami unosiła się mgła. Gliniarze mieli nie lada problem, gdyż na miejsce zbrodni musieli dostarczyć inspektora Wiesława Kulickiego (pseudonim Towarzysz). Aby jednak mogło się to udać, musieli go najpierw zlokalizować. I trwało dobre kilkadziesiąt minut, ponieważ koniecznym okazał się objazd po wszystkich, ulubionych barach Kulickiego. W końcu jeden z patroli natknął się na niego, gdy pijany przechodził na czerwonym świetle, wymachując bronią na trąbiące samochody. Gliniarze szybko zgarnęli inspektora na tylne siedzenie radiowozu i odjechali z piskiem opon. Continue reading „Rozdział I.”