Rozdział XI.

Artur Mogliński odwiedził ciotkę. Wziął prysznic, ogolił się i wypryskał zapachem. Z szafy wyciągnął ubrania po świętej pamięci wuju, który odszedł tragicznie pięć lat wcześniej. Nieszczęśnik z niewyjaśnionych przyczyn wszedł pod tramwaj, i choć sprawa ta była grubymi nićmi szyta, Artur nigdy nie zdołał zdobyć żadnych, poważnych dowodów na to, że było to zabójstwo na zlecenie. Dlatego katował się poczuciem winy. Szczególnie w takie dni jak ten, kiedy wykorzystywał garderobę wuja jako zaplecze operacyjne, wywołując tym samym serię bolesnych wspomnień u swojej biednej ciotki.

Continue reading „Rozdział XI.”

Rozdział IX.

Mogliński kolejny dzień z rzędu kręcił się wzdłuż ulicy Trzebnickiej i mostów, w poszukiwaniu jakiegokolwiek śladu istoty utrwalonej na filmie. Sypiał w swoim domu, jadał w barach mlecznych za pieniądze pożyczone od Neo, a później również za te odzyskane od Thorina. Właściwie było mu całkiem dobrze. Tyle tylko, że śledztwo utknęło w miejscu. Continue reading „Rozdział IX.”

Rozdział VIII.

Prokurator Karol Płotka leżał na łóżku, zupełnie nagi. Jego nadgarstki były przywiązane skórzanymi rzemieniami do ramy łóżka. Podobnie sytuacja miała się ze stopami. Było to bardzo stare łóżko szpitalne, które ktoś wspaniałomyślnie kupił przy okazji jakiejś wyprzedaży mienia państwowego. Teraz pełniło ono szlachetną rolę łoża rozkoszy w jednym z ulubionych przybytków Płotki. Chadzał tam, kiedy Frau Rita nie chciała się z nim bawić. Było tam więcej dziewcząt, niż mógłby sobie wymarzyć. A wszystkie młode i świeże niczym stokrotki. Continue reading „Rozdział VIII.”

Rozdział VII.

Aneta postawiła dowiedzieć się jak najwięcej o tajemniczym sprzedawcy kanapek z czosnkiem. W firmie nadal huczało od plotek, zwłaszcza po tym, jak w prasie ukazał się artykuł o tym, że nie była to pierwsza ofiara zabita w taki sposób. Mordercę ochrzczono Jasiu Piłka. Piłka, ponieważ głowy swoich ofiar odcinał najprawdopodobniej piłką do metalu. A Jasiu? Chyba dlatego, że pismakom zabrało jakiejkolwiek inwencji czy choćby krzty wyobraźni Continue reading „Rozdział VII.”

Rozdział VI.

Kulicki nigdy nie był u Frankenheimera. Nie znał nawet jego adresu. Musiał więc zlecić któremuś z młodych wilczków zdobycie tej informacji, co kosztowało go pięć dych i sporo nerwów. Teraz jednak stał przed antywłamaniowymi drzwiami, dysząc po wspinaczce na piąte piętro. Jakiś bałwan zablokował windę na samej górze. Czubek wpadł chyba na pomysł, aby wsadzić do winy tapczan. Kulicki rozważał przez chwile, czy nie wejść tam i nie spuścić entuzjaście przeprowadzek solidnego lania. Ostatecznie jednak zadyszka, którą miał już teraz, była dla niego wystarczająco zniechęcająca.

Continue reading „Rozdział VI.”

Rozdział IV i V

Prokurator Karol Płotka zjadł obiad w swojej ulubionej restauracji, następnie udał się do fryzjera, gdzie doprowadzono do porządku jego włosy i wąsy, oraz do pralni, skąd odebrał ulubiony garnitur. Wstąpił na chwilę do domu, by ów garnitur założyć i zabrać przy okazji puzderko zawierające pierścionek z białego złota z ćwierć-karatowym diamentem. Wykosztowałby się na niego koszmarnie, gdyby rzeczywiście kupił go w sklepie. Szczęśliwie pierścionek taki znalazł w depozycie policyjnym, i jakimś cudem błyskotka „zaginęła” ze stanu magazynu. Continue reading „Rozdział IV i V”