Podziemny Wrocław: Kto wysysa krew w Breslau?

Podziemny Wrocław: Kto wysysa krew w Breslau?

Podziemny Wrocław: Kto wysysa krew w Breslau?Podziemny Wrocław:  Kto wysysa krew w Breslau?

data wydania: październik 2017 (data przybliżona)
ISBN: 9788394017842
kategoria: weird noir

Znaleziono trupa. Konkretnie, to znaleziono tego trupa nad ranem, gdy nad ośnieżonymi trotuarami unosiła się mgła. Gliniarze mieli nie lada problem, gdyż na miejsce zbrodni musieli dostarczyć inspektora Wiesława Kulickiego (pseudonim Towarzysz).

pobierz pdf Zobacz inne ebooki

 

 

Zobacz także inne w kategorii: fantastyka książki

Fragment

Znaleziono trupa. Konkretnie, to znaleziono tego trupa nad ranem, gdy nad ośnieżonymi trotuarami unosiła się mgła. Gliniarze mieli nie lada problem, gdyż na miejsce zbrodni musieli dostarczyć inspektora Wiesława Kulickiego (pseudonim Towarzysz). Aby jednak mogło się to udać, musieli go najpierw zlokalizować. I trwało dobre kilkadziesiąt minut, ponieważ koniecznym okazał się objazd po wszystkich, ulubionych barach Kulickiego. W końcu jeden z patroli natknął się na niego, gdy pijany przechodził na czerwonym świetle, wymachując bronią na trąbiące samochody. Gliniarze szybko zgarnęli inspektora na tylne siedzenie radiowozu i odjechali z piskiem opon.

Kiedy dotarli na miejsce zbrodni, był tam już prokurator Karol Płotka, którego stan również pozostawał wiele do życzenia – chwiał się nad ofiarą i wydychał kłęby pary o kwaśnym aromacie częściowo przetrawionego alkoholu.

– Jest już inspektor Kulicki – poinformował starszy aspirant Łukasz Lenar.

Płotka spojrzał na niego przepitymi oczkami i widać było, że rozszyfrowanie komunikatu sprawia mu problemy.

– Dawać go tu – odparł w końcu.

– Tak jest.

Lenar otworzył tylne drzwi Kii Ceed i do połowy zanurzył się w jej wnętrzu. Po dłuższej chwili światu ukazała się rozczochrana, siwa czupryna inspektora.

– Panie! Co jest? O co chodzi towarzyszu? – Kulicki bezskutecznie usiłował wyrwać się z mocnego uścisku.

– Panie inspektorze, mamy trupa. Prokurator Płotka już jest – wyjaśnił starszy aspirant.

– Trupa? Jasna cholera… – Inspektor oprzytomniał nagle i wstał. Zaczął grzebać po kieszeniach w poszukiwaniu papierosów. W końcu znalazł paczkę, wyjął jednego i zapalił roztrzęsionymi rękami. – Mówisz, że prokurator już tu jest?

– Tak, trochę czasu zajęło nam, zanim pana znaleźliśmy…

– Jasny gwint! Są jakieś dowody? – Złapał Lenara za ramię. – Powiedz mi szczerze chłopcze, czy są jakiekolwiek szanse, żebym się wywinął?

– Panie inspektorze, to nie jest pański trup, to… jakiś trup.

Kulicki przez moment wpatrywał się w starszego aspiranta, jakby słowa, które przed chwilą usłyszał, przecierały jakieś nowe połączenia pomiędzy synapsami w jego mózgu. W końcu jego usta rozszerzyły się w czymś, co posiadacz bardzo specyficznego poczucia humoru nazwałby uśmiechem.

– Nie mój? Jakiś trup?

– Chodź tu Wiesiu! – zawołał stojący nieopodal Płotka. – Zostawcie nas samych chłopaki.
Czterej policjanci, którzy do tej pory zabezpieczali miejsce zbrodni, oddalili się w stronę zaparkowanych nieopodal radiowozów, wyjęli papierosy i karty. Karol Płotka objął Towarzysza ramieniem.

– Słuchaj Wiesiu, sprawa jest bardzo delikatna. W pierwszej kolejności będziemy musieli wezwać tę waszą rzeczniczkę prasową. Wiesz, tę z fajną dupcią.

– Mamy tylko jedną z fajną dupcią… Bożenkę.

– Tak, Bożenkę. Trzeba po nią zadzwonić. Powiedz chłopakom, żeby dali jej znać. Niech pakuje dupeczkę w radiowóz i przyjeżdża – Płotka ściszył głos niemal do szeptu. – Wygląda mi to na robotę jednego z tych… no wiesz… n i e d o k o ń c a u m a r ł y c h. – Mrugnął porozumiewawczo jednym okiem. – Wiesz o kim mówię.

– Wampiry?

Prokurator syknął i rozejrzał się nerwowo by sprawdzić, czy aby przypadkiem nikt niczego nie usłyszał. Oprócz denatki, nie mógł usłyszeć nikt.

– Nie mówię, że tak, ale też nie przeczę – wycedził powoli Płotka. – Po co w ogóle brnąć w tego typu dywagacje? Lepiej, żeby pismaki nie interesowały się tematem. Nie wyglądałoby to dobrze, gdyby okazało się… Sam rozumiesz… Wampiry we Wrocławiu? – Zrobił teatralnie zdziwioną minę, po czym poklepał Kulickiego po ramieniu. – Podobne sprawy w przeszłości się po prostu wyciszało. Da się to zrobić elegancko i po cichu. Sam wiesz…

Kulicki potakiwał głową ze zrozumieniem. Zdarzało mu się już w trakcie kariery działać elegancko i po cichu. Choć ta sprawa wydawała mu się szczególna. Nigdy jeszcze osobiście nie miał styczności z wampirami, czy innym tego typu cholerstwem. Dlatego bez zbędnego przeciągania przychylił się do propozycji Płotki, by wezwać Kalicką. Babeczka była nie w ciemię bita i miała dużo dobrych kontaktów w mediach. A takie kontakty bywają przydatne zwłaszcza wtedy, gdy pojawi się jakiś niechciany przeciek i trzeba kogoś ośmieszyć, obnażyć głupotę czy rażącą niedorzeczność.

– Poradzimy sobie – powiedział w końcu. – Chociaż podejrzewam, że to nie będzie takie proste.

– Wiesiu ja wiem, że to nie będzie proste, nie urodziłem się wczoraj. – Prokurator poklepał go protekcjonalnie po zarośniętym policzku. – Wierzę, że zrobisz wszystko, co w twojej mocy. W razie czego zawsze możesz też przyjść po pomoc do mnie.

Ale to będzie sporo kosztowało, pomyślał inspektor Kulicki.

– Matejko! – ryknął po chili. – Dzwoń mi tu zaraz po rzeczniczkę. Niech no podjedzie. Daleko nie ma, a my musimy się z panem prokuratorem skonsultować w pewnych, niezwykle istotnych kwestiach.

– Tak jest.

Modest Matejko był chuderlawym gliniarzem o wyglądzie cherubinka psychopaty. Jego blond loczki mocno kontrastowały z rozbieganym, niespokojnym spojrzeniem. Przełożeni zwykle nie angażowali go w zbyt odpowiedzialne zajęcia, ponieważ zwyczajnie się go bali. Modest nie narzekał, bo zawsze znalazł sobie jakieś zajęcie.

Na przykład regularnie, nieproszony dokonywał oględzin zwłok w prosektorium.

Czytaj dalej

pobierz pdf Zobacz inne ebooki

 

 

Photo by Mateusz Gzik on Unsplash

0 Udostępnień