Bartosz Adamiak

dystopie, postapo, survival i inne brednie

Ogłupiający, obezwładniający luksus

Jaki samochód byście chcieli mieć? No dalej – budżet dowolny. Passata? Mercedesa klasy S? A może jakiegoś dynamicznego „japończyka”? Subaru Impreza? Albo… co ja mówię… skoro budżet dowolny – Tesla! 

Odpowiadając na tak postawione pytanie, z pewnością myślimy o prestiżu, luksusie oraz innych atutach drogich, luksusowych lub chociaż legendarnych i szybkich aut. Nawet jeśli ktoś jest niepoprawnym family guyem, to i tak pomyśli o tym, że fajnie byłoby wziąć jakiegoś vana prosto z salonu, z którym nie trzeba by się pałować co chwilę do mechanika. A nawet gdyby się coś zepsuło, to zaraz będzie naprawione w ramach gwarancji.

Samochód to tylko przykład.

Chodzi mi o podejście do BARDZO WIELU spraw, które mają dzisiaj ludzie. Wybierając cokolwiek – pralkę, telewizor czy styl życia, stawiamy przede wszystkim na to, by się pokazać, by być jakimś. Zresztą taki tok rozumowania narzucają już reklamy – bądź wolny, ożeń się po trzydziestce, jedź tam, gdzie chcesz… bla bla bla…  Ty tu jesteś panem. Ty, który masz do wydania pieniądze.

No właśnie – wszystko to jest elementem konsumpcyjnego stylu życia, zorientowanego przede wszystkim na jakąś taką zafałszowaną doczesność. Możesz być kim chcesz. Europa to centrum wszechświata. Ty pracujesz dla międzynarodowej korporacji, więc jesteś królem życia. Wydawaj i bądź taki, jaki zechcesz.

Rzecz w tym, iż to wszystko jest strasznie ogłupiające i obezwładniające.

Wracając do pytania o samochód. Czterdzieści lat temu większość polaków miało „malucha”. I jak się coś z tym „maluchem” działo, to się schodziło pod blok, otwierało się maskę i się robiło. Oczywiście trzeba było mieć ku temu minimum wiedzy motoryzacyjnej, ale ludzie ją po prostu mieli. Bo mieli, gdzie ją zdobywać. Dziś większość ludzi nie ma (od strony praktycznej), bo w nowych samochodach nic się samemu nie zrobi. Chodzą takie anegdoty, że te auta składają się z takich dużych podzespołów, i jak zepsuje się element X, to wymienia się po prostu cały zespół. I oczywiście nie da się tego zrobić inaczej, niż w ASO.

Ba – coraz częściej, gdy otworzymy maskę samochodu, nie widać tam klasycznego widoku – silnika, akumulatora i innych podzespołów. Coraz częściej wszystko zamknięte jest w takiej dodatkowej, plastikowej obudowie, której nie otworzymy samodzielnie.

Wynika to oczywiście z faktu, że auta są coraz bardziej zaawansowane technologicznie. Ale – nie ukrywajmy – również z tego, że na przestrzeni lat producenci aut dostrzegli w tym szansę na upselling. Dla nas to zwykła wymiana żarówki, a dla nich to kolejna sprzedana usługa. Zauważyliście, że wymiana żarówki w autach jest coraz trudniejsza? Kiedyś miałem Suzuki Swifta z 1996 roku i żarówkę wymieniało się klasycznie – pod maską, trzeba było zdjąć gumę z reflektora i wymienić. Teraz mam Opla z 2006 roku i żarówkę wymienia się… zgadnijcie gdzie! Nad kołem. Tak… Trzeba skręcić maksymalnie koło do wewnątrz, żeby mieć dostęp do tajemnej klapki, a następnie samymi paluszkami dokonać skomplikowanej operacji…   W autach z 2016 roku pewnie w ogóle nie jest to możliwe.

No więc pozbawieni zostaliśmy możliwości samodzielnego zdobywania wiedzy motoryzacyjnej (nie w 100%, ale proces ten postępuje) i coraz więcej rzeczy robimy w serwisach. Nasze dzieci być może w ogóle nie będą potrafiły otworzyć maski samochodu.

To tylko przykład aut. Pomyślcie sobie, w ilu dziedzinach życia jest analogicznie!

I teraz wróćmy do pytania postawionego na wstępie.

Varg Vikernes w jednym swoim video zachwala samochód Łada Niva. Wszyscy oczywiście pomyślimy, że o Boże, przecież to jakiś postsowiecki koszmar na czterech kołach. Przecież nie da się kupić takiego auta na chodzie. A jeżeli nawet będzie na chodzie, to pewnie karoseria będzie zeżarta.

Prawda jest taka, że gdybyśmy brali pod uwagę czynniki pragmatyczne np. auto, które moglibyśmy naprawiać sami, auto pozbawione komputera pokładowego, proste w obsłudze itp. to musielibyśmy wybrać naprawdę coś z minionej epoki. I być może rzeczywiście coś wyprodukowanego na wschodzie. Ewentualnie w Stanach. Choć jest ryzyko, że mielibyśmy wiele problemów z częściami. Wschodnia myśl techniczna była dość prymitywna i prostolinijna. Zapewne sporo rzeczy w takie Ładzie można naprawić za pomocą kleju czy duct tape`a. Oczywiście żartuję, ale faktem jest, że wobec awarii w tego typu samochodzie, człowiek jest znacznie mniej bezsilny, niż wobec awarii w nowym aucie – o ile oczywiście posiada chociażby minimum wiedzy. Ale tej wiedzy nie zdobędzie inaczej, niż użytkując takie auto, i dokonując samodzielnych napraw. Trochę błędne koło, ale właśnie w takich okolicznościach przyszło nam żyć.

Konkluzja

Koncerny i korporacje ogłupiają nas. I celem być może nie jest ogłupienie samo w sobie. Może nawet oni wierzą w swoją misję niesienia nam udogodnień i luksusu, ale jest też druga strona medalu – jesteśmy coraz bardziej bezradni i niekompetentni w kwestiach elementarnych. Umiejętność radzenia sobie z samochodem (lub czymkolwiek innym – bronią, ziemią uprawną) powinna być uznawana powszechnie za jedną z kluczowych kompetencji mężczyzny. A zdobywanie tej kompetencji jest coraz trudniejsze, właśnie za sprawą producentów i trendów.

Kiedy nadejdzie godzina próby, zastanie nas wszystkich ze spuszczonymi gaciami. Przykra sprawa…

Photo by Tim Mossholder on Unsplash

 

0 Udostępnień

Comments

comments

Zobacz także