Bartosz Adamiak

dystopie, postapo, survival i inne brednie

Obsesja zdrowia i wyparcie śmierci

Męczy mnie ta sprawa z piwem bezalkoholowym. Ludzie spierają się ze mną. Chcą pokazać, jacy są postępowi. Ale widocznie siedzi we mnie prawicowy, zapluty karzeł. Nie chcę tego. Nie chcę, by piwa bezalkoholowe stały się modne. Boję się, że chodzi tylko o to, że nie wolno reklamować piwa w telewizji…

Wszyscy tłumaczą się względami zdrowotnymi. Tak, zdrowie jest najważniejsze. Więc trzeba zapieprzać na siłownię i kupować najdroższe produkty. Niby brzmi to sensownie, a jednak czuję, jak by mi ktoś z zaskoczenia władował pięść w du…  w portfel. Mam wrażenie, że wcale nie chodzi o zdrowie, a o pieniądze. Pieniądze firm i koncernów, które zarabiają na naszym strachu przed śmiercią.

Czasem oglądając stare filmy wojenne zastanawiam się, jak to jest, że taki John Wayne czy Clint Eastwood, potrafili zapalić ostatniego papierosa i powiedzieć „uciekaj, ja ich powstrzymam”. Albo że starzy Indianie szli do specjalnych miejsc przeznaczonych do umierania.

Dziś śmierć jest czymś zupełnie obcym. Każdy chce żyć jak najdłużej. Każdy chce być fit. Wiecie… Też ostatnio chodzę na siłownię. Ale taką na powietrzu, żeby pozostać choć trochę wierny swoim przekonaniom. I obserwuję tam różne typy ludzi. Bywają wysportowani kolesie, którzy chwytają za te takie liny i chłoszczą piach, a potem mówią „szkoda, że nie ma tu Oli”. Albo stare babcie z siatami. Odwieszają te siaty na jakimś przyrządzie i napieprzają na wioślarzu przez 20 minut. Albo młode cizie z dużymi dupami.

Zastanawia mnie jedna rzecz – czy naprawdę muszą schudnąć, by się bzykać? Nie mogą się bzykać jako grubasy? Bo przecież o to chodzi. O bzykanie. I oto, że każdy boi się śmierci. Dlatego dajemy sobie wciskać produkty fit i organiczne warzywka, które… nie różnią się absolutnie niczym od tych nieorganicznych.

Ekonomiczny fisting

Tak… Jestem przekonany, że w większości spraw chodzi o nasze pieniądze. Kij ze zdrowiem. Widać to po smogu. Jakoś smogu nie da się wyeliminować, ale alkohol z piwa już tak. Porozmawiałem z kilkoma ludźmi, którzy usiłowali mnie przekonać, że jak przyjeżdżają na grilla samochodem, to piją piwo bezalkoholowe i jest fajnie.

No cóż… Jak ja jadę na grilla samochodem (bardzo często tak właśnie jest) to piję wodę. Nie muszę udawać, że piję piwo. I nie wiem, w czym niby ich postawa jest lepsza, niż moja?

Śmierć jest coraz bardziej obca i odległa

Nieco ponad rok temu zdarzyło mi się zobaczyć pewną starszą kobietę zamkniętą w domu opieki, wśród ludzi, którzy umierali. Zachowywała się jak małe dziecko. Płakała. Myślę, że była przerażona. A przecież pochodziła z zupełnie innego pokolenia. To dzisiejsze czasy napełniły ją lękiem przed śmiercią. Zwłaszcza przed samotnością, jaką niesie ze sobą umieranie. Bo umieramy sami. Nawet jeśli są przy nas bliscy, zapadamy się gdzieś wgłąb, i już nie ma nikogo…

Nieprzyjemnie jest o tym myśleć, kiedy kupiliśmy właśnie nowy telewizor 4K, prawda? Albo samochód z salonu na kredyt. W „Komu bije dzwon” Hemingwaya był ten taki gościu, co zdobył konia i nagle jego postawa zmieniła się – miał coś w życiu i już nie chciał umierać za sprawę. Im więcej masz, tym bardziej jesteś z tym związany.

Ludzie odeszli od spraw duchowych. Teraz rządzi materia. Religią jest konsumpcjonizm, a kościołem supermarket.

Można się śmiać z zakazu handlu, ale jest to próba powstrzymania upadku naszej cywilizacji. A właściwie nie tyle upadku, co zapadnięcia się. Pod naporem otaczających rzeczy świat w końcu zapadnie się, i razem z nim, i z tymi wszystkimi rzeczami, runiemy w czeluść. Albo będzie jak „Czy androidy śnią o elektrycznych owcach?” – będzie nas otaczał chłam, będzie go coraz więcej, góry chłamu, jak w Wall-E. I świata nie pogrąży atomowa pożoga, jak myślano w latach 60-tych, ale właśnie chłam, rzeczy, oraz my sami – sądzący, że konsumpcja napędza gospodarkę.

Trzeba na coś umrzeć

Wiele znakomitych osobistości pożegnało się z tym światem za sprawą alkoholu, papierosów czy narkotyków. Naturalnie dla nas i dla naszych bliskich najlepiej by było, gdybyśmy żyli jak najdłużej. Ale głupio chyba żywić się nasionami chia, by potem zginąć w wypadku samochodowym, ponieważ odbieraliśmy w czasie jazdy sms`a? (optymalizacja, zarządzanie sobą w czasie, GTD)

Przeraża cię rak? Wylew? Albo zawał serca? I dobrze. Bo one są przerażające. Ale to część życia. A strach to twoja pięta Achillesa, którą wykorzystują koncerny, wciskając ci rozmaite produkty.

Pogódź się z tym, że prędzej czy później spotka cię śmierć. Nawet jeśli będziesz pił tylko piwo bezalkoholowe, pił kawę bezkofeinową i jadł mix z niską zawartością cholesterolu. Możesz zginąć, bo wjedzie w ciebie przedstawiciel handlowy. Oni naprawdę zapierdalają.

To, co powinieneś zrobić, to raczej zastanowić się nad tym, co po tobie pozostanie – jakie wspomnienia i uczucia. Czy ludzie będą mówili „no i patrzcie… żarł te swoje smoothie z jarmużu i już jest sztywny”, czy może nie powiedzą nic, zamilkną… Śmierć, podobnie jak narodziny, dojrzewanie i kryzys wieku średniego, to część całości, która nazywa się Życie. Tak jest i tak będzie.

Photo by Ian Espinosa on Unsplash

Comments

comments

Zobacz także