Norsemen

Norsemen – Norwegowie poprawili wszystkie błędy Vikings

Jeżeli podobał ci się serial Vikings (Wikingowie), ale masz względem niego pewne ambiwalentne odczucia, możesz zacząć się cieszyć – Norwegowie nakręcili nowy serial, niwelując jednocześnie wszystkie słabe strony i wady Wikingów. Konkretnie to wyjęli gigantyczny kij z dupy, który mieli Kanadyjczycy.

Norsemen to zasadniczo parodia, która przepełniona jest humorem rodem z Monty Pythona. Wiem, wiem… teraz odezwie się głos oburzenia, że naruszam świętość i takie tam. Ale sądzę, że członkowie trupy Monty Pythona nie poczuliby się urażeni takim porównaniem. Sądzę, że scenarzyści (i zarazem reżyserowie) serialu Jonas Torgersen i Jon Iver Helgaker mogli być pod bardzo silnym wpływem angielskich komików. Z tej samej zresztą Anglii, którą przodkowie Torgersena i Helgakera nękali najazdami.

Ale o co chodzi?

Z grubsza Norsemen opowiada tę samą historię, co Vikings. Tyle, że nie uświadczymy postaci historycznych – Ragnara Lodbroka i jego pobratymców. Głównym bohaterem jest Arvid, który jest jednym z najbliższych przyjaciół wodza Olava, będącego jednocześnie pionierem wypraw na zachód. Ważnymi osobami dramatu są także Orm – zniewieściały brat Olava, Rufus – niewolnik, który zaszczepia w wiosce ideę krzewienia kultury poprzez teatr, oraz –  bardzo ważna i demoniczna postać – jarl Varg – jedno oko ma takie, a drugie inne. Przerażający typ.

No i sprawy oczywiście rozchodzą się o to, że Olav ma mapę na zachód, którą po śmierci Olava przejmuje Orm, a na której bardzo zależy jarlovi Vargowi. Jest to oczywiście przyczyną szeregu zaskakujących wydarzeń, zwłaszcza w świetle faktu, że zarażony ideą teatru nowy wódz Orm, postanawia przetopić całą broń w wiosce, by zbudować instalację – symbol wielkości kulturowej.

Wyśmiewane są przy okazji rozmaite sacrum i profanum np. ład korporacyjny.

Norwegowie się nie pier***ą

Mówicie, że serial Vikings był ostry? Ja wam powiem, że brutalny owszem, ale czy ostry? Oglądając Norsemen odniosłem wrażenie, że serial tworzyli prawdziwi wikingowie mający za nic zachodnią kulturę z jej poprawnością polityczną. Wajcha chamskiego dowcipu jest naprawdę mocno dociśnięta. Jeżeli widzicie dobrotliwego księdza, który w rozwesela nieuleczalnie chore sieroty, a potem świętuje udaną zbiórkę na budowę sierocińca, to wiedzcie, że za chwilę dostanie bezpardonowo siekierą w plecy, a nad jego trupem przebiegnie roześmiany Arvid. Takie to jest widowisko!

Zaznaczyć należy, że serial zrealizowany jest na bardzo wysokim poziomie, nieodbiegającym od oryginału. Klimat odwzorowany jest do tego stopnia, że w podkładzie muzycznym pojawia się również muzyka zespołu Wardruna z Bregen, założonego przez Einara „Kvitrafna” Selvika, byłego perkusistę gruby blackmetalowej Gorgoroth.

Mam wrażenie, że z serialu płynie jeszcze jedna refleksja – świat zachwycił się historią wikingów opowiedzianą ustami ekipy kanadyjsko-irlandzkiej. Norwegowie pokazali, że w gruncie rzeczy to byli przede wszystkim bezwzględni najeźdźcy. I nie było w tym nic śmiesznego Travisie Fimmelu!

Serial zatem i bawi, i uczy!

fot. YouTube, What`s on Netflix?

1 Udostępnień