Bartosz Adamiak

dystopie, postapo, survival i inne brednie

Kukurydziana mafia i stracone szanse Bałtyku

Byłem ostatnio nad polskim morzem. Wiadomo: drogo, tłoczno i zimno. I o ile ceny i tłumy są irytujące, o tyle specyficzny, bałtycki klimat, to dla mnie to! Uwielbiam leżeć na plaży, gdy nie jest obłędnie gorąco. I wszystko byłoby ok. gdyby nie jeden zgrzyt…

Któregoś dnia po plaży przechadzał się gościu od kukurydzy. Sporo ich ostatnio, bo mówi się, że z powodu terroryzmu ludzie zaczęli jeździć nad polski Bałtyk. No, ale gościowi nic nie szło, więc walnął jedną z tych swoich rymowanek, kończąc słowami dość wulgarnymi. Tuż nad uszami moich dzieci.

Następnie grupka kukurydziarzy siadła sobie na tych swoich lodóweczkach 20 metrów od naszego parawanu (tak! uznaję parawany!). Otworzyli piwko, zapalili papierosy i zaczęli narzekać, że nikt nic nie kupuje. A później jeszcze zaczęli wygrażać chłopakowi, prawdopodobnie z tej samej firmy, który wszedł na ich rewir.

No dobra…  Koniec wprowadzenia, czas na tyradę

Zawsze byłem pełen uznania dla ludzi, którzy nie wyciągają kasy na wakacje od rodziców (bo może tej kasy w domu nie ma?), tylko jadą do pracy do miejscowości turystycznej, gdzie po godzinach mogą skorzystać trochę z plaży i wody. Ale ta banda chłystków sprawiła na mnie wrażenie totalnych prymitywów, którzy w dodatku padli ofiarą chciwości swojego szefostwa. Powiem szczerze, że momentalnie odechciało mi się kukurydzy.

W ostatnich latach doświadczyliśmy kilku zamachów terrorystycznych, wymierzonych w turystów: muzeum Bardo w Tunezji, zamach w kurorcie Thaba na półwyspie Synaj w 2014 r., atak nożownika w Hurghadzie w 2017 r. czy zamach w Tunezji w kurorcie Susa, gdzie terroryści strzelali do plażujących turystów, jak do kaczek.

To wszystko sprawiło, że Bałtyk w ostatnich latach przeżywa oblężenie. Pomimo drogiej ryby. Pomimo oszustw i naciągactwa. Pomimo zalewu – na każdym kroku – chińskich zabawek, przez które nie da się z dzieciakiem spokojnie przejść 100 metrów. Pomimo niepewnej pogody. POMIMO WSZYSTKIEGO!!!

I w sumie było to dobre. Pieniądze zostawały w kraju, a wielu małych przedsiębiorców mogło rozwinąć swój biznes. Spałem w ośrodku, który w tym roku kupili ludzie mieszkający gdzieś w Dolnośląskim. Zrobili dużą inwestycję, zrobili fajne remonty, zatrudnili ludzi. Jadaliśmy na stołówce, gdzie pracowało kilkoro Ukraińców. Bardzo dobre posiłki dwudaniowe w cenie 18 złotych!!! Dużo bardzo dobrego, bardzo fajnego, przedsiębiorczego działania. Niech im wszystkim się zwraca. Niech działają.

I teraz te kukurydziaki na plaży…  Aż przykro się robi

I nawet nie chodzi mi o to, że moje dzieci pierwszy raz w życiu usłyszały tak wulgarne słowo (zakładam, że pierwszy, ale cholera wie, co oni tam w tych przedszkolach sobie mówią). Chodzi mi o niesmak, jaki we mnie pozostał – i być może także w innych osobach, które były świadkiem owego zdarzenia. Sam osobiście nie potrafiłem już czerpać przyjemności z siedzenia na plaży, bo rozkminiałem kukurydziany gang.

Nie wiem, czy była to młodzież, która przyjechała do pracy, czy tubylcy, ale zachowali się wysoce nieadekwatnie. Zupełnie, jakby obowiązkiem ludzi korzystających z plaży, było kupowanie kukurydzy. A tak przecież nie jest. Co więcej, po plaży przechadzała się również kobieta, która sprzedawała przepyszne pierożki za dyszkę. Po kiego grzyba ktoś miałby kupować chujową kukurydzę?

No i to jest ta druga, mroczna strona polskiego, nadbałtyckiego biznesu. Przez jakiś czas było więcej ludzi, więc nagle kukurydziani mafiozi stwierdzili, że trzeba zwiększyć skalę – pozatrudniać byle kogo, byle szybko. Pewnie zdarzyło się paru patusów, którzy wprowadzili swoje bandyckie porządki wśród sprzedawców. A że kukurydza nie idzie?

Jest jeszcze jeden aspekt: 500+

Widziałem ich naprawdę dużo różnych rodzin – także takich, które bez 500+ pewnie nie mogłyby sobie pozwolić na wakacje. Takie rodziny, gdy już sobie pozwolą na wyjazd, często liczą się z każdym groszem, bo tutaj trzeba kupić łopatę i wiadro, tam watę cukrową, lody i gofra. Standardowe cyckanie turystów. Więc nie zawsze kupią na plaży kukurydzę dla całej rodziny po 7 zł za dwie kolby! Czy to ich wina? Oczywiście, że nie. W konflikcie sprzedawcy kukurydzy vs. rodziny wielodzietne, staję po stronie rodzin.

Ktoś się najwyraźniej mocno przeliczył, albo był zbyt chytry i za bardzo chciał się szybko dorobić. Ktoś źle oszacował potrzeby rynku i okazał się strasznym Januszem. Ktoś pozatrudniał byle kogo, nie zadbał o zasady i jakąś taką etykę pracy, wypuścił na plażę watahę mieszaną i liczną, oczekując wyników, a nie będzie z tego ani sprzedaży, ani zadowolonych ludzi. Będą zniesmaczone rodziny, którym z pewnością zapadnie w pamięć słabe zachowanie sprzedawców kukurydzy.

No i to jest bardzo smutne. To zaprzepaszczona szansa. Polskie morze zamiast stawać się miejscem lepszym, wciąż straszy taką patologią. A przecież ten wzrost odwiedzin nie będzie trwał wiecznie. Od pewnego czasu bardzo mocno promuje się Izrael, w którym plaże bezpieczne są od terrorystów. Tel Aviv tanio i bezpiecznie, a do tego z gwarancją pięknej pogody. O ile oczywiście komuś nie przeszkadzają rozmaite praktyki Izraela względem Palestyńczyków. Niemniej są alternatywy, i to są dla tych bogatszych turystów.

Tak że opamiętajcie się Janusze znad morza, bo zostaniecie z rodzinami 500+ i nie będzie biznesu w ogóle. Róbcie dobry biznes. Przestrzegajcie zasad i etyki. Trzymajcie się z dala od buractwa.

fot. Florida Keys–Public Libraries, flickr.comCC BY 2.0

0 Udostępnień

Comments

comments

Zobacz także