Zwizualizowałem sobie swój sukces

Byłem ostatnio na wakacjach. No, ale jak to przedsiębiorca, biznesmen 🙂 i tak dalej, zabrałem ze sobą pracę. Niemal codziennie wstawałem o godzinie 6:00 (pod koniec urlopu doszedłem do budzenia się o 5:30) i odpalałem kompa. Trochę pracowałem, trochę pisałem powieść. Ok. 8:00 szedłem do pobliskiego sklepu po świeże bułki, potem trochę ogarniałem część jadalną, szykowałem śniadanie i budziłem rodzinkę. A później robiłem wszystko to, co robi się na wakacjach. I wiecie co? Podobało mi się to. Bardzo mi się podobało.

Nie chciałbym wpaść w jakiś taki kołczingowy ton, ale naprawdę trudno w takiej sytuacji nie wpaść. Oto bowiem, mając 34 lata, doznałem czegoś, co mógłbym określić jako „dzień idealny”. Albo „wizja idealnego życia”, „niedościgniony ideał”… whatever.

No dobra… Nie zwizualizowałem sobie tego, jak napisałem w tytule. Przeżyłem to.

Dlaczego nigdy wcześniej się to nie udało? Nie wiem. Nie mam pojęcia. Wiem, że gdyby moje życie wyglądało każdego dnia właśnie tak, czyli 2-2,5 godziny pracy w absolutnej ciszy (nawet z weekendami)… to daje jakieś 17 godzin pracy tygodniowo. Mnóstwo czasu spędzonego z rodziną. Siedzenie na plaży. Ale nie jakieś bezsensowne opalanie…   Siedzenie i kontemplowanie szumu morza, przesuwających się po niebie chmur, spienionych fal… Trzy posiłki dziennie. Solidne, ale za to z małą ilością przekąsek pomiędzy. Bardzo proste życie. Małe, skromne mieszkanko. Dużo czasu spędzonego na powietrzu.

Problem w tym, że kiedy człowiek żyje w normalnym trybie – dom, praca, dom, praca, dom, praca – jego wyobrażeniem sukcesu są jakieś dziwne, często absurdalne rzeczy: Mercedes z salonu, duże mieszkanie albo jeszcze lepiej domek jednorodzinny, luksusowy gabinet, prestiżowe stanowisko i wysoka pensja. To są takie wyobrażenia sukcesu zaczerpnięte z filmów. Owszem – super byłoby mieć domek z ogrodem, żeby móc w nim grillować, ale…  no…  to akurat w żaden sposób nie kłóci się z moim nowym ideałem. Mógłbym mieć domek nad morzem. Kluczem jest chyba to pracowanie przez 15-17 godzin w tygodniu i wiedzenie prostego, satysfakcjonującego życia.

Uważam, że to doświadczenie stanowi duży przełom w moim życiu, ponieważ muszę teraz wykoncypować, jak zarabiać na 1 godzinie pracy dwa-trzy razy więcej pieniędzy (TAK!!! Wystarczy, żeby zarabiał na 1 godzinie, dwa-trzy razy więcej pieniędzy!!!), i już zrobię ZNACZĄCY krok ku realizacji swojej wizji. No…  Później musiałbym znacząco zredukować ilość godzin pracy. W każdym razie wszystko to jest realne i namacalne. Znacznie bardziej, niż nowy Mietek.

Warto jednak czasem pojechać na wakacje!

fot. Diego Torres, pixabay.com, CC0

Comments

comments

Tagged with: