Bartosz Adamiak

dystopie, postapo, survival i inne brednie

Facebook

Facebook wie o nas… dokładnie tyle, ile mu powiedzieliśmy

Tak, wiem. Napisano już miliardy słów na ten temat, i nie dam rady dopowiedzieć niczego mądrego i odkrywczego. Ale jest coś, co daje mi prawo głosu – zasada „nie znam się, to się wypowiem”, która rządzi internetem i światem XXI wieku! Jeśli chodzi o Facebook, to wpienia mnie on coraz bardziej!

Business Insider, który jak wiadomo, jest królem polskiego internetu, jeśli chodzi o clickbait, opublikował tekst o 10 rzeczach, o których wie Facebook, a my nie wiemy, że on wie. Powiem szczerze, ze trzeba być durną pałą, żeby nie wiedzieć, o czym wie facebook. Facebook wie dokładnie o tym, o czym pozwoliliśmy mu wiedzieć. Jeżeli wypełniamy wszystkie durne pytanka, które on nam podrzuca („jakie jest twoje ulubione danie” itp.), to on zna odpowiedzi na te wszystkie pytania. Jeżeli wpisaliśmy, jaką skończyliśmy szkołę i gdzie pracujemy, to on to wie. Nie jest to nic odkrywczego. Dla nieco bardziej wtajemniczonych jest też jasne, że zna nasze preferencje dotyczące różnego rodzaju produktów czy idei. No bo kurwa lajkujemy strony i posty, a Facebook zarabia na reklamach, które są targetowane właśnie na podstawie naszych zachowań.

Facebook wie o nas tyle, ile mu powiemy. A skoro tak otwarcie dzielimy się tajemnicami, nie powinno być dla nas oburzające, że ktoś te tajemnice zna. Innymi słowy – mądry Polak po szkodzie, czy tam kto pod kim dołki kopie… Mniejsza z tym.

Wyciek

Zupełnie inną kwestią jest wyciek danych. Nie chcę tu powielać fałszywych informacji czy coś, ale też nie chce mi się doczytywać, więc postąpię jak 99% internautów i powtórzę to, co wiem – ruscy agenci wykradli z Fejsbuka nasze dane, żeby pomóc Trumpowi wygrać wybory i pozbyć się Wielkiej Brytanii z UE. Za to pierwsze należy im się klaps. Za to drugie podziękowania. Ostatecznie wychodzi na zero, ale i tak ich nie lubimy, bo to wszystko było NIELEGALNE i NIEZGODNE Z NICZYM!!!

Facebook nie jest święty

Mark Zuckerberg tłumaczy się przed wszystkimi, że on o niczym nie wiedział, że to było nielegalne i niezgodne z niczym, ale powiedzmy sobie wprost – kto odpowiada za to, co dzieje się na portalu, za przestrzeganie zasad i regulaminów?

Jeśli będę próbował wrzucić tego posta, oczerniającego Facebooka na Facebooka, to prawie na pewno nie mógłbym na niego uruchomić reklamy. Ale jeśli byłbym ruskim agentem i chciał uruchomić quiz, za pomocą którego zbierałbym dane użytkowników i ich znajomych (bez ich zgody), i zebrałbym w ten sposób dane 50 milionów osób, to już Facebook umywa ręce, bo to przecież ja złamałem zasady i oni nie mają na to wpływu.

Mają wpływ na wszystko – banują, ograniczają zasięgi, robią pierdyliard dziwacznych rzeczy wymierzonych w użytkowników. Ale Cambridge Analytica najwyraźniej zostawiła dużo szmalcu. A facebook taki właśnie jest – lubi tych, którzy zostawiają dużo szmalcu.

Hajs, hajs, hajs…

Facebook tnie zasięgi stronom. Tłumaczy, że chodzi o to, żebyśmy na swoich wallach widzieli posty przyjaciół i rodziny. A zatem z góry narzuca nam sposób używania swojego portalu – do komunikacji z rodziną i znajomymi.

Widzicie, to bardzo zabawne, bo ja znam bardzo wielu ludzi, którzy używają facebooka jako feedu do informacji. Na przykład dziennikarze czy blogerzy, którzy chcą być na bieżąco z jakąś gałęzią tematyczną. No i okazuje się, że LEPSZY JEST TWITTER!!!

Jako osoba prowadząca kilka stron na facebooku (zarówno hobbystycznie, jak i zawodowo) wiem, że chodzi wyłącznie o hajs, nie o żadną tam rodzinę. Przecież wszyscy to robią w internecie. Chociażby Google – dlatego wyniki płatne są przed organicznymi, a na YouTube małym coraz trudniej się przebić. Jeśli nie płacisz facebookowi hajsu, to możesz spierdalać.

Nawet jeśli masz fanpage o adopcji kotków ze schronisk, Zuckerberg pokaże ci środkowy palec.

Ruski troll lepszy, niż mały wydawca

Dla mnie nauczka z całej historii jest taka:

  1. Nie ma co się użalać nad wyciekiem danych. Sami sobie jesteśmy winni, udostępniając takie dane i licząc, że one nie wyciekną
  2. Widząc zachowanie Facebooka już dawno powinniśmy pójść po rozum do głowy i żadnych danych nie udostępniać (nie prowadzić aktywności, czyli w sumie zlikwidować konto albo zredukować je do technicznego dostępu do fanpage)
  3. Jeśli jesteś małym wydawcą, hobbystą, blogerem, masz jakąś pasję i z tego tytułu prowadzisz stronę na FB, to daj sobie siana. Marck Zuckerberg Cię nie chce. Woli pewną firmę z Petersburga, która zostawia na FB kilkaset tysięcy dolarów miesięcznie.

Nie jestem jeszcze pewien, jak postąpię w tej sytuacji, ale już teraz zachęcam – jeśli ktoś chce śledzić niusy z mojego bloga, niech to robi na Twitterze:

Photo by Thought Catalog on Unsplash

6 Udostępnień

Comments

comments

Zobacz także