Bartosz Adamiak

dystopie, postapo i inne brednie

Wrocław w literaturze

Wrocław w dwóch książkach: Podziemny Wrocław i Reset

Projekt ukończon! Wczoraj wypuściłem w świat ostatni rozdział Podziemnego Wrocławia, co oznacza, że jestem chwilowo bezksiążkowy (bezrobotny w pisaniu). I co dalej? Co poczynić dalej?

Na początek gwoli ścisłości. Obie książki przeczytasz tutaj:

Powieść postapo Reset

Podziemny Wrocław

Pomysłów mam dziesiątki, a jeden gorszy od drugiego

Myślałem o tym, żeby zrobić „Tryptyk Wrocławski” i dopisać jeszcze coś trzeciego. Ale nic na siłę. Miał być XIX wieczny steampunk w Breslau. Miała być dickowska dystopia, której główny bohater znajduje pewnego dnia w swojej lodówce poćwiartowaną kobietę…  Miało być jeszcze dużo innych rzeczy. Ale to do niczego nie prowadzi – wymyślanie czegokolwiek na siłę, aby było trzecie do pary, to zupełnie bez sensu.

Pomysł musi po prostu przyjść naturalnie – tak jak było z Resetem i z Podziemnym Wrocławiem…

A jak było?

Reset

Dawno, dawno temu…  Gdzieś tak chyba w maju 2016 roku…  To musiało być jakoś w maju 2016 roku, bo byłem akurat po Pyrkonie i głęboko wierzyłem, że wszystko już stracone, że robię wszystko źle, że wybrałem całkowicie złą drogę…  Rozstawałem się już z pisaniem.

Ale pewnego ranka obudziłem się z pomysłem na opowiadanie – początkowo miało być to bardzo krótkie opowiadanie. Zespół muzyczny Apo-Calypso, grający muzykę calypso, występuje na imprezie, na której zrzuca się ze skały celebrytów.

Cały dzień zaprzątnięty byłem innymi sprawami. Jak już w końcu wieczorem przysiadłem, to byłem jak szeregowy Frederick Zoller w Bękartach Wojny – pierwszego dnia pierdolnąłem 29 tys. znaków, drugiego 35 tys., a trzeciego 25…   Wtedy stało się jasne, że to nie opowiadanie.

Okręcił się we mnie jakiś kurek i zaczął ciec wartki strumień opowieści. Niektórzy mówią, że pierwszą książkę napisać najłatwiej, bo siedzi ona w nas całe życie. To bullshit. Ona może wyjść z nas za drugim, trzecim albo siódmym razem. Wierzę, że Reset był tym, co we mnie siedziało, bo zawarłem w tej historii naprawdę dużo siebie. Oczywiście w formie puzzli, strzępków, urywków… ogólnego patchworku. Gdzieś wstawiłem swoją rodzinną miejscowość, gdzieś jest moja droga do pracy, jakieś wspomnienie albo coś, co aktualnie działo się na świecie czy w moim otoczeniu.

Podziemny Wrocław

Tu sytuacja była zgoła inna. Do świata Podziemnego Wrocławia wprowadziłem się jak szaman w trans po zjedzeniu grzybów halucynogennych. Najpierw napisałem krótki fragment mający być połączeniem „Sin City” i „Świata Dysku”. Ostatecznie fragment ten nie wszedł do „Kto wysysa krew w Breslau” i został autonomicznym opowiadankiem, które gdzieś tam kiedyś wrzucałem (to o tej kobiecie demonie i żigolaku).

Myśli me zaprzątało co innego…  Zacząłem oglądać stare filmy z Bogartem (Sokół Maltański, Wielki Sen, a nawet Casablancę!!!) i intensywnie słuchać Nicka Cave`a. Zanurzyłem się w mroku. No… właściwie nie do końca, bo Podziemny Wrocław ma tyle samo noir, co groteskowej, plugawej szydery. Tam wszystko miało być obleśne, zakłamane, żałosne i fałszywe. Postaci są przerysowane. Niemal każdy jest alkonem, niemal każdy gra kogoś, kim nie jest.

Proces pisania Podziemnego Wrocławia był bardzo bolesny. Po dwóch bardzo intensywnych miesiącach pisania (listopad-grudzień 2016) porzuciłem książkę. Zostałem wybity z klimatu i nie potrafiłem wrócił. Zacząłem rzeźbić jakieś postapo, które było totalnie bezowocne. W końcu pod koniec 2017 uznałem, że trzeba to puścić w odcinkach, jak Reset i… to mnie miało zmotywować do dopisania końcówki 🙂 Ha ha ha…   Jakiż naiwny byłem!!!

Kiedy przyszedł deadline ostateczny, usiadłem, otwarłem piwo i dopisałem finał. Ale jaki to finał? Uważam, że jest jednocześnie doskonały i gówniany. Nie będę spoilerował, ale wydaje mi się, że na swój sposób osiągnąłem apogeum żenady. A przy tym trudno mi sobie wyobrazić zakończenie lepsze, czyli bardziej gówniane.

Co dalej?

To pytanie wraca jak bumerang. Przyjdzie mi czekać. Może miesiąc, może rok. Będę siedział i czekał, napawając się moją podziemskością. Bo teraz czuję się odpowiednio podziemsko – dwie, całkiem udane w moim osobistym przekonaniu książki, to nie w kij dmuchał. A przy tym zero sprzedaży (bo są za darmo), zero płaszczenia się i czołgania…     Jestem podziemski. LIKE A BOSS!!!

 

15 Udostępnień

Comments

comments

Zobacz także

Instagram