Bartosz Adamiak

dystopie, postapo, survival i inne brednie

Świat boryka się z problemami… Dialog

Trzy, dwa, jeden… zaczynamy kolejną, wieczorną tyradę. Może trochę chaotyczną, może nieskładną. Ale może stanie się ona dla mnie formą notatki na przyszłość, kiedy będę pisał swoje życiowe dzieło. Dziś chciałem zarysować ogólną koncepcję cyklu, jednak zmieniłem zdanie i postanowiłem zacząć od pewnej kwestii, mianowicie – dialogu.

Czymże jest dialog? Jest rozmową – wymianą słów, poprzez które przekazujemy swoje myśli, poglądy itp. Myślę, że zatracamy umiejętność prowadzenia dialogów. I nie chodzi mi tutaj o small talk, pieprzenie o pogodzie czy nawet o tym, jaki film jest fajny, a jaki głupi…  Jak rozmowa schodzi na filmy, ja zawsze zbywam moich rozmówców jednym, niezawodnym „nie oglądam europejskich filmów”.

Jednak gdy chodzi o rzeczy ważne, takie które powinny podlegać dyskusji, to niestety jest coraz gorzej. Tak naprawdę można by pomyśleć, że dyskusję potrafią toczyć już jedynie ludzie bardzo, bardzo, bardzo wykształceni, zawodowi publicyści oraz politycy…  Tak, niestety. Politycy robią to lepiej, niż cywile. Albo przynajmniej statystycznie częściej potrafią się zachować. Jeżeli nie z przyzwoitości, to przynajmniej z szacunku dla pewnych zasad i norm.

Dialog polityczny na poziomie Kowalskiego wygląda dziś tak, że ktoś zostaje albo faszystą, albo opłacanym przez Sorosa szpiegiem. Ewentualnie dzieckiem ubeka itp.

Szczerze powiedziawszy daleki jestem od przekonań, że cała opozycja finansowana jest przez George`a Sorosa, choć nie da się także zaprzeczyć, że rzeczywiście w Polsce działa coś takiego jak Fundacja im. Stefana Batorego, która jest finansowana m.in. przez Open Society Foundation George`a Sorosa. Zaś Fundacja Batorego mająca na celu poprawę demokracji w Polsce, może w jakiś sposób być związana z tzw. „opozycją totalną”, która co rusz wywołuje jakieś pikiety i protesty. I zapewne, zgodnie z tym, co pokazują trolliki z pyta.pl, czasami dochodzi o sytuacji, w których na ulicę wyprowadzany jest średnio uświadomiony tłum, podążający za liderami.

Aha… I rzeczywiście George Soros jest amerykańskim Żydem węgierskiego pochodzenia, który dość mocno majstruje przy świecie, i ponoć rzeczywiście wyniósł się ze swoimi interesami z Węgier, po tym jak Orban osiągnął pełnię władzy.

Ja nie chodzę z KODem ani nie sympatyzuję. Uważam, że na swój sposób kompromitują lewicę. Jednakowoż są to ludzie – często zwyczajni obywatele, których poglądy różnią się od tych, z nieco bardziej konserwatywnym podejściem do życia. Kładzenie na nich lachy i mówienie – „to są pachołki Sorosa, dzieci ubeków, tacy i owacy” to całkowite zamknięcie się na jakąkolwiek dyskusję, postawienie twardej bariery. Właściwie nie pozostaje już nic innego, jak tylko wyjąć noże i się pozarzynać.

Druga strona też nie jest święta. Tzw. „lewactwo” również się radykalizuje i coraz bardziej zamyka. Pan Kaczyński to dla nich „Kaczor” albo „Prezes”. W ich oczach jest krwawym dyktatorem, choć de facto jeszcze żadnej krwi nie przelał, ani też nie do końca spełnia znamion bycia dyktatorem. Ogólnie rzecz biorąc jest to polityk, jak każdy inny, może trochę zacietrzewiony, i niestety otoczony ludźmi różnego sortu. PIS to partia, jak każda inna. Ma jakiś tam swój program…

I tu dochodzi kolejny problem – że ludzie ogólnie mało wiedzą, i mało chcą wiedzieć. Przed wyborami mówią „nie idę, bo nie ma na kogo głosować”, a po wyborach płaczą. A czy zapoznali się z programem? Nie, bo to wszystko „papka wyborcza i puste obietnice”. Powiedzmy sobie szczerze – ludzi guzik obchodzi polityka. Stąd ta ignorancja, którą z takim zamiłowaniem demaskuje Pyta.pl. Jak jest „niszczona demokracja” to lud wychodzi na ulicę, ale tak do końca to nie wie o co chodzi…

Mam wrażenie, że już dawno przestaliśmy rozmawiać o rzeczach, które są istotne, a błądzimy w obrzucaniu się inwektywami – komu płaci Soros, komu Putin, komu Merkel i tak dalej…

Ogólnie rzecz biorąc nad Polskę nadeszły chmury gównowe, które co i rusz stają się centrum silnych gównoburz.

I powiem Wam jedno – z tego wszystkiego, to ja mam wrażenie, że ktoś jednak czerpie gigantyczne korzyści. To nie jest przypadek, że w ostatnich latach Polska staje się areną coraz brutalniejszej walki politycznej, coraz niższego poziomu dialogu publicznego i coraz bardziej zakutych pał. I wydaje mi się, że pewną podpowiedzią w rozwiązaniu tej zagadki może być… mapa.

Polska jest krajem, który łączy Europę Zachodnią z Europą Wschodnią.

Pomiędzy Niemcami i Rosją jesteśmy tylko my. Białoruś jest czymś w rodzaju przedpokoju Rosji. Łukaszenka może coś tam próbować, ale ostatecznie Rosja może mu zrobić wjazd na chatę w ciągu jednego dnia. I nikt nawet nie zdąży jakoś szczególnie zaprotestować. A więc zostaje Polska, która jest takim prawdziwym buforem bezpieczeństwa.

No i teraz na ten bufor działają różne siły. Dla Rosji dobrze jest, żeby Polska nie była silna. Dlatego nie oddadzą nam wraku. Napiszę o tym jeszcze więcej kiedyś, ale ogólnie chodzi o to, że jak dostaniemy wrak, to wydarzy się jedna z dwóch rzeczy – albo okaże się, że zamachu nie było, albo okaże się że zamach był. I znajdziemy się w sytuacji Holandii – powiedzmy, że Rosja przeprowadziła zamach, a oni powiedzą, że to są bzdury. A tak – nie ma wraku, nie ma pewności. Kłócimy się.

Niemcom zaś na rękę jest, abyśmy nie mieli dobrych stosunków z Rosją. Bo wtedy ta istotniejsza granica znajduje się po stronie wschodniej, czyli dalej od Niemców. W zasadzie na złych stosunkach z Rosją może zależeć też każdemu państwu na zachód od Niemiec np. USA, z którym teraz trzymamy. Choćby dlatego, że mogą nam opć swoje Patrioty. Ale też wmówić, że my jesteśmy wschodnią flanką, bardzo ważną i bardzo istotną, a w ogóle to Polacy są bardzo waleczni. W dodatku jest jeszcze kwestia tych obozów koncentracyjnych i… wiecie… Just Act 447. Tak, że niezręczna sytuacja, ale być może będziemy musieli oddać Żydom mienie bezspadkowe…  (czyli takie, które nie ma spadkobierców).

Jednym słowem – Polska nie jest potęgą, ale jest niezwykle ważna. Gdyby byłą potęgą, mogła by być podmiotem. Ale ponieważ potęgą nie jest, to wygląda na to, że – nieoficjalnie – jest jakby przedmiotem. Krajem, którym trzeba się „zajmować”, nad którym trzeba „czuwać” i odpowiednio „rozgrywać”.

Podsumowując

Osobiście uważam, że podziały w naszym społeczeństwie są dopalane z zewnątrz. Ucieka nam coś ważnego. Zajmujemy się pierdołami i wewnętrznymi potyczkami, podczas gdy mocarstwa kładą na nas swoje łapska dążąc do tego, by zrealizować jakiś swój interesik: Rosja – osłabienie Polski poprzez podsycanie wewnętrznych konfliktów; Zachód – nastawienie antyrosyjskie oraz zachowanie wpływów, czyli również kontrola nastrojów społecznych.

Nie wygląda to dobrze. Może się to skończyć bardzo źle. Przypomnę, że przed II wojną światową również mieliśmy różnych sojuszników, którzy mówili nam, że jesteśmy silni, i że tylko my możemy powstrzymać Hitlera. I niestety nie mogliśmy. Wszyscy o tym wiedzieli, ale potrzebowali zyskać na czasie.

Ciąg dalszy nastąpi.

PS: W Polsce większość ludzi o poglądach prawicowych bardzo często udaje się do oskarżeń o finansowanie przez Sorosa. Jednocześnie mają nastawienie antyniemieckie, proamerykańskie lub przynajmniej protrumpowskie. No to teraz zagadka – kto jest sekretarzem skarbu w gabinecie Donalda Trumpa?

Odpowiedź brzmi Steven Mnuchin – bliski współpracownik George`a Sorosa.

Nie wiecie, skąd nadlecą kule.

fot. TheDigitalWay, pixabay.com, CC0

1 Udostępnień

Comments

comments

Zobacz także