Bartosz Adamiak

dystopie, postapo i inne brednie

Anihilacja

Anihilacja – recenzja

Tym, co zachęciło mnie do zobaczenia najnowszej produkcji Netflixa było nazwisko Alexa Garlanda. Szczerze powiedziawszy nie miałem pojęcia, że taki ktoś istnieje, ale we wszystkich zapowiedział padały słowa klucze: 28 dni później (scenariusz) i Ex Machina (scenariusz i reżyseria). Jeżeli do tego dorzucimy trailer nasuwający skojarzenia ze Stalkerem i Predatorem…

Anihiliacja opowiada historię biolożki Leny (Natalie Portman), której mąż (Oscar Isaac) – wojskowy – zaginął w niewyjaśnionych okolicznościach w trakcie ściśle tajnej misji. Nagle pojawia się w domu po roku, ni stąd ni zowąd, jednak jest z nim coś nie tak. Jest jakby otumaniony, zamroczony i nie potrafi wyjaśnić skąd się wziął, gdzie był przez ten cały czas, ani co się z nim działo. Kiedy dostaje krwotoku z ust, Lena wzywa pogotowie, jednak do szpitala nie dotrą – po drodze zatrzymuje ich specoddział i oboje trafiają do tajemniczego ośrodka badawczego. Tam sierżant zostaje odizolowany, a Lena wprowadzona w tajemnicę.

W zonie jak w zonie

Otóż na ziemię spadł meteoryt czy coś w tym rodzaju. Wokół miejsca, w które się wbił (latarnia morska) utworzyła się strefa, nazywana tutaj dla niepoznaki…  ISKRZENIEM. Iskrzenie stale się rozszerza (wolno, bo wolno, ale jednak) i nie za bardzo wiadomo, co jest w środku, bo jeszcze nikt stamtąd nie wrócił. Oprócz sierżanta Kane`a, który – jak wiadomo – nie czuje się najlepiej. Do iskrzenia wyrusza kolejna ekspedycja. Tym razem dla odmiany, zamiast mężczyzn żołnierzy pójdą same kobiety naukowcy. Czwórka. A kiedy Lena decyduje się pójść także, piątka. I tak z grubsza wygląda wprowadzenie do Anihilacji.

Nowe, odkrywcze co?

Powiem szczerze, że idea wypuszczania pełnometrażowych filmów na Netflix tak, jakby to była premiera kinowa, podoba mi się bardzo. To naprawdę przyszłość. I na swój sposób rozumiem zachwyt kolesi ze Spidersweb, którzy niemalże dostają suchego orgazmu. Ale tylko w kwestii idei. Bo co do samego filmu – nie podzielam ich entuzjazmu. Rozumiem, że to element jakiegoś płatnego dealu z Netflix czy coś. Albo po prostu clickbaitowanie i bezwzględna walka o czytelnika z konkurentem. Napisali o tym filmie kilka artykułów, z których każdy zawiera mniej więcej to samo.

Napisali też:

Iskrzenie – czyli doskonały, oryginalny pomysł

Ja niemalże przez cały film rozmyślałem o tym, jaka to szkoda, że Garland nie zdecydował się zekranizować „Pikniku na skraju drogi” Strugackich. Film Tarkowskiego to jednak coś innego, a Anihilacja…  no cóż…

Anihilacja pomysłu

Anihilacja bazuje na trylogii The Southern Reach Jeffa Vandermeera, co niestety nie oznacza od razu, że jest legit. Rzadko udaje się dobrze zekranizować książkę, więc i w tym przypadku ciężko oczekiwać cudów (wiecie, jaka jest definicja szaleństwa?). A jeszcze ten cały Garland strasznie chciał iść pod prąd – jak pisze Spidersweb 😉 Żeby być oryginalny i ambitny.

Wyszły totalne kluchy z bardzo kiepską grą aktorską, z wybitnie kiepskimi efektami specjalnymi (ten spadający meteoryt na początku filmu wygląda jak animacja z gry z 2006 roku) i z przesłaniem, które udaje głębokie i bardzo, bardzo…  nie wiadomo jakie. Niby chodzi o istotę ludzkości czy coś. Ale w gruncie rzeczy o istocie ludzkości Garland powiedział już wystarczająco dużo w 28 dni później i w Ex Machina. Teraz już chyba skończyły mu się pomysły. I pieniądze (#najgorzej).

Szkoda…  Mogła być fajna ekranizacja Strugackich.

fot. geralt, pixabay.com, CC0

11 Udostępnień

Comments

comments

Zobacz także

Instagram