Reset – fragmencik na próbę

Świt przywitał mnie sielsko. Wyszedłem na dwór w samych szortach, przeciągnąłem się i puściłem bąka. Wbrew temu, co mogłoby się wydawać, skąpa dieta i ruch bardzo mi służyły. W porównaniu z tym, co było przed Resetem, niebo a ziemia. I tak z myślą o tej zdrowotności, postanowiłem porobić sobie trochę kalisteniki. Wszak tężyzna fizyczna stała się jedną z podstaw przetrwania. Trochę pompek, przysiadów i podciągnięć. Taki trening pozwalał spożytkować energię z niewielkiej ilości spożywanych dziennie kalorii w sposób, który procentował.

Czytaj dalej

Własne tempo [frontowe wieści]

Odkąd z niczym nieuzasadnioną pewnością siebie zacząłem stawiać pierwsze znaki Ery Mroku w styczniu 2014 roku, przeszedłem przez całą masę etapów postrzegania swojej twórczości. Pierwsza euforia opadła gdzieś po roku. Później było już tylko gorzej i gorzej, a punktem kulminacyjnym był tegoroczny Pyrkon, kiedy to uświadomiłem sobie, że nie jestem prawdziwym chłopcem. 

Czytaj dalej

9/11

Byłoby skrajnym optymizmem wierzyć w to, że świat jest taki, jakim go widzimy. Byłoby to wręcz naiwne, ponieważ musielibyśmy założyć, że wszyscy ludzie operują wyłącznie faktami.

Za parę dni mija 15 rocznica ataków na World Trade Center. Od tego czasu świat całkowicie zmienił swoje oblicze (ręka do góry, kto pamięta świat przed WTC?).

Czytaj dalej

Gwiazdy spadają w dół

Nagi wyszedłem z łona matki

i nagi tam wrócę.

Dał Pan i zabrał Pan.

Niech będzie imię Pańskie błogosławione!

Księga Hioba 1:21

Brama oglądana przez lornetkę sprawiała wrażenie niepilnowanej, jednak wszyscy zdawaliśmy sobie sprawę z tego, że to tylko pozory. Po prawej stronie zza podziobanego kulami betonowego słupa, wystawała lufa kałasza. Za wyżartym przez rdzę otworem na samym środku bramy, mignął jakiś cień. Kolejny po lewej w krzakach za siatką. W sumie najmniej trzech, prawdopodobnie uzbrojonych ludzi. Czytaj dalej

Zona to choroba serca

Co czyni stalkera stalkerem? Maska gazowa i licznik Geigera? Nie sądzę. Gumowana pałatka i plecak? Też nie. Ani tym bardziej wysłużony AK-47. Z byciem stalkerem jest jak z byciem młodym. Jeśli ktoś się czuje młody, to znaczy, że jest młody. Przynajmniej w duchu. 

Striełoka, Szramę i Diegtiariowa poznałem już jakiś czas temu. Z początku byłem mocno sceptyczny i nie do końca potrafiłem zrozumieć idei, jednak coś ciągnęło mnie do Zony. Ciekawość, zew albo coś jeszcze innego. Z czasem poznałem historię Reda Shoeharta z książki braci Strugackich oraz jego luźny odpowiednik z filmu Andrieja Tarkowskiego i nim się obejrzałem, byłem stalkerem.

Po czym to poznałem? Po prostu to wiedziałem. Najbardziej wiedziałem to pewnej nocy 2014 roku. Byliśmy w drodze na wakacje i zatrzymaliśmy się na noc niedaleko Krasiejowa, gdzie jest olbrzymi park dinozaurów i stanowiska archeologiczne (mój syn ma odpał na punkcie dinozaurów). Zwiedziliśmy park i przenocowaliśmy w takim PRLowskim ośrodku niedaleko jeziora Turawskiego.

Wiecie jak to jest, jak człowiek sobie zaplanuje, że wyjedzie o czwartej w nocy, żeby zajechać jak najdalej przed upałami (i póki dzieci będą spały), a po otwarciu drzwi okazuje się, że otacza was CAŁKOWITA CZERŃ? Nie chodzi mi o to, że było ciemno, jak to zwykle w nocy. To była CAŁKOWITA CZERŃ, której jedyną cechą było to, że była czarna. Było cicho, choć oczywiście słychać było jakieś świerszcze i inne duperele, natomiast z wizji totalne zero, a samochód stał na parkingu, jakieś dwadzieścia-trzydzieści metrów od naszego domku. Zero świateł, latarni, gwiazd, księżyca… NIC!

No więc wyciągam latarkę LED o mocy 125 lumenów i zaczynam…   no cóż… szukać samochodu. Może się to wydać zabawne, ale wiecie, co widzi człowiek wśród nocy totalnej, oświetlający sobie drogę latarką LED o mocy 125 lumenów? Widzi jedynie niemalże idealny krąg światła, a wokół CAŁKOWITĄ CZERŃ. Oczywiście świeci sobie pod nogi, żeby się nie przewrócić. Co oznacza, że widziałem jakieś 1-1,5 metra najbliższej przestrzeni wokół siebie, a dalej był całkowicie obcy, niewidoczny, tajemniczy świat, w którym mogło znajdować się wszystko. Bawiłem się jak dzieciak! I oczywiście jedyne skojarzenie, jakie miałem w głowie to Stalker.

Nie łatwo uwolnić się od stalkera i Zony. To tkwi w sercu i rozpala wyobraźnię niezależnie od aktualnych upodobań i fascynacji. Obecnie na przykład jaram się Gwiezdnymi Wojnami, ale gdy tylko zobaczę topolę, betonowe płyty porośnięte trawą czy powiew wiatru podrzucający liście, myślę językiem Zony. To tkwi głęboko w sercu.

Więc co w końcu czyni nas Stalkerem? – zapytasz. Właśnie to. Ten swoisty wirus czy wręcz nawet mutacja genetyczna, która w każdej sytuacji nakazuje Ci odwoływać się do mitologii Czarnobyla, Zony, anomalii i artefaktów. To, co każe ci myśleć, że poza snopem światła znajduje się obcy, niezbadany i czasem wrogi świat, który jednak należy eksplorować i przebadać. I myślę, że tak naprawdę nie chodzi w tym wszystkim o Czarnobyl, kosmitów czy jakąkolwiek inną siłę sprawczą, ale o trójpodział: Dużą Ziemia – Zona – Artefakt (cel, komnata marzeń, kula spełniająca życzenia etc.).

fot. Jennifer Boyer, Flickr.comCC BY 2.0

Mroczne czasy sprzyjają demonom

Mamy dziś szczególny dzień. Wczoraj Brytyjczycy zdecydowali o wyjściu ze struktur Unii Europejskiej. 

fot. Alexas_Fotos, pixabay.com, CC0 Public Domain

Czy Brexit pomoże rozwiązać problemy Wielkiej Brytanii? Trudno jednoznacznie powiedzieć. Wiadomo jednak, że za przykładem wyspiarzy mogą teraz pójść następni, co z kolei doprowadzi do całkowitego rozpadu Unii Europejskiej. Na pewno będzie to bardzo kosztowne przedsięwzięcie, które może pogrążyć Europę w gigantycznej depresji na wiele lat. Cieszy się Putin. Cieszą się Chińczycy i Turcy. I pewnie każdy, kto źle życzy Europie.

Historia pokazuje nam, że ciężkie czasy sprzyjają wszelkim demagogom i radykałom. Dwa największe totalitaryzmy XX wieku zrodziły się właśnie w ciężkich czasach. Gdy otacza nas mrok i pojawia się człowiek, który wprowadza prosty, czarno-biały podział i proponuje łatwe, radykalne rozwiązanie, istnieje pokusa, żeby za nim podążyć. Czasem bez względu na cenę, jaką trzeba będzie zapłacić.

Ciężkie czasy i szemrani liderzy będą także tłem mojej powieści Reset. Sama historia będzie mocno przygodowa i momentami zabawna, ale właśnie za background służyć będzie post-apokaliptyczny, mroczny świat, w którym do głosu dochodzą ekstremiści, szaleńcy i nihiliści. Ci ostatni zresztą nie widząc sensu w dalszej egzystencji świata, będą prowadzili regularną rozwałkę.

Nie wiem dlaczego, ale Brexit bardzo mocno skojarzył mi się ze światem mojej książki.

Zaćmienie słońca. Tak w dawnych czasach robiono ludzi w balona, jak się chciało ich zmanipulować. Dziś używa się nieco nowocześniejszych mteod, ale mechanizm jest podobny. Fot. skeeze, pixabay.com, CC0 Public Domain

Zaćmienie słońca. Tak w dawnych czasach robiono ludzi w balona, jak się chciało ich zmanipulować. Dziś używa się nieco nowocześniejszych mteod, ale mechanizm jest podobny. Fot. skeeze, pixabay.com, CC0 Public Domain

 

Dziennik bitewny 22 czerwca 2016

Skończyłem. No dobra. Nie skończyłem. Postawiłem kropkę po ostatnim zdaniu, a to jednak coś troszkę innego. Będzie skończone, gdy będzie się to nadawało do publikacji. A do tego niestety jeszcze długa droga. 

Czeka mnie teraz ostre szpachlowanie. Zostawiłem po drodze wiele dziur. Nie miałem pomysłu, jak je wypełnić, a fabuła goniła. Teraz będę musiał wrócić i nabudować. To nawet dobrze, bo mam 319 tysięcy znaków i jest to jednak ciut za mało. Muszę przede wszystkim przebrnąć jeszcze raz przez całość i sprawdzić, czy nie wkradły się jakieś błędy wynikające z tego, że coś na późniejszym etapie było rozwiązane inaczej, niż na wcześniejszym. I kiedy już to wszystko zrobię, spróbuję zorganizować jakieś beta czytanie.

Plany na najbliższe miesiące wyglądają tak, że w lipcu zamierzam intensywnie pisać. Później w pierwszych tygodniach sierpnia chciałbym to komuś dać do przeczytania. Ale jeszcze o tym będę pisał.